Fever Dream od Elsie Silver to kolejny romans autorki, tym razem rozpoczynający nową serię. Czy historia Emmetta i Julii rzeczywiście wciąga, co wypada najlepiej, a co sprawia, że nawet przyjemna lektura potrafi lekko zirytować?
Elsie Silver ma ten irytujący talent, że nawet kiedy człowiek widzi wszystkie oklepane motywy z odległości trzech rozdziałów, i tak siedzi z nosem w książce, jakby właśnie odkrył literacką Amerykę. Dokładnie tak było u mnie przy Fever Dream. Weszłam w tę historię z dużymi oczekiwaniami, bo Silver jest jedną z tych autorek, po które sięgam praktycznie w ciemno. Czy dostałam książkę idealną? Nie. Czy przewracałam oczami? Owszem, regularnie. Czy mimo to bawiłam się świetnie i uważam ją za jedną z moich ulubionych książek autorki? Niestety dla mojego krytycznego ego, tak – z pełną świadomością wszystkich jej głupotek, przerysowań i scen, które powinny zostać oznaczone jako dramat w kowbojskim kapeluszu.
Fever Dream otwiera nową serię Emerald Lake i wrzuca nas prosto w świat rancza, zawodowego ujeżdżania byków i reality show, bo najwyraźniej życie bohaterów było zbyt spokojne i ktoś musiał postawić na środku farmy kamery oraz zestaw kobiet gotowych walczyć o serce mężczyzny, który wolałby spaść z byka niż flirtować na zawołanie. Emmett Bush, zawodowy ujeżdżacz byków, zgodził się na udział w programie randkowym Romance Ranch nie dlatego, że nagle zapragnął zostać kawalerem z telewizji. Zrobił to, bo jego rodzinna farma potrzebowała pieniędzy.

Emmett był jednym z tych bohaterów, których Silver pisała najlepiej: na zewnątrz twardy, uparty i trochę nieznośny, a w środku pełen lęku, lojalności i ran, których oczywiście nie nazywał ranami, bo przecież prawdziwy kowboj nie chodzi po świecie i nie mówi, że ma traumę, tylko zaciska szczękę i udaje, że wszystko jest pod kontrolą. Podobało mi się, że jego udział w show nie był kaprysem, tylko desperacką próbą ratowania czegoś znaczącego. Jego relacja z rodziną była jednym z najmocniejszych elementów książki. W scenach z bliskimi Emmett przestawał być tylko przystojnym, mrukliwym osobnikiem z problemami, a stawał się człowiekiem, któremu naprawdę kibicowałam.
Julia Silva była natomiast bystra, pyskata i kompetentna, czyli miło się o niej czytało. Tutaj pracowała jako konsultantka od lokalizacji, czyli osoba, która miała pilnować, żeby telewizyjny cyrk nie rozjechał rancza jak walec. Problem w tym, że trafiła na Emmetta, a ten był nie tylko irytujący i zbyt pewny siebie, ale też zakazany z kilku powodów naraz – jako uczestnik programu, ktoś powiązany z jej pracą, a do tego rywal jej brata. Krótko mówiąc, chodząca lista powodów, dla których rozsądna kobieta powinna się odwrócić i zająć czymś pożytecznym. Julia oczywiście tego nie zrobiła. I dobrze, bo nie po to czytam romanse, żeby ludzie podejmowali wyłącznie rozsądne decyzje.
I feel like I’m living in a fever dream that I can’t fucking escape.
Najbardziej podobało mi się napięcie między nimi. Elsie Silver umie pisać chemię tak, że nie trzeba od razu wrzucać bohaterów do łóżka, żeby było gorąco. Czasem wystarczało spojrzenie, niedopowiedziane zdanie, przypadkowe dotknięcie albo rozmowa, w której oboje udawali, że wcale nie flirtują, chociaż nawet martwa roślina w kącie zorientowałaby się, co się dzieje. Emmett i Julia byli świetni właśnie wtedy, gdy się przekomarzali. Ich dialogi miały rytm, złośliwość i ten przyjemny rodzaj napięcia, przy którym człowiek czyta szybciej, bo chce już, natychmiast, zobaczyć, kiedy któreś z nich wreszcie pęknie.
Cały motyw „rivals to lovers” wyszedł jednak trochę na pół gwizdka. Niby była rywalizacja, jakiś konflikt przez brata Julii, niby bohaterowie mieli powody, żeby trzymać się od siebie z daleka, ale nie czułam między nimi prawdziwej nienawiści lub nawet głębokiej niechęci. To była raczej klasyczna gimnastyka emocjonalna ludzi, którzy za chwilę będą szukać wymówek, żeby zostać sam na sam. Mnie to nie przeszkadzało za bardzo, ale jeśli ktoś liczy na ostre enemies to lovers, to może się poczuć lekko oszukany.
Go make that mistake. I bet that man could teach you a thing or two.
Sam wątek reality show był dla mnie jednocześnie świetnym pomysłem, ale też źródłem kilku zgrzytów. Z jednej strony podobało mi się to całe zaplecze programu. Emmett miał grać zakochanego kawalera, ale najprawdziwsza rzecz przytrafiła mu się poza scenariuszem. To było bardzo w stylu romansu i wyszło całkiem fajnie. Z drugiej strony chwilami miałam poczucie, że wątek programu robił się zbyt komediowy, jakby książka nagle skręcała w stronę lekkiej romcomowej farsy, a ja jednak chciałam zostać przy emocjonalnym, bardziej współczesnym romansie. Nie był to dramatyczny problem, ale kilka scen aż prosiło się o trochę mniej teatralnego machania rękami.
Styl pisania Elsie Silver jak zwykle był bardzo przyjemny. Książkę czytało się błyskawicznie, a podwójna perspektywa Emmetta i Julii dobrze budowała emocje. Lubiłam widzieć, jak oboje interpretowali te same sytuacje i jak bardzo próbowali nie przyznać się przed sobą do tego, co było oczywiste dla wszystkich poza nimi. Fragmenty w formie wiadomości i produkcyjnych wstawek dodawały dynamiki. To nie była może literacka rewolucja, ale wyszło dobrze, bo w romansie naprawdę nie potrzebuję rewolucji. Potrzebuję dobrze napisanych ludzi, których lubię, napięcia, które nie gaśnie po pierwszym pocałunku oraz finału, po którym mogę zamknąć książkę z głupim uśmiechem.
Czy Fever Dream jest bez wad? Absolutnie nie. Środek książki obracał się wokół tego samego: chcą, nie mogą, prawie coś robią, jednak nie robią, patrzą, uciekają, wracają. Ja lubię slow burn, ale tutaj kilka scen można było skrócić bez większej szkody. Uczestniczki programu też zostały potraktowane dość płasko. Były bardziej tłem, czy funkcjami, niż osobami, co trochę umniejszało stawkę całego show. Skoro Emmett miał udawać, że może zakochać się w którejś z nich, dobrze byłoby czasem poczuć, że te kobiety naprawdę istnieją poza rolą przeszkody.
Because for her? I’d burn.
Mimo to Fever Dream miało coś, co sprawiło, że naprawdę trudno było mi się oderwać. Może to Emmett, który z każdą sceną coraz bardziej miękł, może Julia, która uczyła się wybierać siebie, może ich wspólna historia, która była jednocześnie namiętna, czuła i odrobinę absurdalna, czyli dokładnie taka, jakiej oczekuję od dobrego romansu. A może po prostu Elsie Silver znowu zrobiła to, co robi najlepiej: wzięła znane motywy, dorzuciła rodzinne dramaty, zakazane uczucie i wymieszała to z dozą kowbojskiego chaosu.
Fever Dream nie jest książką idealną i nie będę udawała, że każdy element działał perfekcyjnie, bo nie działał. Bohaterowie drugoplanowi byli zbyt prości a reality show czasem odpływało w przesadę, ale sam romans Emmetta i Julii miał „to coś”. Dodatkowo, cały świat Emerald Lake zostawił mnie z poczuciem, że chcę tam wrócić.
I właśnie za to lubię Elsie Silver. Nawet gdy przesadza, robi to z takim urokiem, że zamiast rzucić książką, przewracam oczami i czytam dalej. Fever Dream było zabawne, gorące, momentami wzruszające i wystarczająco wciągające, żebym wybaczyła mu większość niedociągnięć. To jedna z moich ulubionych książek autorki, choć oczywiście będę udawała, że jestem bardzo surowa i obiektywna. Wiadomo. Trzeba zachować resztki godności.
Zobacz też: W jakiej kolejności czytać książki Elsie Silver? Pełne uniwersum!
Więcej o autorce: www.elsiesilver.com



