Czasami gry niezależne potrafią zaskoczyć w bardzo niecodzienny sposób. Tak właśnie zrobił Fear the Timeloop, który wyraźnie inspiruje się mistrzami gatunku, takimi jak seria Resident Evil czy Silent Hill. Jedną rzecz robi jednak zupełnie inaczej – jest nią wskaźnik punktów życia. Jak to rozwiązanie sprawdziło się w praktyce? Omówimy to w recenzji opartej na wersji gry dostępnej na platformie Steam!
Fear the Timeloop nie zaskakuje jednak samą historią, która jest raczej typowa dla tego typu produkcji. Wcielamy się w szeryfa Jamesa Coopera – klasycznego przedstawiciela swojego zawodu z początku XXI wieku. Ma wyraźne problemy z agresją, męczą go demony przeszłości i rzuca stereotypowymi tekstami, czasem nawet krzycząc trochę za głośno, choć trudno mieć do niego pretensje w tej sytuacji. Bohater budzi się ranny, z postrzałem brzucha, w tajemniczym szpitalu pełnym potworów. Naszym celem jest zrozumienie tego, co się wydarzyło, oraz znalezienie wyjścia z tej sytuacji.
![Fear the Timeloop – Recenzja | Survival Horror z Zegarem Śmierci | Steam [PL]](https://i.ytimg.com/vi/VGHt18NXDk8/hqdefault.jpg)
Czeka nas metafizyczna, momentami surrealistyczna podróż przez kolejne rozdziały, które wprowadzają więcej zamieszania, niż wyjaśniają. Historia prowadzona jest za pomocą znajdowanych notatek, nagrań z projektora oglądanych między rozdziałami oraz rozmów przez radio z koleżanką z policji i innymi osobami. Rozmowom bliżej do spowiedzi i rachunku sumienia, a notatki przeplatają realistyczne zapiski pracowników szpitala z historiami szaleńców, opisami dziwnych pokoi z żółtymi karteczkami czy wręcz bredniami. W głowie gracza rodzi się pytanie – czy bohater został porwany przez obłąkanych ludzi, czy świat się skończył, a może on sam nie żyje i znajduje się w czyśćcu? Gra bawi się perspektywą, podrzuca sprzeczne tropy, a sam bohater coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Mimo kilku sztampowych momentów całość okazuje się bardzo solidnym horrorem.

Sama rozgrywka w Fear the Timeloop jest standardowa dla gatunku. Ciemność, kamera trzecioosobowa i latarka, która swoimi cieniami czasem bardziej przeszkadza, niż pomaga w orientacji. Sterowanie jest mocno „konsolowe”, co może dziwić, bo gra nie ma jeszcze swojej wersji na konsole. Wybór broni odbywa się za pomocą krzyżaka, a narzędzi – w okrągłym menu, które zdecydowanie wygodniej obsługuje się na padzie niż na klawiaturze. To jednak część współczesnych trendów i da się do tego przyzwyczaić. Gra wymaga od nas eksploracji kolejnych pomieszczeń szpitala. Mapa została przygotowana bardzo dobrze – wszystko jest na niej czytelnie oznaczone, więc zwiedzanie lokacji sprawia przyjemność. To jednak nie eksploracja czyni tę produkcję wyjątkową, lecz system punktów życia.

Nasz dzielny szeryf powoli się wykrwawia i ma zaledwie kilka minut, zanim umrze. Gdy to nastąpi, cofamy się do ostatniego punktu zapisu. Wszystkie znalezione przedmioty użytkowe wracają na swoje miejsce (na szczęście nie dotyczy to przedmiotów fabularnych), wrogowie się odradzają – często w innych miejscach niż wcześniej – a my musimy spróbować ponownie. Czas tracimy za każdym razem, gdy przeciwnik nas trafi, a wydłużać go możemy za pomocą apteczek i bandaży, które oferują dodatkowe efekty (np. wstrzymanie odliczania na kilka minut). Istnieje górny limit czasu, więc łatwo „przepalić” zapasy leczenia, dlatego warto działać rozważnie.
Taka konstrukcja sprawia, że gra się w nią w wyjątkowy sposób – z jednej strony się spieszymy, bo w tle nieustannie tyka zegar zagłady, z drugiej zaś chcemy odkryć wszystkie sekrety, których jest tu naprawdę sporo. Gra zatrzymuje czas podczas przeglądania ekwipunku w kryjówce czy słuchania raportów radiowych, więc nie jesteśmy skazani na ciągły pośpiech i znajdziemy tu sporo bezpiecznych miejsc. Co ciekawe, czasami warto nawet umrzeć – wtedy możemy otworzyć niektóre drzwi lub znaleźć dodatkowe zasoby (pamiętając jednak, że wrogowie również powracają). To sprawia, że Fear the Timeloop trudno jednoznacznie sklasyfikować – to survival horror, ale rozgrywany szybko i dynamicznie, a nie ostrożnie jak klasyczne przedstawiciele gatunku. Regularne powtarzanie fragmentów przypomina momentami roguelite, a elementy odblokowywania przejść przywodzą na myśl metroidvanię. Taki miks gatunkowy zazwyczaj się nie sprawdza, ale tutaj został dobrze przemyślany i wciąga na długie godziny.

Walka w Fear the Timeloop nie będzie dużym wyzwaniem dla fanów gatunku. Jeżeli zjedliście zęby na Resident Evil 4, Dead Space czy też Cronos: The New Dawn, gra nie powinna sprawić Wam większych problemów. Standardowe zombie efektownie reagują na strzały z pistoletu, ale są na tyle wolne, że łatwo je wyminąć. Ich ataki są czytelne i nie blokują naszych ciosów, przez co można je bez większego trudu zatłuc pałką policyjną – właśnie dlatego do końca gry miałem nieprzyzwoicie dużo amunicji. Zamiast strzelać, często wymanewrowywałem przeciwników i korzystałem z broni białej. Jeśli nauczyliście się manipulować necromorphami w Dead Space, tutaj nie traficie na większe wyzwanie. Silniejsi wrogowie również nie są szczególnie wymagający – znajdziemy pielęgniarkę rodem z Silent Hill oraz przeciwnika przypominającego Tyranta z Resident Evil 2. Ten jednak pojawił się u mnie na początku gry, a później praktycznie zniknął.

Fear the Timeloop to gra wyjątkowa i do tego skandalicznie tania. W momencie pisania tej recenzji kosztuje jedynie 50 zł, a jednocześnie zapewnia nam przyzwoite 6 – 8 godzin kampanii fabularnej z marginesem jej powtarzania z uwagi na losowość przy kolejnym podejściu gry. Nie jest to gra trudna – prawda jest taka, że przez pierwszą połowę zginąłem tylko raz bo wbiegłem na minę, czyli bardziej przez pośpiech, niż poziom trudności samej gry, ale potem jest już troszkę ciężej. Tak czy inaczej Fear the Timeloop to świetny przedstawiciel gatunku, który pokazuje, że dalej można stworzyć coś nowego i oryginalnego, co jeszcze będzie do tego odpowiednio przemyślane i finalnie dobrze wdrożone. Nieliczne błędy, bo te są, nie zepsują Wam zabawy, a odradzająca się pielęgniarka, która gubi przy tym swoje tekstury jest raczej śmiesznym błędem, niż czymś, co zepsuje Wam zabawę.
Podsumowanie
Pros
- Ciekawa historia, chociaż niektóre dialogi są raczej kiepskie
- Fantastycznie zrobiony szpital pełen detali
- Bardzo niska (skandalicznie) cena
- Świetny klimat i flow rozgrywki
Cons
- Parę błędów, ale nic strasznego



