Administracja Stanów Zjednoczonych znalazła się w centrum kontrowersji po doniesieniach, że US Department of Homeland Security wystosował setki administracyjnych wezwań do największych platform technologicznych, domagając się danych osobowych użytkowników krytykujących działania Immigration and Customs Enforcement. Według medialnych raportów, część firm – w tym Google, Meta oraz Reddit – miała przekazać przynajmniej część żądanych informacji. Sprawa wywołała gwałtowną debatę o wolności słowa, nadzorze państwowym i ochronie prywatności w internecie.
Administracyjne wezwania (subpoenas) miały dotyczyć kont publikujących informacje o lokalizacji agentów ICE lub otwarcie krytykujących działania tej agencji. Z przekazów wynika, że US Department of Homeland Security żądał przekazania takich danych jak imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery telefonów oraz inne informacje umożliwiające identyfikację użytkowników. Co istotne, platformy technologiczne w przypadku takich wezwań nie zawsze mają obowiązek automatycznie przekazywać dane – mogą je kwestionować w sądzie lub ograniczać zakres udostępnionych informacji.
Według dostępnych informacji, Google, Meta oraz Reddit przekazały część danych w odpowiedzi na wybrane wezwania. Użytkownicy, których konta znalazły się w centrum zainteresowania, mieli otrzymać powiadomienia o żądaniu przekazania informacji i od 10 do 14 dni na jego zaskarżenie w sądzie. To standardowa praktyka w przypadku wielu postępowań administracyjnych w USA, choć nie zawsze możliwa – czasem sąd może zakazać informowania użytkownika o toczącym się postępowaniu.

Szczególne zainteresowanie budzi postawa platformy Discord, która – według doniesień – również otrzymała wezwania, jednak nie potwierdzono jednoznacznie, w jakim zakresie przekazała dane. Sprawa nabiera dodatkowego kontekstu w związku z niedawnym ogłoszeniem przez Discord globalnej polityki weryfikacji wieku użytkowników. Nowe zasady mają ograniczać dostęp do pełnych funkcji serwisu osobom, które nie potwierdzą swojego wieku poprzez skan twarzy lub dokumentu tożsamości. Weryfikacja wieku realizowana jest m.in. przy współpracy z firmą Persona, której inwestorami są podmioty powiązane z funduszem Founders Fund. Fundusz ten jest z kolei znany z inwestycji w spółkę Palantir – firmę technologiczną współpracującą z amerykańskimi służbami, w tym z ICE, w zakresie analizy danych i systemów nadzoru. Choć formalnie nie ma dowodów na bezpośrednie powiązanie procesów weryfikacyjnych z działaniami DHS, zbieżność tych faktów wywołała falę spekulacji i obaw wśród obrońców prywatności.
Eksperci ds. praw cyfrowych podkreślają, że masowe żądania danych użytkowników krytykujących działania rządu mogą wywołać efekt mrożący (tzw. chilling effect). Oznacza to, że obawa przed identyfikacją i potencjalnymi konsekwencjami może zniechęcać obywateli do publicznego wyrażania opinii. W kontekście pierwszej poprawki do Konstytucji USA, gwarantującej wolność słowa, sprawa może mieć daleko idące skutki prawne i polityczne. Rzecznicy firm technologicznych zapewniają, że każdorazowo analizują zasadność wezwań. Google w oficjalnym stanowisku podkreślił, że informuje użytkowników o otrzymanych wezwaniach, o ile nie zabrania tego sąd, oraz że kwestionuje zbyt szerokie lub nieprecyzyjne żądania. Podobne deklaracje w przeszłości składały również inne platformy, w tym Meta.

Sprawa pojawia się w momencie rosnącej debaty o nadzorze cyfrowym w Stanach Zjednoczonych. Krytycy zwracają uwagę, że te same firmy, które wprowadzają coraz bardziej restrykcyjne procedury weryfikacji tożsamości i wieku, jednocześnie mogą być zobowiązywane do przekazywania danych rządowi. W efekcie ilość przechowywanych informacji rośnie, a wraz z nią potencjalne ryzyko ich wykorzystania w postępowaniach administracyjnych lub karnych. Dla użytkowników oznacza to konieczność większej świadomości cyfrowej. Publikowanie informacji o działaniach służb federalnych, w tym Immigration and Customs Enforcement, może wiązać się z realnym zainteresowaniem ze strony organów państwowych. Choć samo krytykowanie rządu jest w USA legalne, granica między wolnością słowa a potencjalnym naruszeniem prawa – np. poprzez ujawnianie lokalizacji funkcjonariuszy – bywa interpretowana różnie.
Nie jest jasne, czy działania US Department of Homeland Security będą kontynuowane na podobną skalę w kolejnych miesiącach. Pewne jest natomiast, że temat prywatności w internecie, ochrony danych osobowych oraz relacji między Big Tech a administracją federalną ponownie znalazł się w centrum uwagi. W dobie rosnącej polaryzacji politycznej i napięć wokół polityki migracyjnej USA, każda decyzja dotycząca danych użytkowników może stać się elementem szerszego sporu o granice władzy państwa w cyfrowym świecie. Sprawa DHS i danych krytyków ICE może okazać się jednym z najważniejszych testów dla przejrzystości działań platform społecznościowych oraz ich gotowości do obrony prywatności użytkowników. Dla milionów Amerykanów to sygnał, że aktywność w sieci – nawet ta polegająca na wyrażaniu opinii – może nie być tak anonimowa, jak dotąd się wydawało.


