The Sinking City 2 – Recenzja – Nikt nie potrzebował eksperymentu


The Sinking City 2 postanowiło odejść od swojej formuły. Tym razem zamiast oryginalnej gry detektywistycznej opartej na mitologii Lovecrafta, otwartym świecie i okazjonalnej walce mamy produkcję znacznie bliższą tak wyeksploatowanym seriom jak Resident Evil czy Silent Hill. Z jednej strony twórczość Lovecrafta to bardzo wdzięczny temat dla takiej gry, z drugiej jednak pojawia się pytanie: czy twórcom wystarczyło doświadczenia, by stworzyć produkcję potrafiącą wejść w szranki z mistrzami gatunku? Zapraszam do recenzji The Sinking City 2 opartej na wersji na PlayStation 5!

W The Sinking City 2 wcielamy się w dwójkę kultystów, Calvina oraz Faye. Naszym celem jest odnalezienie duszy Faye, która gdzieś przepadła podczas ostatniego przebudzenia, a później także jej ciała, które również zniknęło, oraz ucieczka z powoli tonącego Arkham. Wbrew pozorom ten duet nie jest jednak taki zły, jak mogłoby się początkowo wydawać. To bardzo miłe i odświeżające, że chociaż raz nie gramy prywatnym detektywem odkrywającym tajemnice przedwiecznych potworności, a doświadczonymi kultystami, którzy nie będą reagować wielkim zdziwieniem na każdą kolejną potworność. Oczywiście co jakiś czas trafią na coś niespotykanego, ale ich doświadczenie bardzo pomoże w przetrwaniu horrorów Arkham.

The Sinking City 2 – KTO TEGO POTRZEBOWAŁ?

No właśnie, samo miasto dosyć mocno podtopiło się od wydarzeń z poprzedniej odsłony The Sinking City. Większość obywateli została ewakuowana, a ci, którzy pozostali, to głównie szaleńcy, inni kultyści albo biedacy, którym nie udało się zdążyć na promy ewakuacyjne. Miasto jest trzecim bohaterem gry, momentami nawet ciekawszym niż dwójka głównych postaci. Znajdziemy tutaj sporo notatek, świetnie napisanych historii, a nawet tajemniczy podcast ze świetnymi opowieściami. Podobnie jak w pierwszej odsłonie, tak i tutaj czytanie notatek, ale także obserwowanie tego, jak zmieniło się miasto od poprzedniej części, dawało mi sporo przyjemności. Zwłaszcza że pierwsze The Sinking City bardzo mi się podobało, szczególnie w odświeżonej wersji na PlayStation 5.

Do tego zagadki w grze są całkiem niezłe, przynajmniej te dodatkowe, niezwiązane z bieganiem od drzwi do drzwi. Trzeba łączyć różne poszlaki, by znajdować szyfry do kłódek czy też prawidłowe sekwencje pozwalające otworzyć tajne przejścia. Często warto dokładnie przeczytać znalezione wcześniej notatki i przyjrzeć się otoczeniu, zamiast liczyć na to, że gra sama poda nam odpowiedź. Odkrywanie tych rozwiązań samodzielnie było naprawdę satysfakcjonujące i właśnie wtedy The Sinking City 2 pokazuje swoje najlepsze oblicze. Pierwsza odsłona gry była w zasadzie oryginalną jakością samą w sobie, czymś niepowtarzalnym i innowacyjnym na rynku horrorów. Druga odsłona niestety rzuciła rękawicę takim produkcjom jak Resident Evil: Requiem czy też Silent Hill f, czyli grom, które sprawiają, że gatunek survival horror żyje i ma się dobrze od wielu dekad. The Sinking City 2 to trzecioosobowa gra akcji, w której będziemy kierować krokami Calvina, któremu od pewnego momentu będzie towarzyszyć dusza Faye.

Sekwencje z syreną są jednymi z najciekawszych w grze

Gra rozkłada się na około pięć aktów i naszym zadaniem będzie eksplorowanie każdego z nich, szukanie poszlak, łączenie ich i wreszcie odnajdywanie właściwego przedmiotu, by przejść dalej oraz odblokować wcześniej zamknięte drzwi czy przeciąć łańcuch. Znamy ten schemat. Przykładowo znajdujemy przecinak do łańcuchów i od tego momentu możemy przeciąć łańcuchy w trzech innych miejscach. W dwóch znajdziemy jakieś dodatkowe przedmioty i sekrety, a w trzecim kolejny przedmiot, którym otworzymy następne trzy drzwi. Koła na nowo tutaj nie wymyślono i cały system eksploracji bardzo mocno przypomina klasyczne rozwiązania znane z innych survival horrorów.

Dodatkowo będziemy ciągle walczyć z wrogami, których w grze jest naprawdę niewiele. Mamy zombie zainfekowane robakami w trzech wersjach: zwykłej, strzelającej i wzmocnionej, dwa rodzaje wylbestii z pierwszej odsłony oraz istotkę z głębin, która w czwartym akcie będzie pochłaniać amunicję w niezdrowych ilościach. To w zasadzie wszystko. Jak na grę, która znacznie mocniej niż poprzedniczka stawia na walkę, różnorodność przeciwników jest zdecydowanie zbyt mała. Wrogowie pojawiają się na mapach między innymi wtedy, kiedy znajdziemy jakiś przedmiot popychający grę do przodu. Do mniej więcej połowy trzeciego aktu gra udaje jeszcze, że wcześniej leżące ciała wstają i zaczynają nas atakować. Potem już przestaje się tym specjalnie przejmować i wrogowie potrafią pojawiać się znikąd po tym, jak wejdziemy do nowej lokacji albo wrócimy do wcześniej odwiedzonego miejsca.

Gra do pewnego momentu trzyma klimat, potem zaczyna być bardzo powtarzalna

Co ciekawe, gra rzuca nam również poszlaki dotyczące pewnych mechanik, które później właściwie nie działają. Możliwe, że nie zostały przez twórców do końca dopracowane. Przykładowo od samego początku będziemy spotykać wije, które infekują ciała i tworzą zombie. Logika nakazuje więc, że kiedy z pomocą ataku wręcz zniszczymy je odpowiednio szybko, zombie nie powinny wstać. W praktyce jednak, jeżeli to zrobimy, po prostu pojawiają się kolejne wije i ostatecznie i tak tworzą zombie tam, gdzie mają się one pojawić. Mechanika sugeruje więc, że mamy jakiś wpływ na sytuację, ale ostatecznie gra i tak realizuje wcześniej zaplanowany scenariusz.

The Sinking City 2 bardzo szybko przestaje być horrorem, a staje się zwykłą grą akcji. Będziemy walczyć z dziesiątkami wrogów, którzy do tego potrafią wstawać po ich pokonaniu, a nawet kiedy już ich położymy, to nie dostajemy absolutnie nic. Żadnego doświadczenia, żadnych przedmiotów ani innej nagrody, która zachęcałaby do podejmowania kolejnego starcia.

W późniejszej fazie gry przeciwników głównie więc unikamy, biegając od drzwi do drzwi i zwyczajnie ich ignorując. Walka z nimi nie ma większego sensu, a nawet kiedy ich pokonamy, w tym samym pokoju chwilę później może pojawić się kolejny zombie. Na targu rybnym, w podziemiach, znajduje się jeden taki pokój, gdzie wrogowie odradzali się może nawet pięć razy, za każdym razem, kiedy ponownie przez niego przebiegałem. Gracz bardzo szybko uczy się więc, że walka nie ma większego sensu i często znacznie rozsądniej jest po prostu pobiec dalej. Zresztą sam system walki również nie potrafi się obronić. Kiedy zaczniemy celować w zombie, przeciwnik zaczyna telepać się na wszystkie strony, żebyśmy nie mogli łatwo trafić w czuły punkt, który losowo generuje się na danym stworze. Do tego ataki wręcz często nie działają poprawnie i zwyczajnie nie łączą się z wrogami stojącymi bezpośrednio przed nami. Kiedy natomiast zombie wstaje, potrafi odrzucić nas na ziemię.

Ekwipunek robi się duży, a broni w grze jest sporo, w końcu to bardziej strzelanka, niż zwykły horror.

Sekwencje ogłuszenia są bardzo długie, a jednocześnie niezbyt groźne, ponieważ wrogowie zadają nam stosunkowo niewielkie obrażenia, a surowców przez większość czasu mamy dużo. Nie ma tutaj specjalnego napięcia wynikającego z tego, że każde trafienie może być naszym ostatnim. Znacznie częściej zwyczajnie irytujemy się, że Calvin przez kolejną chwilę nie reaguje na nasze polecenia. A nawet jeżeli zasobów zaczyna brakować, to w zamkniętych sekwencjach walki problem właściwie przestaje istnieć. Bossów tutaj nie ma, walczymy po prostu z większą liczbą zwykłych przeciwników, a amunicja i zasoby są wtedy praktycznie nieograniczone. Znajdują się w skrzynkach, które automatycznie odświeżają swoją zawartość po krótkiej chwili od zebrania przedmiotów. Wystarczy więc biegać po pomieszczeniu i regularnie uzupełniać zapasy.

The Sinking City 2 jest mocne dokładnie tam, gdzie mocna była pierwsza część. W przedstawieniu historii, ciekawych zagadkach łączących różne poszlaki oraz pokazaniu tonącego miasta. Nowe elementy tutaj totalnie nie pasują, spłaszczają grę i obdzierają ją z klimatu. System walki jest bardzo nijaki. Nawet nie powiedziałbym, że jest tragiczny, bo zwyczajnie brakuje mu charakteru. Jest powtarzalny, pozbawiony polotu i satysfakcji, a ciągła potrzeba walki z tymi samymi wrogami sprawia, że bardzo szybko zaczynamy ich ignorować. Zdecydowana większość przeciwników to zombie z robalami, a dużą część pozostałych stanowią małe wylbestie znane już z pierwszej odsłony. Gra nastawiona tak mocno na akcję zwyczajnie potrzebowała znacznie większej różnorodności. Gra nawet w pewnym momencie mnie rozbawiła, kiedy po dużej rozwalance z potworami nagle w ciemnym pokoju przejechał dziecięcy wózeczek, sugerując, że coś mrocznego go popchnęło. Drodzy twórcy, takie manewry nie działają w grze, w której co chwilę strzelamy się z grupami zombie. Jedyne, co taka scena może spowodować u gracza, to uniesienie brwi.

Zobaczenie Arkham ponownie w grze jest największą przyjemnością z tej produkcji.

I właśnie tego najbardziej szkoda, bo The Sinking City 2 ma elementy, które naprawdę mi się podobają. Arkham jest świetnie przedstawione, historie oraz notatki potrafią zainteresować, duet Calvina i Faye wypada dobrze, a najlepsze zagadki dają sporo satysfakcji. Problem polega na tym, że wszystkie te rzeczy działały już wcześniej, a największe nowości związane z mocniejszym postawieniem na akcję okazują się jednocześnie najsłabszym elementem gry. The Sinking City 2 chciało konkurować z największymi przedstawicielami survival horroru, ale zabrakło tutaj zarówno odpowiedniej różnorodności przeciwników, jak i dobrego systemu walki oraz napięcia. Zamiast rozwijać to, co wyróżniało pierwszą część, twórcy postanowili przeprowadzić eksperyment, którego moim zdaniem ta seria zwyczajnie nie potrzebowała.

Podsumowanie

The Sinking City 2 wciąż potrafi zachwycić Arkham, historią i zagadkami, ale eksperyment z mocniejszym postawieniem na akcję okazał się czymś, czego ta seria zwyczajnie nie potrzebowała.
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- dobrze przedstawione, stopniowo upadające Arkham City
- ciekawi główni bohaterowie
- dobre historie główne i poboczne
- świetnie napisane notatki rozwijające świat gry
- rozbudowane i satysfakcjonujące zagadki
Cons
- drętwa i mało responsywna walka, która nie daje większej satysfakcji
- nieskończona amunicja podczas zamkniętych sekwencji walki mocno psuje napięcie
- niewielka pula przeciwników szybko prowadzi do powtarzalności
- zdecydowanie za mało horroru — The Sinking City 2 częściej przypomina grę akcji z zagadkami
- system walki i starcia nie wykorzystują potencjału świata ani przeciwników
Poprzednio Assassin’s Creed IV Black Flag Resynced – Dyletant. Wszystkie dzieła sztuki i wyposażenie posiadłości
Następny Anime dla osób, które nie lubią anime - 10 świetnych tytułów na początek