The Shore jest kolejną grą próbującą wejść w buty horroru inspirowanego twórczością H.P. Lovecrafta. Tylko czy faktycznie mamy tutaj do czynienia z horrorem, czy raczej krótką, klimatyczną wycieczką po brzegu pełnym macek, ruin i przedwiecznych dziwactw? Zapraszam do recenzji The Shore w wersji na PlayStation 5!
Początek nie napawa optymizmem, bo okazuje się, że The Shore zostało przetłumaczone na język polski, ale chyba za pomocą jakiegoś generatora, automatycznego tłumacza i modlitwy do przedwiecznych. Gra została tak skandalicznie przełożona, że miejscami ciężko zrozumieć kontekst, a najlepiej byłoby po prostu grać po angielsku. W dzisiejszych czasach to wyjątkowo dziwny problem, bo produkcja nie tak dawno temu dostała odświeżoną wersję, więc aż prosiło się o poprawienie napisów. Nawet dowolny współczesny system sztucznej inteligencji poradziłby sobie z tym lepiej i szybciej niż to, co finalnie trafiło do gry. No ale nieważne. Spróbujmy przebić się przez ten językowy koszmar i skupmy na samej produkcji.

The Shore opowiada historię ojca, który poszukuje swojej zaginionej córki na tajemniczym brzegu. Klimat wylewa się od pierwszych chwil gry: szum morza, odgłosy ptaków, wszechobecne wraki, mokre skały i latarnia morska majacząca gdzieś w tle. Zaczynamy więc eksplorować i przez chwilę naprawdę można uwierzyć, że będzie to powolny, niepokojący horror o obłędzie, samotności i rzeczach, których człowiek nie powinien oglądać. Szybko jednak okazuje się, że The Shore nie jest horrorem w klasycznym sensie, a raczej symulatorem chodzenia połączonym z wycieczką krajoznawczą po lovecraftowskim parku atrakcji.

Po chwili trafiamy na tajemniczą kulę, portal do innego wymiaru czy poruszającego się w tle potwora. Mythos nie jest tutaj czymś ukrytym za zasłoną, czymś, co przeraża samym cieniem i niedopowiedzeniem. To raczej element otoczenia, o który potykamy się co chwilę. Gra bardzo szybko pokazuje swoje karty i przez to traci część napięcia. Lovecraftowska groza działa najlepiej wtedy, kiedy człowiek nie jest pewien, co właściwie zobaczył. Tutaj przedwieczne byty, dziwne konstrukcje i potworności stoją czasem prawie jak dekoracje, które ktoś rozstawił na mapie, żeby gracz nie pomyślał, że idzie tylko przez pustą plażę.
Całość zamyka się w około dwie godziny, co jest raczej kiepskim wynikiem, nawet jak na krótką grę niezależną. Z drugiej strony The Shore kosztuje zazwyczaj śmieszne pieniądze, a do tego można je ukończyć w jeden wieczór, więc jestem w stanie sobie wyobrazić osobę, która będzie zadowolona z takiego formatu. Zwłaszcza jeśli ktoś lubi dziwne, klimatyczne produkcje, w których bardziej chodzi o obejrzenie świata niż o realne wyzwanie, skomplikowaną fabułę albo satysfakcjonującą mechanikę.
Gra rozkręca się mniej więcej w połowie, czyli po godzinie rozgrywki. Wtedy zaczynamy paktować z jednym z przedwiecznych, dostajemy laser i ruszamy przez czeluści oraz tajemnicze obiekty, by uwalniać kolejne uwięzione istoty i odkryć prawdę o sobie oraz naszej córce. I właśnie wtedy The Shore naprawdę zaczyna robić się ciekawe. Projekt poziomów, ich wygląd oraz większa swoboda eksploracji działają na korzyść gry. Zamiast chować się po kątach przed potworami, przemierzamy dziwne, monumentalne lokacje i za pomocą zdobytej broni powstrzymujemy kreatury przed zadaniem nam bólu.

To działa, ma klimat i szkoda, że The Shore nie jest takie od samego początku. Druga połowa gry jest zdecydowanie lepsza od pierwszej, bo wreszcie pojawia się w niej rytm, skala i poczucie, że twórcy mieli jakiś konkretny pomysł na tę opowieść. Gra nadal nie staje się pełnoprawnym horrorem ani dobrą grą akcji, ale przynajmniej zaczyna przypominać przygodę, w której chce się zobaczyć, co czeka za kolejnym przejściem. The Shore posiada też parę ciekawych sekretów i smaczków do odkrycia, zwłaszcza dla fanów twórczości Lovecrafta. Nazywanie ich sekretami jest jednak lekkim nadużyciem, bo większość rzeczy leży po prostu na naszej drodze i nie wymaga od gracza większego wysiłku. To bardziej znajdźki i ciekawostki niż dobrze ukryte nagrody za eksplorację. Podobnie wygląda sprawa zagadek. Niby coś tam czasem trzeba podnieść, gdzieś zanieść albo czegoś użyć, ale trudno mówić tutaj o łamigłówkach, które angażują mózg. The Shore praktycznie nie stawia oporu.

I to jest chyba największy problem tej gry. Ona ma bardzo dobry punkt wyjścia, niezły klimat, kilka naprawdę ładnych widoków i całkiem ciekawe projekty potworów, ale bardzo rzadko robi z tym coś więcej. The Shore wygląda momentami jak gra, która chciałaby być niepokojącym horrorem, psychologiczną opowieścią, walking simem, strzelanką i lovecraftowską przygodówką jednocześnie. Tylko że żadnym z tych gatunków nie zostaje na tyle długo, żeby wycisnąć z niego pełny potencjał. Technicznie również nie jest idealnie. Niektóre lokacje potrafią wyglądać naprawdę klimatycznie, szczególnie kiedy gra operuje światłem, wodą, mgłą i ogromnymi konstrukcjami gdzieś w oddali. Problem w tym, że obok ładnych scen mamy też sztywne animacje, toporne interakcje i momenty, w których całość wygląda zwyczajnie budżetowo. Nie przeszkadza to aż tak bardzo, bo The Shore nie trwa długo, ale trudno udawać, że gra jest dopracowaną perełką. To raczej produkcja z mocnym klimatem i bardzo widocznymi ograniczeniami. Najbardziej boli jednak zmarnowany potencjał. Lovecraftowska estetyka daje ogromne możliwości: można budować napięcie, bawić się obłędem, prowadzić gracza przez niedopowiedzenia, podsuwać mu fragmenty większej tajemnicy i sprawiać, że będzie czuł się mały wobec czegoś niewyobrażalnie większego. The Shore czasem ociera się o takie wrażenie, ale za często wybiera prostszą drogę. Pokazuje potwora, wrzuca portal, daje laser, prowadzi dalej. Jest klimat, ale brakuje prawdziwego ciężaru.

Czy warto więc zagrać w The Shore na PlayStation 5? Jeżeli szukacie krótkiej, taniej i dziwnej gry na jeden wieczór, a do tego lubicie twórczość Lovecrafta, to można dać jej szansę. Szczególnie druga połowa ma kilka momentów, które potrafią zaciekawić. Jeżeli jednak liczycie na pełnoprawny horror, dobre zagadki, mocne napięcie albo dopracowaną fabułę, to możecie się mocno rozczarować. The Shore jest bardziej spacerem po klimatycznych lokacjach niż grą, która faktycznie potrafi przestraszyć albo rzucić wyzwanie. Finalnie The Shore zostawia po sobie mieszane wrażenia. Z jednej strony mamy ładny, niepokojący świat, kilka ciekawych pomysłów i drugą połowę, która naprawdę wypada lepiej niż początek. Z drugiej strony mamy fatalne polskie tłumaczenie, bardzo nierówne tempo, brak sensownych zagadek i czas gry, który kończy się dokładnie wtedy, kiedy produkcja zaczyna łapać właściwy rytm. To nie jest zła gra, ale jest to gra, która mogła być znacznie lepsza.
Podsumowanie
Pros
- Klimatyczny świat inspirowany Lovecraftem
- Tajemnicza, niepokojąca atmosfera wyspy
- Kilka ciekawych sekretów i smaczków do odkrycia
- Ładne projekty potworów i niektórych lokacji
- Dobra propozycja na jeden krótki wieczór
Cons
- Beznadziejne polskie tłumaczenie
- Brak jakichkolwiek wyzwań i sensownych zagadek
- Bardzo nierówne tempo
- Pierwsza połowa gry jest zbyt powolna i nijaka
- Gra nie wykorzystuje w pełni swojego lovecraftowskiego potencjału
- Bardziej spacer po klimatycznych lokacjach niż pełnoprawny horror



