Na Monster Hunter World: Iceborne czekałem od premiery wersji konsolowej. Gra prezentowała się wyśmienicie i przynajmniej w teorii należałem do grupy docelowej. Okazuje się jednak, że bardziej z nim się męczę niż dobrze się bawię.

Pierwszy chyba raz mam tak, że neutralnie podchodzę do dodatku tytułu, który jest jednym z moich najlepszych gier ostatnich lat i przy której spędziłem setki godzin (dochodzi do 200 na liczniku). To nie jest dużo, bo nawet wśród moich znajomych mam ludzi, którzy w Monster Hunter World mają staż powyżej 500 godzin, ale to i tak bardzo dużo na mnie. Do Iceborne więc podszedłem z entuzjazmem, ale bez większego hype. Chyba po prostu znudziłem się materiałem?

Dla kogo jest Monster Hunter World: Iceborne, to jest najważniejsze o czym musicie wiedzieć. Aby zacząć zabawę, musicie ukończyć główny wątek fabularny, co samo w sobie stanowi około 40 – 50 naprawdę świetnej zabawy do której zachęcam. Iceborne stawia poprzeczkę znacznie wyżej jednak niż kampania fabularna. Aby czerpać przyjemność z dodatku, musimy w pełni opanować moveset naszej broni oraz zapolować na parę zahartowanych potworów (które nie są odblokowywane po kampanii, musisz trochę pograć by uzyskać zadania). Iceborne bowiem wprowadza nowy, Mistrzowski poziom trudności, który podnosi poprzeczkę nawet wyżej niż zahartowane potwory. Dlatego też raczej nie pobawisz się z przyjemnością w Iceborne jeżeli nie spędzisz kolejnych 10 – 20 godzin na polowaniach na zahartowane potwory.

Monster Hunter World: Iceborne ograliśmy na naszym kanale YouTube. Oprócz live mamy też serie filmików z polowań na potwory

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

Iceborne wprowadzi dla nas całkowicie nowe lokacje. Większość czasu spędzisz na polowaniu w nowym lodowym biomie – Szronistym Brzegu, a odpoczywać będziesz w Selianie. Jeżeli chodzi o Szronisty Brzeg, to lokacja jest tak samo dobra jak wszystkie udostępnione do tej pory – posiada swój zintegrowany ekosystem, który możemy wykorzystywać jeżeli go poznamy (ciepłe źródła, sople pod sufitem, zwyczaje potworów, które pozwoli na szczucie ich między siebie itp.). Na szczególną jednak uwagę zasługuje Seliana. Nasz główny hub w którym spędzimy większość gry wreszcie jest bardziej skondensowany i praktyczny. Już nie musimy wchodzić do naszego mieszkania by ogarniać Safari Ogonowców. To samo dotyczy zresztą wyposażenia naszego Koleżkota, gdyż jego sprzęt jest obok skrzynki z wyposażeniem która stoi tuż przy tablicy ze zleceniami. Niedaleko jest też kuźnia oraz kuchnia, centrum zasobów itp. Wszystko bardzo blisko. Te mniej istotne rzeczy, jak centrum dowodzenia, maszyna parowa oraz sauna i nasz pokój są na obrzeżach obozu. Bardzo sprytnie, ktoś posiedział i zaplanował jak to ma wyglądać, wyciągnął też wnioski z poprzedniej części. Oczywiście mamy też Palicota, który jak zwykle jest nieocenionym, a teraz zyskał jeszcze więcej przydatnych zabawek – może wezwać wierzchowca który zawiezie nas prosto do potwora lub innego celu, każda z jego zabawek dostała też ulepszenie i teraz np. oprócz zwykłych pułapek energetycznych stawia także wybuchowe pułapki a oprócz trąbki z wzmocnieniami posiada także gong który rozprasza potwora. Na specjalnie trudne wycieczki, nasz Palico może dostać leczącą wigrose, która dodatkowo raz na bitwę może przywrócić nas do życia.

Nasz kotek dostał teraz stanowisko ze sprzętem tuż obok tablicy zleceń.

Jak już rozmawiamy o trudnych wycieczkach, to poziom trudności w dodatku jest irytujący. I nie chodzi o to, że potwory są trudne, bo na to czekałem i większość z nich jest rzeczywiście trudna, nawet trudniejsza od znanych nam Starszych Smoków. Koralowy Pukei Pukei ma ataki obejmujący cały teren walki i zadające duże obrażenia i jeszcze narzucający na nas wodną plagę (wolniejsza regeneracja punktów wytrzymałości). Dało się jednak na to przygotować i nauczyć. Problem mam jednak z np. Bariothem, takim latającym kotem szablo zębnym. Kotek ma szereg ataków dystansowych, czy to na doskoczenie czy też lodowych plunięć (serio). Każdy z tych ataków zabiera mi od 20 do 40% hp. Dosłownie, muszę leczyć się po każdym ataku. KAŻDYM, mimo że przygotowałem się wcześniej biorąc lepszy pancerz oraz dodatkowe ozdoby na mniejsze obrażenia. Dodatkowo, częstotliwość jego ataków jest chyba źle zaprojektowana, bo kiedy jeden atak nas odrzuci, to zaraz następuje drugi który nas zabija, bez żadnej możliwości obrony. Potem testowałem tego gagatka też na arenie i potrafił zaatakować zanim wyjdę z tej wyjściowej dziury, zabierając mi oczywiście jedną trzecią punktów życia zanim wstanę z czołgania się. Strasznie to słabe i bawić się tak nie chcę. Później jest różnie, niektóre potwory też dają w kość, ale ten schemat się powtarza i naprawdę nie wiem jak przeciwko temu działać. Dlatego też chyba będę odstawiać Monster Hunter World. Mam wiele godzin w tej grze, rozwalam najsilniejsze (do tej pory) potwory, a kolejne wyzwanie jest trudne przez nieuczciwy projekt potwora. Czytając fora widziałem że wielu graczy ma z nim problem i zalecają walkę z młotem (bardzo spowalnia kiedy jest osłabiony) albo pułapki (próbowałem, łapią go na max 5 sekund, dłużej trwa wypicie mikstury). Nie gram młotami.

Przez tego kolegę chyba nie będę kontynuować zabawy z Iceborne. Na kanale jest filmik jak biję tego gagatka i udaje mi się go pokonać za pierwszym razem. Ale niespecjalnie mam ochotę wracać do tej walki.

I dalej pozostaje więcej farmienia w dokładnie taki sam sposób. Dodatek niestety nie dał nam żadnej nowej zabawy, dalej chodzi o to by bić potworki i zdobywać z nich części na coraz lepsze bronie i pancerze. Chyba się już znudziłem. Zwłaszcza po przygodach z Bariothem i paroma kolejnymi potworami, coraz częściej mam w głowie pytanie, czy mi się dalej chce w to grać? Czy nie jest już za dużo? Oczywiście nauczyłem się strategii walki z Bariothem, ale czułem się jakbym znowu grał w Sekiro, gdzie walki z bossami bardziej przypominały sekwencje QTE niż uczciwy pokaz umiejętności.

Pocieszeniem jest odczuwalnie większy nacisk na eksplorację, pojawiło się sporo nowych zadań i aktywności (robienie zdjęć dla dzikich zwierząt, sporo ciekawych zadań na zbieranie). Ale otrzymujemy za te rzeczy tylko dodatkowe bonusy, więc jeżeli chcemy dalej pozyskiwać najlepszy sprzęt to musimy chodzić na śledztwa i zadania. Więcej frajdy dawało mi jednak łowienie ryb niż polowanie po raz dziesiąty na ulepszoną wersję Anjanath. Niestety główny wątek fabularny także nie zachwyca, o ile sama fabuła jest całkiem spoko, to jej przedstawienie jest beznadziejne. Chodzimy na zwykłe polowania jak zwykle, polujemy na potworka, a w międzyczasie NPC coś do nas gada. Tutaj też zabrakło innowacji. A sama fabuła? Błagam Was, nasza poszukiwaczka ma tajemniczy kamień który okazuje się łuską nowego starszego smoka, którego musimy ubić. Koniec. To jest sporo niższy poziom niż w oryginale.

Innowacja nastąpiła jednak w samym systemie walki, gdyż każda broń otrzymała nowy zestaw ruchów i to głównie te zabawki mnie trzymały przy grze. Wynikają one głównie z używania pazura chwytnego (clutch claw) oraz zmiany sterowania, które także zostało źle wprowadzone. Nowe Combo jednak dla moich broni są fantastyczne: Glewia może teraz naładować robaka pociskiem do procy, co sprawi że dostanie bonus do obrażeń/wytrzymałości i zbierać mu dwie esencje, a długi miecz otrzyma specjalny ruch możliwy do wykonania w trakcie każdego combo i polegający na schowaniu miecza do pochwy, by potem wyprowadzić bardzo fajne podwójne cięcie ładujące nam pasek ducha lub też specjalny ruch dający nam unik (i konsumujący naładowany pasek ducha, ale jeżeli dobrze trafimy z czasem, możemy nim wykonać unik).

Seliana to nowy hub gdzie wszystko mamy blisko i obok siebie.

Sam clutch claw także stanowi fajną zabawkę, którą bardzo polubiłem. Za jego pomocą możemy chwycić się potwora i zadań mu obrażenia bronią tworząc ranę w której to miejscu będziemy zadawać więcej obrażeń lub tworząc pocisk do procy, która też ma znacznie większe znaczenie w dodatku Iceborne. Mam jednak problem ze sterowaniem, gdyż gdy używam mojej ulubionej glewii, to podczas celowania uruchamia się też automatyczne namierzanie, przez co kamera zaczyna latać na wszystkie strony, a ja rzucać bardzo brzydkimi słowami. Sterowanie w Iceborne na klawiaturze jest znacznie słabsze niż w oryginale, zmieniono przypisanie przycisków i połączono niektóre z nich by można było sterować pazurem chwytnym. Mógłbym grać na padzie do Playstation 4, ale gdy go podłączam wykrywa sterowanie z Xboxa i żeby to zmienić trzeba bawić się w plikach gry. Serio.


Nie na tym kończą się problemy z portem gry Monster Hunter World: Iceborne. Z niewiadomych dla mnie przyczyn, ciągle przycina się myszka, zwłaszcza gdy próbuje się obrócić w obozie. Podczas walk problemu prawie nie ma, do czasu kiedy zacznę korzystać z szybkiego menu. Nie wiem dlaczego, ale wtedy wcale nie mogę się obracać, co jest mega frustrujące. Oczywiście mógłbym grać na padzie do Playstation 4, ale po co, skoro nie działa i wymaga ode mnie jakiś dziwnych zmian w plikach.

W Selianie otrzymamy także swój apartament, w którym oprócz wypuszczania złapanych zwierzaków, będziemy mogli zmienić inne elementy wystroju jak kolor ścian czy łóżko.

Gra też chrupie na starszych konfiguracjach sprzętowych, a jednocześnie nie wygląda ładniej, co jest po prostu irytujące, bo Monster Hunter World bardzo płynnie działał już wcześniej, a po instalacji dodatku, gra działa znacznie gorzej i nie wygląda jakoś specjalnie lepiej. Powiem nawet więcej – grafika bardzo się zestarzała i gra nie wygląda tak ładnie jak powinna po tym dodatku. Tylko palico wygląda cudownie, na animacjach widać nawet pojedyncze włoski na naszym ukochanym futrzaku. Czego nie można powiedzieć o moim growym zaroście. Jak już jesteśmy przy grafice, to od razu powiem parę słów o trybie zdjęć. Czasami gra zaskakuje nas naprawdę ładnymi widokami, a dzięki niemu możemy zgarnąć naprawdę fajne ujęcia. Grafika nie wygląda ładnie, ale tereny dalej robią niezłe wrażenie.

Podsumowując, chyba czuję się zmęczony serią Monster Hunter World i Iceborne nie spodobał mi się nawet tak w połowie bardzo, jak się tego spodziewałem. Masa problemów związanych ze złym portem, słabe sterowanie, dziwny poziom trudności niektórych potworów czy też ciągłe farmienie w ten sam sposób sprawiają, że nie uruchamiam Monster Hunter World: Iceborne z takim entuzjazmem jak podstawową wersję gry. Częściej zerkałem w stronę innych gier, nawet retro jak Battle Realms. Do Iceborne loguję się czasami głównie żeby pokręcić się po Selianie czy po nowej strefie wspólnej (SPA!). Nowy system który pozwala nam na ładne ozdabianie kwatery w Selianie także zachęca mnie by tam spędzać więcej czasu niż na polowaniu po prostu kręcąc się bez celu lub bawiąc się z kotem. Jestem starym, zmęczonym łowcą.

Grę Monster Hunter World: Iceborne zakupiłem z własnych środków.

The Breakdown

Duży dodatek, ale słaby port z konsoli, który do tego nie wnosi żadnej innowacji. Więcej tego samego, dla mnie już chyba za dużo.
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- Seliana to cudowne miejsce - Nowe potwory i wyzwania - Pazur chwytny i nowe możliwości które daje - Nowe combosy do moich ulubionych broni które polubiłem - Tryb zdjęć - Większe nastawienie na eksplorację - Jeszcze bardziej przydatny Palica
Cons
- Źle przeprowadzony port, problemy z myszką i sterowaniem - Problemy techniczne - Grafika się zestarzała, tylko Palicot wygląda cudownie jak zwykle - Dziwnie skalowany poziom trudności - Więcej farmienia tego samego, tak naprawdę dodatek nic nie zmienia - Słaby główny wątek fabularny

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Upadek Grace - Recenzja - Każda kobieta ma swój punkt krytyczny
Następny Harry Potter Hogwarts Battle - recenzja - ale będzie tura jak dożyje!