ATTACK ON TITAN / Atak Tytanów – recenzja anime


Atak Tytanów to popularne anime, które ostatnio mieliśmy okazję obejrzeć. Początkowo sceptycznie podchodziłam do tego tytułu, ale serial szybko wskoczył na listę TOP 3 moich ulubionych anime. Dlaczego?

Shinzou wo sasageyo!

Anime Atak Tytanów jest oparte na serii mangi o tym samym tytule autorstwa Hajime Isayamy. To seria dark fantasy, która rozgrywa się w świecie, gdzie ludzkość jest zagrożona przez ogromne istoty zwane tytanami. Głównym punktem akcji jest konflikt między ludzkością a tytanami, potężnymi humanoidami, które pożerają ludzi, nie wykazując zrozumiałego do końca powodu. To zagrożenie sprawia, że społeczeństwo ludzkie musi żyć zamknięte w ogromnych murach, aby uchronić się przed atakami potworów.

Jednym z silnych elementów serii jest rozwijająca się fabuła, w której pojawiają się różne frakcje, polityczne intrygi oraz złożone relacje między postaciami. Społeczeństwo wewnętrzne murów, podzielone przez klasy społeczne i zainteresowania polityczne, odgrywa kluczową rolę w dynamice historii. Historia rozwija się, gdy bohaterowie odkrywają tajemnice związane z pochodzeniem tytanów, istotami za nimi stojącymi, a także genezą świata, w którym żyją.

A kiedy widz zaczyna myśleć, że wie już wszystko… okazuje się, że zabawa dopiero się zaczyna! Atak Tytanów jest fascynującą podróżą po zagadkowym i pełnym niebezpieczeństw świecie.

Atak Tytanów

Tytani przedstawiani sią od początku jako zwyczajowo żerujący na ludziach, pozornie czerpiąc ze swoich działań raczej przyjemność niż pożywienie. Jakimś cudem jednak ludzkość cieszy się ponad stuleciem wolności od tytanów. Ten spokój zostaje zakłócony, gdy 10-letni Eren i jego towarzyszka z dzieciństwa Mikasa są świadkami wstrząsającego wydarzenia — zawalenia się murów miasta pod atakiem kolosalnego tytana  oraz pożarcia matki Erena żywcem. W następstwie tego Eren uroczyście przysięga unicestwić każdego tytana, szukając zemsty za całą ludzkość. Przez kolejne sezony podążaliśmy za bohaterami, którzy wstąpili do Korpusu Zwiadowców angażując się w walkach z wrogiem. Byliśmy świadkami kolejnych szokujących wydarzeń, ale też wielu epickich walk i kilku wzruszających scen. Także ostatni sezon 4 pełny był niespodziewanych zwrotów akcji. Okazało się bowiem, że Eren, stale nienawidzący tytanów, był prawdziwym antagonistą, a nie jego ojciec, jak pokazane było do tej pory.

Autor mangi – Hajime Isayama od samego początku pokazywał swoje mistrzostwo w zaskakiwaniu fanów, co pokazane zostało już wczesnej śmierci Erena z rąk Tytana na początku serialu. I jak to? Główny bohater zginął na samym początku serialu? To właśnie kolejne plot twisty sprawiają, że widz nie może oderwać się od ekranu telewizora. Nieustannie coś zaskakuje, zmienia się narracja i postrzeganie kolejnych postaci. Ta scena głęboko zszokowała widzów, mimo to serial konsekwentnie przechodził sam siebie, odsłaniając kolejne narracyjne bomby, np. ujawnienie Kobiecego Tytana, Tytanów w Murach, czy nawet odkrycie życia po za murami.

Najbardziej podobała mi się ewolucja wiedzy o Tytanach, którzy, jak wspomniałam na początku, uznawani byli jako raczej bezmyślni.  Z kolei w sezonie 3 Eren zostaje porwany przez Roda Reissa, a przykuty do kryształowego klifu zauważa, że ​​jaskinia wydaje mu się znajoma. Później okazuje się, że zadziałała tu jego Przyszłość. Fajne jest to, że każda, nawet najmniejsza scena, może być wskazówką, która później będzie miała znaczący wpływ na fabułę – podobnie jak drobne szczegóły, które są jak pozostawiane okruszki. Za pierwszym razem nie połączyłam wielu kropek, ale mój mąż, który oglądał serial kolejny raz zaczął zwracać uwagę na kolejne drobnostki, które później „miały sens”. Każda scena wydaje się celowa, przyczyniając się do zawiłej lektury serii. Scenariusz Ataku Tytanów jest czymś genialnym.

Pomimo tego, że Eren jest głównym bohaterem, światło reflektorów jest często  kierowane na inne postacie, co jest wyjątkowym aspektem Ataku Tytanów. Postacie poboczne aktywnie walczące o czas ekranowy są pozytywnie odbierane, dzięki czemu każdy ma swój moment: Historia potwierdzająca swoją niezawodność, Mikasa bezwzględnie walcząca z Tytanami, Levi dokonujący wielu bohaterskich akcji ratunkowych, Armin i Erwin stanowiący „mózgi” kolejnych operacji.  Każda postać jest misternie rozwinięta, a każdy odgrywa wyjątkową rolę. To, co zauważyłam na początku swojej kilkuletniej już przygody z anime tutaj też się potwierdza – widz na swój sposób zaprzyjaźnia się z bohaterami, przeżywa z nimi przygody i niestety – często płacze w przypadku ich śmierci.  Fajnie też, że serial projektuje postacie kobiece unikając popularnego motywu damy w niebezpieczeństwie. Kobiety w serialu są prawdziwymi badassami, dodatkowo bez zbędnej seksualizacji.

Atak Tytanów

Jakość animacji Attack on Titan jest niezrównana, a każda scena niezwykle szczegółowa. Ruchy postaci są płynne, walki dynamiczne, styl graficzny znakomity, a efekty wizualne przyjemne dla oka. Pod względem wizualnym, zupełnie jak w przypadku scenariusza, nie mam zastrzeżeń. Ba! Wielokrotnie wracam myślami do wielu walk – zwłaszcza Leviego – z uśmiechem na twarzy. Doskonałość serialu dodatkowo podnosi oprawa dźwiękowa, która płynnie uzupełnia animację. Atak Tynanów robi wszystko… dobrze?

Atak Tytanów

Chociaż kontrowersyjne zakończenie Ataku Tytanów jest głównym punktem spornym wśród fanów, liczne mocne strony serialu znacznie przewyższają wady. Mi osobiście nie przypadł do gustu kierunek, w którym poszedł ostatni sezon ALE… nie zmienia to faktu, że był świetny. Mimo, że poprowadziłabym historię w innym kierunku, zakończenie było właściwe a Eren wreszcie dopiął swego.  Te kilka tygodni, które spędziłam z serialem było wyśmienitą przygodą, którą chciałabym przeżyć jeszcze raz. Niestety, mam świadomość, że nigdy więcej nie będę mogła obejrzeć Ataku Tytanów po raz pierwszy. I to jest przykre. Świadczy to też o całej produkcji, bo umówmy się, Atak Tytanów jest po prostu genialnym serialem.

 

 

I podsumowując TOP 3 anime wg stanu na koniec roku:

3. Attack on Titan  / The Rising of the Shield Hero

2. Shokugeki no Souma

1. Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba
Poprzednio Testament: The Order of High Human - Recenzja - Nawet twórcy nie chcą w to grać
Następny Miodny Bzyk - recenzja - pszczela korporacja!