Siedem Zegarów Agathy Christie – recenzja serialu


Siedem Zegarów

Kolejna adaptacja powieści królowej kryminałów pojawiła się na Netflixie. Czy warto obejrzeć Siedem Zegarów Agathy Christie?

Nazwisko Agathy Christie od zawsze mnie ekscytuje. Wiem, że przy twórczości autorki będę mogła poczuć się jak prawdziwy detektyw, zabawić się w intelektualną grę, a wszystko przy dobrze znanych, prawie komfortowych konwencjach i zawsze z nadzieją, że po raz kolejny dam się zaskoczyć. Każda nowa ekranizacja jej twórczości trochę mnie jednak martwi, bo obawiam się zmarnowanego potencjału.

Siedem Zegarów to odejście od (ukochanego przeze mnie) Poirota czy nawet panny Marple, na rzecz jednej z częściej pomijanych bohaterek Christie. Twórcy tego serialu nie próbują udawać, że Siedem Zegarów to kryminalne arcydzieło, wręcz przeciwnie. Traktują materiał źródłowy jak punkt wyjścia do stworzenia opowieści bardziej emocjonalnej, bardziej współczesnej w wymowie i silniej skoncentrowanej na bohaterce. I to jest decyzja, którą uważam za słuszną.

VOD w styczniu

Historia kręci się wokół Lady Eileen Brent, częściej zwanej po prostu Bundle. Bohaterka została tu wyraźnie ustawiona w centrum narracji, nie tylko jako detektyw – amator, ale jako młoda kobieta próbująca odnaleźć się w świecie, który po wojnie stracił dawną stabilność. Widać, że stale mierzy się z traumą wynikającą ze śmierci brata, a kiedy zapala się światełko w tunelu, jej radosna przyszłość zostaje brutalnie odebrana wraz ze śmiercią Gerry’ego. To właśnie emocjonalna oś sprawia, że śledztwo przestaje być czysto logiczną łamigłówką, a staje się raczej osobistą obsesją.

Sama zagadka kryminalna pozostaje jednak najsłabszym elementem. Kolejne odcinki Zegarów starają się ją uporządkować i nieco uprościć, ale rdzeń historii wciąż nosi ślady powieściowego chaosu. Wątki szpiegowskie, tajemnicze organizacje i międzynarodowe intrygi pojawiają się czasem zbyt nagle, jakby twórcy nie do końca wiedzieli, na ile chcą pójść w stronę klasycznego kryminału, a na ile w przygodową historię z pogranicza thrillera. Dla mnie efekt był dziwny: z jednej strony czułam niedosyt, z drugiej miałam wrażenie, że serial próbuje opowiedzieć więcej, niż pozwala mu na to jego czas.

Siedem Zegarów

Nie oznacza to jednak, że Siedem Zegarów było nużące. Wręcz przeciwnie, bo jest w tym serialu coś niemal kojącego. To ten rodzaj produkcji, która nie wymaga maksymalnego skupienia, ale jednocześnie potrafi wciągnąć atmosferą. Dużą rolę odgrywa tu osadzenie w realiach lat 20. XX wieku, choć przyznam, że momentami ta epoka wydaje się bardziej stylizowaną dekoracją niż żywym światem. Kostiumy są naprawdę dopracowane, wnętrza imponujące, ale wizualnie całość bywa zaskakująco zachowawcza. Już w czasie pierwszego odcinka zachwycaliśmy się z mężem bardziej scenografią, niż fabułą.

Na szczególną uwagę zasługuje ton serialu. Widoczne są tematy ówczesnego imperializmu, traumy wojennej czy klasowych napięć, czasem bardzo wyraźnie, ale nie zawsze były organicznie wpisane w fabułę. Zdarzało mi się odczuwać, że serial chce powiedzieć coś „ważnego”, lecz nie do końca wie, jak tę ważność przenieśc na ekran. Finał historii jest jednocześnie satysfakcjonujący i nieco spóźniony. Rozwiązanie zagadki nie zaskakuje tak bardzo, jak oczekiwałam, ale sposób, w jaki zostało przedstawione ma w sobie klasyczną elegancję i wyraźny ukłon w stronę fanów Christie.

Siedem Zegarów

Jeśli chodzi o obsadę, mam bardzo mieszane uczucia. Główna aktorka radzi sobie dobrze, choć momentami brakowało mi w jej grze większej iskry oraz tej nieokiełznanej energii, którą Christie przypisywała Bundle. Z drugiej strony, jej bardziej stonowana interpretacja czyni bohaterkę przystępniejszą i mniej karykaturalną. W roli matki bohaterki Helena Bonham Carter dostarcza dokładnie tego, czego się po niej spodziewamy: lekkiego przerysowania i scenicznej charyzmy. Czasem miałam jednak wrażenie, że jej postać funkcjonuje bardziej jako charakterystyczny akcent, niż integralny element opowieści.

Postacie drugoplanowe pojawiają się i znikają zbyt szybko, by naprawdę zapadać w pamięć. Niektóre relacje aż proszą się o pogłębienie, inne urywają się bez emocjonalnej kulminacji. To szczególnie szkoda, bo właśnie w różnorodnych podejrzanych Christie była mistrzynią. Tutaj potencjał jest, ale według mnie nie został całkowicie wykorzystany. Za mało było też Martina Freemana w roli nadinspektora. To ważna postać, która totalnie została okrojona z czasu antenowego.

Siedem Zegarów

Ostatecznie Siedem Zegarów Agathy Christie odbieram jako produkcję niedoskonałą, ale pełną dobrych intencji. To serial, który momentami irytuje, czasem rozczarowuje, lecz równie mocno potrafi oczarować. Nie jest to z pewnością adaptacja, która zadowoli „purystów” Pani Christie. Jest natomiast przyjemną, lekko nostalgiczną rozrywką z ambicjami, które – nawet jeśli nie zawsze spełnione – czynią ją wartą uwagi.

I być może właśnie w tym tkwi jej największa zaleta. Siedem Zegarów nie próbuje udawać, że jest czymś więcej, niż jest: próbą odświeżenia zapomnianej historii i oddania głosu bohaterce, która zasługiwała na więcej miejsca w kanonie Christie. Czy polecam ten serial? Tak, dla klimatu, ładnych obrazków i lekkiego wątku kryminalnego.

Zobacz też: Żywy czy martwy: Film z serii Na noże – recenzja nowej części serii!

Poprzednio Torchlight: Infinite - Poradnik dla Początkujących - Najlepsze rady na start
To jest najnowszy artykuł.