Quarantine Zone: The Last Check to gra, która absolutnie nie próbuje udawać, że jest czymś więcej, niż faktycznie jest. Nie znajdziecie tu spektakularnej grafiki, filmowych cutscenek ani epickiej historii ratowania świata. Zamiast tego dostajemy bardzo przyziemną, wręcz brudną robotę – siedzisz w punkcie kontrolnym, patrzysz ludziom w twarz i decydujesz, czy zasługują na to, by przeżyć kolejny dzień. I wbrew pozorom właśnie to okazuje się cholernie wciągające.
Punkt wyjścia jest banalnie prosty. Świat po apokalipsie, kwarantanna, chaos, strach i choroby. Ty jesteś jednym z ostatnich trybików w systemie, który jeszcze jako tako działa. Do twojego okienka podchodzą kolejni ocalali, każdy z własną historią, problemami i – bardzo często – sekretami. Jedni są przerażeni, inni agresywni, jeszcze inni próbują cię zmanipulować. Twoim zadaniem jest jedno: zdecydować, kto może przejść dalej, a kto zostaje po drugiej stronie bramy. Jesteś zarówno kontrolerem, jak i kierownikiem całego obiektu, szefem ochrony, głównym badaczem i inżynierem. Dzięki temu zabiegowi, wszystko zależy od Ciebie, chociaż jest on mało związany z rzeczywistością (jakkolwiek by to brzmiało przy grze o zombie).

Rozgrywka opiera się na bardzo czytelnej pętli. Sprawdzasz dokumenty i podsumowanie poprzedniego dnia, obserwujesz zachowanie postaci, korzystasz z dostępnych narzędzi i podejmujesz decyzję. Problem w tym, że gra od samego początku uczy cię, że nie istnieją tu wybory idealne i bardzo często pacjenci nie będą jednoznacznie pokazani jako zdrowi czy też chorzy. W plecakach pacjentów możemy znaleźć ukrytą kontrabandę, a od nas zależy jak ją kwalifikujemy, objawy choroby są często ukryte i niewidoczne póki ich nie zbadamy, a twoje narzędzia są ograniczone, podobnie jak miejsce w kwarantannie gdzie możemy przetrzymać osobników, którzy nie dają jasnych wyników. Nie możesz każdego sprawdzać w nieskończoność, bo dzień się kończy, a konsekwencje złych decyzji potrafią wrócić do ciebie szybciej, niż byś chciał.

Jednym z największych plusów Quarantine Zone: The Last Check jest liczba i różnorodność mechanik. Gra nie kończy się na prostym „kliknij i zdecyduj”. Z czasem dochodzą nowe narzędzia, nowe procedury i nowe zagrożenia. Musisz balansować pomiędzy bezpieczeństwem a efektywnością, pomiędzy empatią a chłodną kalkulacją. I co ważne – gra bardzo rzadko mówi ci wprost, czy postąpiłeś dobrze. Czasami dowiesz się tego dopiero po kilku dniach, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli. Na ogromny plus zasługuje też humor, który skutecznie ratuje grę przed popadnięciem w totalną depresję. Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę z ciężaru tematu, dlatego wrzucili tu masę żartów, absurdów i easter eggów. Postacie potrafią wygadywać kompletne bzdury, dialogi są momentami celowo przerysowane, a niektóre sytuacje wyglądają jak wyjęte z czarnej komedii. To sprawia, że nawet po kilku godzinach gra nie męczy psychicznie, tylko raczej bawi swoją groteską. Ciężko się nie uśmiechnąć, kiedy po konfiskacie topora albo amunicji z plecaka pacjenta, on mówi, że bez tego nie może spać.

Największym uzależniaczem jest jednak tempo i flow rozgrywki. Każdy dzień pracy trwa kilka minut, ale zawsze kończy się tym samym – chęcią zagrania jeszcze jednego. Zawsze coś zostaje niedopowiedziane, zawsze jakaś decyzja nie daje spokoju, zawsze chcesz sprawdzić, co stanie się dalej. To idealny przykład gry, która nie potrzebuje ogromnej skali, żeby wciągać. Mały zakres, ale bardzo dobrze dopracowany rdzeń rozgrywki robi tu całą robotę. I tu niestety musimy przejść do wad, bo tych również nie brakuje. Najbardziej oczywista to grafika. Jest prosta, momentami wręcz toporna i wygląda jakby utknęła kilka lat wstecz. Modele postaci są sztywne, animacje oszczędne, a całość raczej nie zapadnie w pamięć pod względem wizualnym. Na szczęście czytelność interfejsu i jasne komunikaty ratują sytuację, ale jeżeli ktoś liczył na estetyczne doznania, to szybko się rozczaruje.
Dużo większym problemem są etapy obrony, które pojawiają się w trakcie gry. Są one kompletnie oderwane od głównej idei rozgrywki i sprawiają wrażenie wrzuconych na siłę. Zamiast podejmowania decyzji i analizowania sytuacji, nagle trafiamy w fragmenty, które bardziej irytują niż bawią. Wybijają z rytmu, nie wnoszą nic ciekawego i psują bardzo dobrze zbudowane tempo gry. To element, który spokojnie mógłby wylecieć, a gra tylko by na tym zyskała. Do tego, pomimo że po bazie chodzą żołnierze, to my możemy strzelać jedynie z drona i nie otrzymamy wsparcia żołnierzy do momentu zakupu odpowiedniego ulepszenia.

Nie można też przemilczeć sporadycznych błędów technicznych. Zdarzają się drobne bugi, dziwne zachowania postaci czy nie do końca jasne reakcje gry na nasze wybory. W tytule opartym na konsekwencjach decyzji jest to szczególnie bolesne, bo czasami trudno ocenić, czy dana sytuacja to efekt naszego błędu, czy po prostu niedopatrzenie twórców. Na szczęście nie są to problemy krytyczne, ale potrafią lekko zirytować. Sama grafika jest co najwyżej średnia, bez specjalnych efektów, same modele są bardzo proste, a mimika pacjentów dosyć ograniczona. Nie przeszkadza to w grze, ale widać tutaj bardziej indycze podejście do tematu, chociaż w tym przypadku, można by wycisnąć z modeli postaci oraz terenów więcej. Zwłaszcza, że twórcy próbowali iść na skróty przy produkcji i wykorzystali generowanie shaderów, by trochę upięknić grę. Niestety finalnie niezbyt to pomogło.

Mimo tych niedociągnięć Quarantine Zone: The Last Check to bardzo udana gra indie, która doskonale wie, czym chce być. Nie próbuje na siłę rozbudowywać fabuły ani udawać wielkiej produkcji. Skupia się na jednym pomyśle i realizuje go zaskakująco dobrze. Oryginalność, solidne mechaniki, świetne tempo i dobrze wyważony humor sprawiają, że łatwo przymknąć oko na techniczne braki. Quarantine Zone: The Last Check nie jest grą idealną, ale jest grą cholernie skuteczną w tym, co robi. Jeżeli lubisz produkcje oparte na presji, obserwacji i nieoczywistych decyzjach, to zdecydowanie powinieneś dać jej szansę. A teraz wybacz – kolejka się nie kończy. Następny proszę.
Quarantine Zone: The Last Check możesz kupić w naszym Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Sporo ciekawych mechanik oraz aktywności
- Niezły humor, sporo easter eggów
- Zróżnicowane narzędzia do badania ocalałych
- Bardzo przyjemne flow, które daje efekt "jeszcze jednego dnia pracy"
Cons
- Bezsensowne etapy obrony
- Sporadyczne błędy techniczne



