Legacy of Kain: Ascendance – Recenzja – Gra słaba i niepotrzebna


Legacy of Kain: Ascendance to jeden z tych powrotów, które od pierwszych minut budzą bardziej frustrację niż ekscytację. Twórcy dostali w ręce kultową serię, mieli gotowy fundament pod udane wskrzeszenie marki, a mimo to dostaliśmy grę, której nikt nie potrzebował i po której raczej nikt nie będzie miał dobrych wspomnień. Co poszło nie tak w Legacy of Kain: Ascendance? Zapraszam do recenzji opartej na wersji na PlayStation 5.

Legacy of Kain: Ascendance opowiada historię nowej bohaterki, Elaleth, która wcześniej zadebiutowała w komiksie Legacy of Kain: The Dead Shall Rise. Dziewczyna jest wampirem oraz siostrą Raziela, która z jakiegoś powodu trafia do jego linii czasowej, jeszcze z okresu, gdy był człowiekiem i walczył z wampirami. Niestety nie dowiadujemy się z tego wszystkiego zbyt wiele, bo fabuła lubi przeskakiwać między kolejnymi epokami, wykorzystując to jako pretekst do grania różnymi bohaterami, w tym właśnie ludzkim Razielem. Sam pomysł ma nawet odrobinę sensu, bo dzięki temu poznajemy sposób rozwiązania niektórych wątków z głównej osi fabularnej serii, jednak całość jest ostatecznie chaotyczna i opowiedziana bez większego ładu. Przez to historię trzeba traktować wyłącznie jako suplement do głównego lore, który na koniec i tak nie wnosi niczego naprawdę ciekawego.

Legacy of Kain: Ascendance - zmasakrowane dzieciństwo? Recenzja

Samo przedstawienie fabuły również nie należy do najmocniejszych stron gry. Po pierwsze, Legacy of Kain: Ascendance nie posiada polskiej wersji językowej, a to samo w sobie jest problemem, bo historia jest tutaj jedynym elementem, który teoretycznie mógłby przyciągnąć uwagę, nawet jeśli i tak wypada co najwyżej przeciętnie. Jeszcze większym problemem okazuje się jednak sposób prowadzenia dialogów. Na początku dostajemy całkiem nieźle nagrane kwestie, okraszone dość przeciętnymi grafikami bohaterów, które wyglądają jak wygenerowane przez sztuczną inteligencję albo stworzone bez większego wyczucia stylu. Później robi się już tylko gorzej. W kolejnych rozdziałach dialogi tracą lektora, coraz częściej zamieniają się w ściany tekstu, a pod koniec całe bloki napisów pojawiają się nawet podczas walk z bossami czy zwykłymi przeciwnikami. Wygląda to tak, jakby nikt nie miał spójnego pomysłu na opowiedzenie tej historii, a efektem końcowym jest zwyczajny chaos.

Dialogi w drugim akcie już nie zostały nagrane. Zabrakło pieniędzy czy chęci?

Sama rozgrywka w Legacy of Kain: Ascendance jest równie problematyczna jak fabuła, a momentami wręcz odpychająca. Mamy tutaj do czynienia ze stylizowaną grą platformową w oprawie pixel art. Animacje mocno przypominają klasyczne odsłony Castlevanii, więc inspiracje widać od razu. Problem w tym, że samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim grze brakuje precyzji, okna uników i ataków są nieczytelne, ale nawet to schodzi na dalszy plan, bo cała konstrukcja rozgrywki jest pełna dziur, które można bez trudu wykorzystywać. Trochę przypomina to stare platformówki z dzieciństwa, gdzie odpowiednie kucanie albo skakanie potrafiło całkowicie ogłupić przeciwników. Tutaj działa to bardzo podobnie. System parowania i uników szybko traci znaczenie, bo sztuczna inteligencja wrogów jest zwyczajnie słaba. Przeciwnicy zacinają się na teksturach, atakują nas poza zasięgiem albo całkowicie gubią logikę zachowania, więc wystarczy skakać, kucać i wykorzystywać unik bardziej do szybkiego przemieszczania niż faktycznego unikania ataków, by przez większość czasu pozostawać bezpiecznym.

Gra posiada ciekawe i klimatyczne momenty, ale nie są pretekstem, by w nią zagrać, całość jest dosyć słaba.

Punkty kontrolne rozmieszczono bardzo nierówno i chaotycznie. Czasami znajdują się dosłownie minutę od siebie, a innym razem podczas etapu trwającego kilkadziesiąt minut trafimy tylko na jeden. Do tego po porażce w walce z bossem, co zdarza się tutaj regularnie, trzeba ponownie oglądać te same scenki i dialogi, jeśli pojawiają się między fazami starcia, bo gra nie pozwala ich przewinąć. Same walki z bossami bywają jeszcze znośne, o ile akurat nic się nie zbuguje. Pierwszego bossa pokonałem właściwie dlatego, że zawiesił się na ścianie. Bywają tu jednak pojedyncze pomysły, które mogły działać. Podczas walki z Yanusem trzeba przede wszystkim unikać jego ataków, aż nasz towarzysz ogłuszy go laską Strażnika Czasu. Problem polega na tym, że takie momenty giną pod ciężarem złych decyzji projektowych. Nawet podczas zwykłej eksploracji już na pierwszym etapie wszędzie stoją pochodnie i ogniska. Nie są one elementem tła, ale pełnią funkcję kolców zadających duże obrażenia. Przeciwnikom jednak najwyraźniej nic nie robią. W efekcie obowiązują tu dwa różne zestawy zasad świata gry — jeden dla nas, drugi dla wrogów — a to tylko dodatkowo podkreśla, jak niedopracowana jest cała produkcja.

Jak NPC wpadnie w takie miejsce, to już nie wyjdzie. AI jest wyjątkowo słabe jak na dzisiejsze czasy.

Źle zrealizowano nawet tak podstawowe elementy jak odradzanie po śmierci czy prowadzenie kamery. Zdarza się, że po respawnie pojawiamy się dosłownie na przeciwnikach albo w miejscu, w którym od razu dostajemy obrażenia. Innym razem kamera przesuwa się do przodu, żeby pokazać jakiś fragment planszy, ale w tym samym czasie za naszymi plecami, poza zasięgiem widzenia, pojawiają się wrogowie. Przez animację przesunięcia ekranu nie jesteśmy nawet w stanie odpowiednio zareagować i kończy się to darmowym uderzeniem. To są zaniedbania tak niechlujne, że trudno uwierzyć, iż ktoś poważnie testował tę grę przed premierą. Wystarczyłoby jedno solidniejsze przejście, żeby zauważyć, że gracz odradza się na przeciwniku albo że po przesunięciu kamery wróg atakuje z miejsca, którego zwyczajnie nie da się zobaczyć. Skoro twórcy nie mieli ochoty dopracować tak podstawowych rzeczy, to dlaczego ktokolwiek miałby płacić za ich produkt?

Ogniska to nie jest ozdoba, by nie było zbyt ciemno. To śmiertelne zagrożenie gorsze niż wrogowie.

Legacy of Kain: Ascendance jest złe na tylu poziomach, że łatwo zapomnieć o jeszcze jednym ważnym problemie — ta gra została stworzona właściwie dla nikogo. Fani serii może znajdą tutaj kilka ciekawych okruszków fabularnych, ale sama rozgrywka jest bardzo daleka od tego, co znamy choćby z Legacy of Kain: Defiance, zarówno pod względem stylu zabawy, jak i całej stylistyki marki. Nowi gracze również nie mają tu czego szukać, bo gra niczego sensownie nie wyjaśnia i bez znajomości wcześniejszych odsłon dostajemy jedynie posklejaną serię dialogów bez większego znaczenia. Finalnie pozostaje więc pytanie, dlaczego właściciele praw do marki zdecydowali się wypuścić coś tak niedopracowanego zamiast przygotować pełnoprawną kontynuację. Jeżeli ich celem było przedstawienie nowej bohaterki, o której i tak na koniec nie dowiadujemy się nic szczególnie interesującego i która nie ma nawet startu do Kaina czy Raziela, to może lepszym pomysłem byłby pełnoprawny spin-off utrzymany w stylistyce oryginalnej serii. Zamiast tego dostaliśmy niedopracowaną platformówkę w pixel arcie, która nie potrafi obronić się ani fabułą, ani samą zabawą. Legacy of Kain: Ascendance jest po prostu kiepskie — i nawet gdyby całkowicie pominąć kwestię jego niepotrzebnej historii, to sama rozgrywka zwyczajnie nie daje frajdy, tylko męczy i odpycha.

Podsumowanie

Legacy of Kain: Ascendance to nieudany powrót kultowej marki, który bardziej psuje wspomnienia, niż budzi nostalgię.
Ocena Końcowa 3.0
Pros
- W sumie stylistka jest ładna i pasuje do gry
- Ciekawa historia fajnie spinająca różne elementy serii - Fajne walki z bossami, chociaż filmiki w trakcie tych nie pomagają w czerpaniu przyjemności
Cons
- Odradzanie się na wrogach?
- Żenujący rozkład zapisów gry
- Brak możliwości przewijania filmików
- Zabrakło pieniążków na dialogi, ale i tak brakuje polskiej wersji językowej
- Nieprzetestowane i niespinające się mechaniki
Poprzednio Diablo 2: Resurrected - Jak szybko zdobywać poziomy? - Poradnik
Następny Pieniądze elektroniczne dla rodziców: jak płatności cyfrowe mogą pomóc dzieciom w nauce finansów