Obi – Wan Kenobi – recenzja serialu – moc jest w nim wątła


Serial Obi – Wan Kenobi przyciągnął przed ekrany rzeszę fanów franczyzy Star Wars. Ogromne oczekiwania zderzyły się jednak z brutalną rzeczywistością i zamiast produkcji, która zapadłaby w pamięci na wiele, wiele lat otrzymaliśmy… no cóż, właśnie ten serial. Co poszło nie tak?

Kiedy ogłoszono, że Disney+ bierze się za Obi Wana byłam wniebowzięta. Jest przecież tyle możliwości odkrycia tej postaci, także mojej ulubionej w świecie Gwiezdnych Wojen. Lata, które Kenobi przeżył po tym, jak rozprawił się z Anakinem na Mustafar zawsze owiane były nutką tajemnicy, którą chciałoby się odkryć. Kiedy wyszło na jaw, że za reżyserię serialu odpowiadała będzie między innymi osoba odpowiedzialna za Mandaloriana, moje oczekiwania wzrosły jeszcze bardziej. Niestety, już po drugim odcinku było widać, że jeśli chodzi o tytułową postać, to odgrywa ona poboczną rolę i Ben Kenobi odstawiony został w kąt. Nie bez przykrości mówię, że mało jest Obi Wana w Obi Wanie. Ta postać poszła w odstawkę a zrobiła miejsce dla dziesięcioletniej, nazbyt rezolutnej jak na swój wiek, księżniczce Lei oraz zbyt ambitnej i zupełnie niepotrzebnej postaci – Trzeciej Siostrze, inkwizytorce Revie, która pała rządzą zemsty. Kwestia „na kim” miała odbyć się ta zemsta, pozostawała bardzo płynna a do wyrównania rachunków dążyła zależnie od bieżących wydarzeń. Te dwie postacie były kluczowymi w serialu, gdzieś tam obok nich, nieśmiało kroczył wątek Kenobiego i Vadera.


serial Obi - Wan Kenobi

Zgodzę się z faktem, że bez Obi Wana fabuła serialu miałaby mniej sensu. Nadrzędnym celem Imperium nie było wyłącznie zniszczenie wszystkich pozostałych Jedi. Głównym celem było rozprawienie się z Benem Kenobim, dawnym przyjacielem i nauczycielem Vadera. Z tego też powodu Reva, jeszcze jako inkwizytorka rządna awansu, także obrała sobie spokojnie żyjącego na Tatooine Kenobiego za cel. Mimo prób, momentami dość okrutnych, wielokrotnie doznała porażki. Wymyśliła sobie więc, że porwie Leię Organę – beztrosko omijającą każde zasady bezpieczeństwa. Ale, że jest wygadanym dzieckiem, wszystko uchodzi jej płazem. Tak więc przez cały sezon serialu podążamy za misją ratunkową dziewczynki, co jakiś czas przerywaną akcentem walki pomiędzy dawnymi przyjaciółmi z Zakonu Jedi.

serial Obi - Wan Kenobi

I to właśnie wątki z Kenobim i Vaderem robiły na mnie największe wrażenie i wywoływały jakiekolwiek emocje. Zarówno Ewan McGregor, jak i Hayden Christensen powrócili do swoich ról z nowej trylogii. Bardzo mnie ucieszył ten fakt, gdyż jeden i drugi jest świetnym aktorem w roli, którą odgrywa i obydwoje znają swoją postać doskonale. Także James Earl Jones ponownie udzielał głosu Lordowi Vaderowi i ponownie padliśmy ofiarą jego szałowego głosu wywołującego ciarki na całym ciele. Szkoda jednak, że storyline pomiędzy Kenobim a Vaderem był omówiony dość pobieżnie. Czułam, że pełen potencjał tych bohaterów nie został wykorzystany. W zamian za to, rozpad tak wielkiej przyjaźni oraz negatywne emocje pomiędzy tymi postaciami zostały omówione po macoszemu, trochę wepchnięte pod dywanik i zapomniane. Jednak te momenty spotkań dawnych przyjaciół, które dane nam było doświadczać na prawdę mi się podobały. Nawet sekwencje walki dopracowane były do ostatniego szczegółu i często powodowały nagłe salwy okrzyków radości.

Szkoda, że na najlepszą scenę z serialu, tym samym scenę, którą wrzuciłam do czołówki Gwiezdnych Wojen, przyszło nam czekać do końcówki przedostatniego odcinka serii. To bardzo, bardzo długie oczekiwanie podsyciło nadzieję na genialne zakończenie. Lord Vader użył wówczas swojej największej siły, zatrzymał lecący statek, po czym rozrywał go na strzępy. W klasyczny sposób dla rebelianckiej ucieczki, członkowie Ścieżki uciekli mniejszym statkiem, schowanym za tym właśnie niszczonym. Nawet mój mąż, który podchodził do całości bez większego entuzjazmu, przyznał, że ta scena należy do najlepszych do tej pory. Finalny odcinek serialu okazał się jednak przeciętny, zwykły i bez szału. W zasadzie odpowiadałoby to wszystkiemu, co widzieliśmy od pierwszego odcinka.

serial Obi - Wan Kenobi



Serial miał jednak momenty, które potrafiły wywołać uśmiech na twarzy widza. Sama nostalgia do postaci robiła już dużo. Jako fanka poczciwego Bena Kenobiego podchodziłam do produkcji z entuzjazmem (który później brutalnie został wygaszony). Po jakimś czasie, kiedy ego Lei trochę się zmniejszyło, miło było patrzeć na jej rozwijającą się relację z Obi Wanem. Uroniłam nawet łezkę, kiedy obydwoje rozmawiali o matce dziewczynki. Od Kenobiego czuć było rodzicielskie ciepło, z którym Organa, w miarę rozwoju akcji, czuła się widocznie komfortowo.

Całość produkcji oceniam na mierną – wiele kwestii mogło być przemyślanych o wiele lepiej. Solidnie zawiodły osoby od scenariusza, także Pani reżyser nie pokazała się z najlepszej (jaką znamy np. z Mandaloriana) strony. Całość to jeden, wielki zepsuty potencjał, którego nie ratuje praktycznie nic. Pole do popisu było ogromne, ale ktoś nie potrafił sprostać oczekiwaniom. Jako fanka postaci Kenobiego także jestem zawiedziona, bo tak fantastyczna postać została sprowadzona do minimum. Serial Obi – Wan Kenobi mógł być na prawdę niezwykłą częścią franczyzy SW. Szkoda, że twórcy nie poszli w innym kierunku.

 

 

 

O poszczególnych odcinkach możecie poczytać wchodząc w tag Obi – Wan Kenobi



Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Poprzednio V Rising - Poradnik dla Początkujących Wampirów Solo
Następny Solidne tytuły dostępne na Prime Day