Lego: Horizon Adventures to pierwsza tak duża gra ze stajni Sony, która powstała we współpracy z Lego. Czy tytuł ten przetoczy szlak dla innych gier Sony w wersji przedstawionej za pomocą kultowych klocków? Zapraszam do recenzji!
Nie mamy większego doświadczenia z grami z serii Lego, jednak całkiem nieźle poznaliśmy zarówno Horizon: Zero Dawn, jak i Horizon: Forbidden West. Mamy więc dosyć oryginalne podejście do tego tytułu i w zasadzie jest to nasza pierwsza styczność z grami z serii Lego, przynajmniej jeżeli chodzi o aspekt recenzencki. Wcześniej oczywiście coś tam się grało, zwłaszcza w gry Lego z serii Gwiezdnych Wojen, jednak zawsze traktowałem to bardziej jako zabawę i nie przywiązywałem większej uwagi do rozgrywki. Teraz jednak jest dokładniej przyjrzeliśmy się tej grze i muszę powiedzieć, że może nawet kiedyś zrecenzujemy starsze tytuły oparte na Lego.

Teraz jednak skupmy się na Lego: Horizon Adventures. O historii nie będziemy pisać wiele, bo jest ona raczej nieistotna dla samej gry. Jest to zniekształcona wersja głównego wątku fabularnego z Horizon: Zero Dawn, ale pojawiają się tutaj też postacie z drugiej odsłony serii. Nie powinniście patrzeć na Lego: Horizon Adventures jako kolejną odsłonę serii, a raczej alternatywną historię opowiedzianą w sposób żartobliwy i pełen gagów. Dialogi w grze są niezłe, sporo razy nawet się zaśmiałem pod nosem, a polski dubbing też robi robotę. Niektóre zmiany fabularne są jednak dziwne z punktu widzenia osób, które znają wątki z głównych gier.

Przykładowo, Erend uzależniony od pączków jest zabawny, do momentu, kiedy przypomnisz sobie jak duże problemy z alkoholem oraz utratą swojej pozycji miał w Horizon: Forbidden West. To samo dotyczy w zasadzie wszystkich bohaterów. Może w taki sposób chciano przedstawić młodszym graczom problem uzależnień, ale jeżeli tak, to wyszło dziwnie, bo jak Erend powiedział o poszukiwaniu swojej fabryki pączków, to wszyscy tylko wzruszyli ramionami i nieszczególnie się tym przejęli. Jak mówiłem, jeżeli nie znasz Horizona, to te wątki możesz uznać za zabawne, jednak jeżeli już znasz poprzednie gry, to możesz poczuć się dziwnie słuchając niektórych dialogów.
Jednak nie oszukujmy się, w takiej grze to nie historia jest najważniejsza, a rozgrywka. W Lego: Horizon Adventures zacząłem grać samemu, jednak powiem otwarcie – nudziło mi się. Szybko więc zawołałem małżonkę i kolejne misje kończyliśmy w kooperacji, a nasze zmagania możesz zobaczyć na naszym kanale YouTube. Rozgrywka jest dosyć prosta i powtarzalna. O to będziemy przechodzić kolejne etapy, by na końcu znaleźć złoty klocek. Oczywiście gra będzie tłumaczyć kolejne misje i umiejscawiać je w fabule tej gry, jednak finalnie chodzi właśnie o to. Na przemian będziemy kończyć etapy eksploatacyjne przeplatane z etapami z walką. Co jakiś czas pojawi się boss, a czasami nawet przyjdzie nam gonić Żurawia, by wspiąć się na jego szczyt (gdzie oczywiście będzie złoty klocek). Z czasem też odblokujemy nowe misje, w tym polowania na ulepszone maszyny (Apex).

Gra w duecie trochę zmniejsza powtarzalność samej rozgrywki i daje więcej zabawy. Możemy robić głupie rzeczy, przebierać się za mało klimatyczne stroje, ale na pewno powodujące uśmiech na twarzach graczy. Gra do tego lepiej się skaluje na dwie osoby, niż na jedną, zresztą od pierwszych chwil zabawy będziesz widzieć migający na ekranie alert, żeby podłączyć drugiego gracza. Powiem szczerze, że męczyłbym się w tej grze, gdybym grał sam, granie w duecie jest jednak naprawdę spoko. Do tego gra posiada niskie wymagania, jeżeli chodzi o poziom wejścia. Jeżeli jesteś rodzicem, który nie gra w gry, to naprawdę możesz kupić Lego: Horizon Adventures dla swojego dziecka i wskoczyć z nim do rozgrywki. Nauka sterowania zajmie około 5 minut, jest ono bardzo proste i nie ma tutaj dziwnych kombinacji na padzie. Do tego sama gra nie posiada jakichś wymyślnych mechanik, a najbardziej skomplikowaną z nich będzie rzut beczką w włącznik do drzwi. Zresztą, jeden z bossów będzie się nawet opierać na tej mechanice.
To że gra jest jednak prosta, nie oznacza, że jest prostacka. Walki są wymagające, przeciwników zazwyczaj sporo, a pojedynki z bossami są dosyć zróżnicowane i wymagają różnego podejścia. Do tego gra posiada system żywiołów, dzięki któremu możemy wroga na przykład zamrozić lub też podpalić. Niektórzy przeciwnicy będą nawet wymagać od nas współpracy zespołowej. Jeden z wrogów, który pojawi się w drugim akcie to stary, dobry Krabołaz. Ten lubi się osłaniać od przodu tarczą, więc sprytni gracze będą zachodzić go z flanki, kiedy uwaga wroga jest skupiona na naszym partnerze. Grając solo należałoby użyć żywiołów lub gadżetów, by skutecznie pokonać tego wroga.

A jeżeli chodzi o gadżety i bronie, to nie ma tu równości. Część z nich jest skrajnie bezużyteczna, a część podejrzanie zbyt potężna. Taka budka z hot dogami, jakkolwiek jest bezsensowna, to jednocześnie stanowi potężną broń niszczącą wszystkich wrogów w chwilę. Każdy z bohaterów posiada też swój styl gry oraz swoje wyjątkowe bronie. Najlepiej tutaj wypada Aloy, która posiada najwięcej broni, a sytuacja jest o tyle kuriozalna, że grając jako Varl przez trzy misje z rzędu nie dostałem żadnej dodatkowej broni, a te pojawiały się tylko dla postaci, które pozostały akurat w domu.
Jeżeli chodzi o aspekty audiowizualne to Lego: Horizon Adventures stoi na naprawdę wysokim poziomie. Świat Horizon zbudowany z Lego jest przepiękny, a wszystkie animacje oparte o klocki są naprawdę miłe dla oka. Gra ładnie bawi się błyskawicznymi transformacjami, jak np. kiedy wpadniemy w krzaki i będziemy ukryci. Wtedy to natychmiast na naszej postaci pojawi się czapka w postaci krzaczka, a te wokół nas będą ładnie szumieć. Takich animacji jest tutaj sporo i gra niesamowicie cieszy oko. Do tego są one dość pocieszne. Czy to kolejne, coraz bardziej irracjonalne budynki pojawiające się w Sercu Matki, czyli naszej bazie wypadowej, czy nawet prosta animacja obżerającej się Aloy na uczcie. Przy Lego: Horizon Adventures po prostu nie da się mieć złego samopoczucia i gra będzie ciągle próbować poprawić nam nastrój swoją estetyką. Minusem tutaj jest jedynie praca kamery. Ta jest prawie zawsze statyczna, przywiązana do jakiegoś punktu i nie mamy możliwości jej obracać, co będzie nam przeszkadzać zwłaszcza podczas eksploracji i poszukiwania sekretów. Do tego, mamy jedną wspólną kamerę, która nie rozdziela się w momencie kiedy jeden z graczy pójdzie w inną stronę. Jeżeli tak się stanie, to zostajemy teleportowani do pierwszego gracza.

Lego: Horizon Adventures to fantastyczna gra do zabawy w duecie. Zabawna, z bezsensowną historią, która raczej nie jest warta poznania, ale za to z miłymi elementami wspierającymi zabawę w kooperacji. Gra cierpi na parę mankamentów oraz rozwiązań, które do mnie nie przemawiają, jednak nie mogę ukryć, że na koniec będę wspominać ją dobrze i może nawet powstanie z tej przygody zainteresowanie innymi tytułami z serii Lego. Grając samemu na pewno bym się tutaj nudził i wolałbym pograć w coś innego, jednak zabawa z kimś nabiera trochę innego smaku i wtedy właśnie Lego: Horizon Adventures pokazuje czym jest. A jest luźną zabawą, gdzie wspólnie będziecie polować na maszyny oraz rozbudowywać waszą bazę w coraz bardziej bezsensowny sposób. I jest to coś, co mogę śmiało polecić, jeżeli szukacie gry do zabawy w kooperacji.
Egzemplarz recenzencki gry Lego: Horizon Adventures otrzymaliśmy od Sony Polska. Dziękujemy!
Podsumowanie
Pros
- Niski próg wejścia i jednocześnie sporo wymagających wyzwań
- Przepiękna grafika oraz świetne animacje
- Naprawdę świetne dialogi oraz niezłe gagi, polski dubbing też robi robotę
Cons
- Słaba praca kamery
- Dziwne wątki fabularne