Sony prowadzi PlayStation w stronę świata bez płyt, a właśnie teraz Stop Killing Games i DoesItPlay? oficjalnie wsparły holenderską batalię prawną przeciwko kontroli firmy nad cyfrową sprzedażą gier. To połączenie jest dużo ważniejsze niż kolejny spór o to, czy pudełka zajmują za dużo miejsca na półce. Od stycznia 2028 roku nowe gry na PlayStation mają przestać być produkowane na fizycznych płytach. Jeżeli jednocześnie cyfrową wersję gry można kupić praktycznie tylko w ekosystemie kontrolowanym przez Sony, gracz traci nie tylko kawałek plastiku. Traci jedną z ostatnich form realnej konkurencji cenowej.
10 sierpnia Stop Killing Games oraz projekt DoesItPlay? ogłosiły, że wspierają holenderską sprawę Fair PlayStation prowadzoną przez Stichting Massaschade & Consument. Warto tutaj zachować precyzję: obie organizacje nie stały się nagle formalnymi powodami w procesie. Publicznie poparły sprawę i chcą pomóc fundacji wykazać przed sądem, że rzeczywiście reprezentuje ona problem istotny dla dużej części społeczności graczy. Dla Stop Killing Games jest to przy okazji kolejny krok od internetowej kampanii w stronę realnej presji prawnej na największe firmy branży.
Sam pozew Fair PlayStation nie rozpoczął się w tym tygodniu. Holenderska fundacja od dłuższego czasu oskarża Sony o wykorzystywanie dominującej pozycji przy cyfrowej sprzedaży gier. Argument jest prosty: posiadając PlayStation 5 lub PlayStation 4 nie możemy zainstalować konkurencyjnego sklepu i porównać ceny tej samej cyfrowej licencji u kilku sprzedawców. Możemy kupować doładowania portfela w innych miejscach, ale sama cena gry i zasady jej sprzedaży pozostają związane z PlayStation Store. Fundacja określa dodatkowy koszt wynikający z takiego modelu mianem „Sony Tax”.

Najmocniejszą liczbą w całej sprawie jest 47 procent. Według analizy, na którą powołują się przedstawiciele Fair PlayStation, holenderscy użytkownicy mieli płacić średnio o 47 procent więcej za cyfrowe wersje gier niż za odpowiadające im wydania fizyczne. To oczywiście stanowisko i materiał przedstawiany przez stronę występującą przeciw Sony, a nie prawomocne ustalenie sądu. Jednocześnie nietrudno zrozumieć mechanizm stojący za całym sporem. Fizyczną premierę mogą sprzedawać dziesiątki sklepów. Jeden obniży cenę, drugi zrobi promocję, trzeci będzie chciał pozbyć się zapasu. Później dochodzi jeszcze rynek używany. W cyfrowym PlayStation Store takiej presji praktycznie nie ma.
I właśnie tutaj sytuacja robi się naprawdę ciekawa, ponieważ Sony samo dokłada powodowi bardzo mocny argument. Firma oficjalnie zapowiedziała, że od stycznia 2028 roku zakończy produkcję fizycznych płyt dla nowych gier wydawanych na PlayStation. Nie oznacza to oczywiście, że posiadane dziś płyty nagle przestaną działać. Chodzi o nowe premiery po wyznaczonej dacie. Pisaliśmy już o tej decyzji na BigBadDice, zwracając uwagę, że wraz z pudełkami znika coś znacznie ważniejszego niż kolekcjonerski element na półce.
Problemem nigdy nie była sama dystrybucja cyfrowa. Sam korzystam z wygody cyfrowych bibliotek i trudno udawać, że instalowanie gry bez wkładania płyty nie jest komfortowe. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wygoda zmienia się w brak wyboru. Dzisiaj gra kosztująca bardzo dużo w PlayStation Store może kilka miesięcy później mocno potanieć w pudełku albo pojawić się jeszcze taniej na rynku używanym. Można ją pożyczyć znajomemu, sprzedać po ukończeniu albo kupić w sklepie, który akurat walczy ceną z konkurencją. W cyfrowym świecie PlayStation wszystkie te drogi mogą zniknąć jednocześnie.
Wtedy Sony nie będzie już tylko producentem konsoli. Stanie się właścicielem drogi, bramki i kasy. Firma produkuje urządzenie, kontroluje system operacyjny, ustala zasady sklepu i ostatecznie decyduje, jakie możliwości sprzedaży cyfrowych produktów mają wydawcy. I właśnie dlatego argument „przecież ludzie sami wybierają cyfrę” nie rozwiązuje problemu. Wybór cyfrowej gry w świecie, w którym obok istnieją płyty, sklepy detaliczne i rynek używany, to coś zupełnie innego niż wybór cyfrowej gry w świecie, w którym innej wersji po prostu już nie ma.
Do tego dochodzi drugi problem: własność. Nie jest on bezpośrednim przedmiotem holenderskiego pozwu, który koncentruje się przede wszystkim na cenach i konkurencji, ale trudno go ignorować. Niedawno opisywaliśmy przypadek ponad 500 kupionych filmów usuwanych z bibliotek części klientów PlayStation z powodu wygasających umów licencyjnych. Gry i filmy działają oczywiście na innych zasadach, ale przykład świetnie pokazuje różnicę pomiędzy posiadaniem fizycznego egzemplarza a dostępem zależnym od konta, regulaminu i licencji. Cyfrowa biblioteka jest niezwykle wygodna aż do momentu, w którym ktoś poza użytkownikiem zaczyna decydować o jej zawartości.

Dlatego obecność Stop Killing Games w tej sprawie jest tak symboliczna. Ruch wyrósł przecież przede wszystkim na sprzeciwie wobec sytuacji, w której legalnie kupiona gra może zostać zdalnie uśmiercona wraz z wyłączeniem serwerów. Podobny konflikt obserwowaliśmy przy The Crew i pozwie przeciwko Ubisoftowi we Francji. Teraz dyskusja przesuwa się o krok wcześniej. Nie chodzi już wyłącznie o pytanie „co się stanie z grą po dziesięciu latach?”, ale również „kto kontroluje jej cenę i warunki sprzedaży w dniu premiery?”.
Sony ma oczywiście własny argument. Sprzedaż cyfrowa już dziś zdecydowanie dominuje na PlayStation, więc firma może powiedzieć, że nie zmusza rynku do rewolucji, tylko podąża za zachowaniem klientów. I jest w tym sporo prawdy. Pytanie brzmi jednak, czy popularność wygodniejszej formy dystrybucji powinna automatycznie oznaczać likwidację alternatywy. Jeżeli większość ludzi płaci kartą, nie oznacza to przecież, że jednemu operatorowi należy oddać kontrolę nad wszystkimi terminalami i cenami w sklepach.
Dla polskiego gracza holenderski pozew nie oznacza dzisiaj czeku z odszkodowaniem. To sprawa prowadzona w Holandii i skierowana przede wszystkim do tamtejszych konsumentów. Jeżeli jednak skończy się wymuszeniem zmian w sposobie sprzedaży cyfrowych gier albo stworzy kolejny europejski precedens dotyczący zamkniętych platform, skutki mogą wyjść znacznie poza jeden kraj. Zwłaszcza że Unia Europejska coraz chętniej przygląda się platformom, które jednocześnie tworzą ekosystem i kontrolują dostęp do działającego wewnątrz niego rynku.
I dlatego cały spór o płyty nie jest nostalgiczną wojną ludzi, którzy chcą patrzeć na pudełka ustawione na regale. Płyta jest dziś czymś znacznie ważniejszym: konkurencją. Możliwością powiedzenia producentowi platformy „nie kupię u ciebie, kupię gdzie indziej”. Sony może mieć rację, że większość graczy wybiera cyfrę. Stop Killing Games i Fair PlayStation zadają jednak dużo ciekawsze pytanie: co stanie się z cenami i prawami gracza, kiedy Sony usunie również możliwość wybrania czegokolwiek innego?



