Onimusha: Way of the Sword, jak sama nazwa wskazuje, ma w zasadzie jeden główny cel – zaoferować graczowi wymagające starcia z bossami, naukę skomplikowanej walki mieczem oraz ciągłe doskonalenie się w pojedynkach. Czy twórcom udało się stworzyć coś świeżego na starych fundamentach lekko już skostniałego gatunku soulslike? Czy Onimusha: Way of the Sword jest grą, w którą warto zagrać na PlayStation 5? Zapraszam do recenzji!
Onimusha: Way of the Sword opowiada historię wędrownego samuraja, który nazywa się Miyamoto Musashi. Ten widocznie trochę nudzi się w życiu, bo jedyne, czym się zajmuje, to szukanie kolejnych mistrzów miecza i wyzywanie ich na pojedynki w celu doskonalenia własnych umiejętności. Pech jednak chciał, że podczas jednej z takich rozrób i ucieczki przed uczniami pokonanego mistrza dochodzi do rozdarcia granicy między światem ludzi a piekłem. Na świecie pojawiają się demony i niestety nawet wspaniałe umiejętności Musashiego nie wystarczają. Jego miecz nie jest w stanie zranić nawet zwykłych, podrzędnych stworów. W toku tych wydarzeń nasz bohater umiera.

Dostaje jednak drugą szansę i wraca do świata żywych wraz z rękawicą Oni, dzięki której może teraz walczyć z demonami. Tak zaczyna się nowa przygoda bohatera, który znudzony pojedynkami z ludźmi, zaczyna rzucać wyzwania znacznie potężniejszym przeciwnikom. Historia w grze jest fantastyczna. Naszym celem będzie nie tylko powstrzymanie kolejnej fali demonów atakujących Kioto i okolice, ale także, a może nawet przede wszystkim, poznawanie nowych metod walki.
Musashi nie jest żadnym wymoczkiem. Radzi sobie z mieczem i już od początku gry posiada wiele świetnych sztuczek, a późniejsze narzędzia fantastycznie uzupełniają jego arsenał. Sam bohater jest po prostu zajebisty. Jego mimika, lekka ciamajdowatość, arogancja, ale także skrywane poczucie honoru i chęć czynienia dobra sprawiają, że jest świetnym protagonistą. Do tego został tak dobrze animowany, że oglądanie kolejnych scen z jego udziałem zwyczajnie sprawia przyjemność. Pozostali bohaterowie też są niczego sobie, a główny antagonista jest prawie równie interesujący, jednak to właśnie Musashi skradnie Wam serca i zdecydowanie zdominuje czas antenowy.

Sama rozgrywka w Onimusha: Way of the Sword jest dosyć specyficzna. Gra posiada strukturę półotwartego świata podzielonego na szereg mniejszych map. Główną z nich stanowi Kioto, które wraz z odpychaniem demonicznej mgły będzie odsłaniać przed nami kolejne obszary. W trakcie zabawy otrzymujemy różne misje. Oprócz głównych znajdziemy szereg śledztw dla tajemniczej kobiety w okularach, która komunikuje się z nami za pomocą motyla.
Do tego dochodzi sporo znacznie prostszych zadań pobocznych, praktycznie pozbawionych narracji, w których będziemy musieli pokonać grupę wrogów, znaleźć i ustrzelić latających przeciwników albo odszukać ukryty skarb. Nie sprawia to jednak, że gra nagle przestaje stawiać na fabułę. W ten sposób twórcy dają nam po prostu możliwość dodatkowego trenowania oraz zdobywania materiałów potrzebnych do ulepszeń. Eksploracja wypada całkiem nieźle, nawet pomimo tego, że przeciwnicy odradzają się na tych samych, popularnych ścieżkach miasta. Sekretów jest sporo, a materiały zdobywane podczas dokładnego przeszukiwania lokacji są rzeczywiście potrzebne do rozwoju postaci. Dzięki temu czujemy się odpowiednio nagradzani za zaglądanie w boczne uliczki i sprawdzanie miejsc, do których główne zadanie wcale nas nie prowadzi.
Najważniejszym elementem Onimusha: Way of the Sword jest oczywiście walka. Nie jest to klasyczny soulslike, chociaż gra bardzo wyraźnie korzysta z rozwiązań charakterystycznych dla tego gatunku. Po porażce z bossem możemy rozpocząć starcie ponownie praktycznie od razu, dzięki czemu nie marnujemy czasu na kolejne przebieganie przez lokację. A musielibyśmy biegać często, ponieważ bossowie potrafią być naprawdę wymagający. Z drugiej strony mamy tutaj kapliczki działające trochę jak ogniska z kultowej serii Souls. Służą do szybkiego przenoszenia się, rozwijania postaci oraz wykonywania innych czynności związanych z przygotowaniem do kolejnych starć. Podczas walki korzystamy z klasycznego uniku, blokowania oraz silnych i słabych ataków, ale praktycznie każda z tych czynności została przez twórców rozwinięta na swój sposób.

Jeżeli przeprowadzimy atak dokładnie w momencie uderzenia przeciwnika, kiedy normalnie wykonalibyśmy parowanie, możemy wyprowadzić potężny atak Issen. Odpowiednio wykonywane uniki ładują natomiast specjalny wskaźnik pozwalający później przeprowadzić mocny atak krytyczny. Parowanie uzupełnia z kolei inny wskaźnik, dzięki któremu możemy wzmocnić naszą broń błękitnym ogniem spopielającym przeciwników. Walka z bossami jest dzięki temu niesamowicie satysfakcjonująca, ponieważ czujemy się bezpośrednio nagradzani za dobre uniki, parowania oraz poznawanie zachowania przeciwnika. Wrogowie posiadają bardzo dużo, a momentami nawet za dużo punktów życia, przez co niektóre starcia potrafią się mocno przeciągać. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jeżeli skupimy się na łamaniu postury przeciwnika oraz odpowiednim ładowaniu naszych zdolności, zadamy mu znacznie więcej obrażeń niż zwykłymi atakami.
Gra bardzo wyraźnie pokazuje tutaj swoje założenia – chcesz po prostu tłuc przeciwnika mieczem? Proszę bardzo. Znacznie lepiej jednak zbić mu posturę, być agresywnym, ciągle nacierać i wykonać atak krytyczny, który potrafi zabrać nawet 40-50% punktów życia. Bossowie mają oczywiście kilka faz, znajdą się również pojedynki z duetami, ale zostały one najczęściej przygotowane w taki sposób, że jeden przeciwnik aktywnie nas atakuje, podczas gdy drugi pozostaje nieco z tyłu i wspiera go okazjonalnymi atakami. Wielu bossów posiada również dodatkowe mechaniki oraz słabości. Za pomocą łuku możemy przykładowo uszkodzić konkretną część ciała przeciwnika i w ten sposób go osłabić. Czasami po wykonaniu ataku krytycznego pozostaje również jakiś element jego ciała, który możemy wykorzystać do przeprowadzenia kolejnego potężnego uderzenia.

Różne pełne gry dostępne teraz w naszym sklepie.
Gra regularnie zachęca więc, żeby nie tylko reagować na ataki, ale również obserwować przeciwnika i szukać sposobów na skrócenie starcia. Pokonywanie bossów w Onimusha: Way of the Sword jest jednak bardzo zero-jedynkowe. Praktycznie nie ma tutaj sytuacji, w której przez dłuższy czas czujemy, że „prawie nam się udało”. Wrogowie uderzają bardzo mocno, a jeżeli zdołają nas ogłuszyć, potrafią wchłaniać znajdujące się w okolicy dusze oraz kule energii. Może to przyspieszyć ich przechodzenie do kolejnych faz, które normalnie aktywowałyby się dopiero po odebraniu określonej części punktów życia. Im bardziej więc obrywamy, tym szybciej boss staje się silniejszy. Jeżeli nie nauczymy się jego ruchów i kolejnych sekwencji ataków, praktycznie nie mamy szans na zwycięstwo. Nie jest to Elden Ring, gdzie odpowiednio przygotowany build może czasami pozwolić przebić się przez starcie mimo słabszej znajomości przeciwnika. Tutaj gra znacznie częściej wymaga rzeczywistego nauczenia się walki.
Niestety Onimusha: Way of the Sword zdecydowanie zbyt mocno korzysta z recyklingu bossów. Wielu z nich pokonujemy kilka razy i zdarza się, że kolejne wersje praktycznie niczym nie różnią się od oryginału. W późniejszej części gry, szczególnie pod sam koniec kampanii, trafimy nawet na serię tych samych przeciwników występujących w lekko ulepszonych wariantach. Bossów jest faktycznie około dziesięciu czy dwunastu, jednak gra bardzo często korzysta z nich ponownie, wrzucając ich w różnych kombinacjach, tworząc z nich duety albo zwyczajnie stawiając po raz kolejny na naszej drodze. To duża wada, ponieważ w grze tak mocno skoncentrowanej na doskonaleniu umiejętności walki mieczem zdecydowanie wolałbym większą różnorodność najtrudniejszych przeciwników. Problem staje się jeszcze bardziej widoczny wtedy, kiedy raz naprawdę dobrze nauczymy się konkretnego bossa. Kolejne spotkania z nim nie stanowią już takiego wyzwania i zamiast sprawdzać nasze nowe umiejętności, zaczynają przypominać powtórkę dobrze znanej lekcji. W pewnym momencie Onimusha: Way of the Sword staje się przez to wręcz zaskakująco łatwa i przez dłuższy czas przestaje oferować większe wyzwanie. Sytuacja zmienia się dopiero przy starciach przygotowanych w epilogu kampanii.

Onimusha: Way of the Sword ma więc pewien paradoks. Największym atutem gry są fantastyczne pojedynki, bardzo dobrze zaprojektowany system walki i satysfakcja płynąca z poznawania kolejnych mechanik przeciwników. Jednocześnie właśnie w tym elemencie najbardziej boli oszczędność twórców i ciągłe ponowne wykorzystywanie tych samych bossów. Gdyby gra posiadała większą liczbę unikalnych starć i lepiej utrzymywała poziom trudności do samego końca, mielibyśmy materiał na naprawdę wybitną grę akcji. Mimo tego bawiłem się w Onimusha: Way of the Sword bardzo dobrze. Musashi jest świetnym protagonistą, historia skutecznie zachęca do dalszej zabawy, eksploracja odpowiednio nagradza gracza, a opanowanie parowania, uników i ataków Issen daje ogromną satysfakcję. To gra, która wymaga od gracza nauczenia się jej zasad, ale kiedy już wszystko zaczyna ze sobą współgrać, potrafi zaoferować naprawdę kapitalne pojedynki. Szkoda tylko, że tak często każe nam udowadniać swoje umiejętności na przeciwnikach, których zdążyliśmy już wcześniej dobrze poznać.
Onimusha: Way of the Sword możesz kupić w Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Ciekawa historia i świetny główny bohater
- Rozbudowany i satysfakcjonujący system walki
- Świetny klimat i oprawa
- Dobra eksploracja większych lokacji
Cons
- Kamera i walka potrafią irytować w ciasnych przestrzeniach
- Nierówny poziom trudności
Wybrane na podstawie mocnych wspólnych kategorii; kolejne edycje tej samej gry są pomijane.


