Life Below – Recenzja – Żmudny City Builder


Life Below wygląda jak idealna gra dla osób, które chcą spokojnego city buildera, relaksującej atmosfery i czegoś innego niż kolejne budowanie średniowiecznego miasta albo kolonii na obcej planecie. Tutaj odbudowujemy zniszczoną rafę koralową, przyciągamy morskie życie i próbujemy stworzyć podwodny ekosystem od zera. Brzmi świetnie, ale czy Life Below jest naprawdę dobrym city builderem? Czy warto kupić tę grę, jeżeli szukacie spokojnej strategii? I najważniejsze – czy ta relaksująca przygoda nie zmienia się z czasem w nudną rutynę? Zapraszam do recenzji.

W Life Below wcielamy się w ducha oceanu, przebudzonego przez serce rafy. Naszym zadaniem jest odbudowa zniszczonej rafy koralowej i sprawienie, by ponownie stała się miejscem tętniącym życiem. Dołączy do nas także poprzedni opiekun, który poniósł porażkę i teraz będzie doradzał nam, jak rozwiązywać kolejne problemy oraz wskazywał następne obszary wymagające odnowienia. Historia w Life Below jest prosta, ale niestety niezbyt angażująca. Brakuje tutaj nagranych dialogów, ciekawszych opowieści i postaci, które faktycznie chciałoby się lepiej poznać. Duet bohaterów oraz serce rafy, które odzywa się raz na jakiś czas, wypadają po prostu nudno, przesadnie grzecznie i zbyt pogodnie jak na sytuację, w której cały ekosystem jest na skraju zagłady. Miałem wrażenie, że bohaterowie to dzieci, którym powierzono bardzo poważne zadanie. Trochę ma to sens, bo duch, w którego się wcielamy, dopiero się narodził, ale z drugiej strony, jeżeli najlepsze, co może zaoferować rafa, to dziecko dźwigające na barkach ratunek dla całego ekosystemu, to dobór naturalny chyba słusznie doprowadził do jego anihilacji. Zwłaszcza że większym problemem są tutaj naturalne zagrożenia, a nie śmieci wyrzucane przez ludzi, ale o tym za chwilę. Warto też wspomnieć, że Life Below nie otrzymało polskiej wersji językowej. Czy to przeszkadza? Przy samej rozgrywce raczej nie tak bardzo, bo zasady da się zrozumieć, ale przy grze tak spokojnej, opartej na klimacie i prowadzeniu za rękę, brak polskiego języka jednak trochę boli. Tym bardziej że gra została wydana w dziewięciu językach i szkoda, że polski nie znalazł się w tym elitarnym gronie.

Life Below - piękna rafa, ale czy warto kupić? Recenzja

Sama rozgrywka w Life Below nie jest typowym city builderem i dosyć mocno różni się od tego, co znamy z podobnych gier. Naszym zadaniem będzie tworzenie różnych budynków na rafie, by generować zasoby i przyciągać mieszkańców. Ci są potrzebni nie tylko po to, by rafa zaczęła tętnić życiem, ale również dlatego, że generują punkty wymagane do odkryć naukowych i odblokowywania kolejnych stref. Czy Life Below jest więc dobrym city builderem? Do pewnego momentu tak. Gra jest stosunkowo prosta, wybacza sporo błędów i nie próbuje przytłoczyć nas tysiącem zależności. Przebieg rozgrywki potrafi być na swój sposób wciągający i po zrozumieniu zasad można wpaść w przyjemny trans, a nawet całkiem miło zatonąć przy tej grze. Nie jest to poziom, przy którym trudno oderwać się od ekranu, ale prawda jest taka, że po przymknięciu oczu na kilka problemów Life Below potrafi wciągnąć. Szczególnie jeżeli szukacie spokojnej strategii, w której nie trzeba cały czas gasić pożarów, liczyć każdej jednostki surowca i walczyć o przetrwanie jak w bardziej bezlitosnych city builderach. Problem w tym, że ta relaksująca prostota z czasem zaczyna działać przeciwko grze.

Historia w grze nie jest pociągająca i raczej nie będzie nas popychać do jej ukończenia.

Od pewnego momentu naszym głównym zadaniem będzie przejmowanie kolejnych biomów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że każdy z nich rozwijamy praktycznie tak samo jak poprzednie. W praktyce będziemy więc budować te same generatory energii oraz budynki regulujące parametry wody, czyli kwasowość i temperaturę, żeby w danej strefie w ogóle można było działać. Problem polega na tym, że w Life Below trzeba powtórzyć ten schemat kilkanaście razy i za każdym razem wygląda on bardzo podobnie. Nie ma większych różnic między strefami, zawsze sprowadzamy nowe rybki, kraby i ośmiorniczki w ten sam sposób – budujemy budynki, stawiamy karmniki, używamy przynęty, sprawdzamy wynik i powtarzamy cały proces. I tak do limitu, a potem przeskakujemy do kolejnej strefy. Gra nawet fabularnie przestaje sobie z tym radzić, bo szybko pojawia się szablon – znajdź tak zwaną zapomnianą strefę, oczyść ją i rozbuduj serce rafy do wyższego poziomu, odblokowując kolejny etap rozwoju. Potem znów ściągamy ryby do terytoriów na wyższym poziomie w taki sam sposób jak poprzednio, tylko z wykorzystaniem innych budynków. I właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: czy Life Below jest relaksujące, czy po prostu nudne? Odpowiedź brzmi: najpierw relaksujące, później coraz bardziej rutynowe. W pewnym momencie coraz mocniej czułem znużenie i grając, wpadałem w trans automatycznego realizowania kolejnych wytycznych.

Sąsiedzi z głębin czasami wyślą nam prezent, chyba że zaczniemy wyrzucać do nich śmieci, to może dojść do różnych problemów.

W Life Below pojawiają się na szczęście wydarzenia losowe, które trochę wybijają nas z rutyny i próbują narzucić grze niewielkie elementy survivalu. Są one jednak dosyć nierówne, bo większość z nich łatwo opanować, a na część nie mamy praktycznie żadnego wpływu. Dobrym przykładem jest fala meduz, która po prostu uszkadza budynki w naszej rafie. Jak wspominałem, śmieci są jednym z mniejszych problemów i kiedy nauczymy się sobie z nimi radzić, czyli najpierw wyrzucać je do sąsiadów w otchłani, a później spalać w strefach wulkanicznych, ludzie nigdy nie będą takim zagrożeniem jak meduzy czy skoki temperatury. Niestety gra ma też kilka błędów, a czasem możemy stać się ofiarą bardzo nieprzyjemnego efektu kuli śnieżnej. Wystarczy, że jeden kluczowy budynek przestanie działać w danej strefie i możemy nawet przegrać albo stracić kilka obszarów. Jeśli zostanie zniszczona elektrownia lub regulator parametrów, ryby zaczynają się wyprowadzać, przez co tracimy punkty rozwoju, które mogą spaść poniżej zera. Potem zaczynają umierać nasze duszki, a wreszcie całą strefę czeka zagłada. Raz trafiłem na błąd, w którym niezależnie od tego, co robiłem, temperatura zawsze rosła do 31 stopni. Budowałem regulatory obniżające temperaturę, wyłączałem elektrownie i nic nie pomagało – temperatura dalej rosła. Wczytanie zapisu rozwiązało problem, ale z drugiej strony cofnęło mnie o kilkanaście minut. I to jest trochę dziwne, bo Life Below przez większość czasu chce być łagodną, spokojną strategią, ale kiedy coś pójdzie źle, potrafi nagle uderzyć w gracza dość nieprzyjemnie.

Jeden problem może pociągnąć masę innych. Trzeba sytuacje gasić na bieżąco i każdy komunikat traktować priorytetowo.

To, co w Life Below naprawdę wypada bardzo dobrze, to grafika i udźwiękowienie. Sposób, w jaki rafa się porusza, jak ładnie wyglądają różnorodne pływające ryby i jak urocze są animacje innych żyjątek, takich jak kraby czy koniki morskie pomagające nam przy rozwijaniu stref, sprawia, że mimo problemów gra potrafi dać sporo satysfakcji. Budynków jest całkiem dużo, każdy z nich wygląda inaczej i może zostać obrócony w inną stronę, a cztery ustawione obok siebie konstrukcje jesteśmy w stanie ulepszyć do wersji ewolucyjnej, która na tej samej przestrzeni zapewnia lepszą wydajność niż cztery pojedyncze budowle. Naturalnie zaczynamy więc tworzyć skupiska różnych budynków, przez co rafy rozwijają się w pewien uporządkowany i przyjemny dla oka sposób. Do tego gra ma przyjemną, relaksującą muzykę oraz ładne odgłosy oceanu. Oprawa audiowizualna to zdecydowanie jeden z najmocniejszych elementów Life Below i główny powód, dla którego ta gra może spodobać się fanom spokojniejszych strategii. Jeżeli lubicie patrzeć, jak świat powoli odżywa, jak małe elementy zaczynają tworzyć większą całość i jak pusta przestrzeń zmienia się w kolorowy ekosystem, to Life Below potrafi dać dokładnie ten rodzaj satysfakcji.

Rafa koralowa wygląda cudownie

Czy warto kupić Life Below? To zależy od tego, czego szukacie. Jeżeli chcecie wymagającego city buildera, pełnego trudnych decyzji, rozbudowanej ekonomii i mocnego survivalu, to raczej nie będzie gra dla was. Jeżeli chcecie coś bardziej ambitnego, to sprawdźcie Dark Switch, który także recenzowaliśmy jakiś czas temu. Life Below jest zbyt proste, zbyt powtarzalne i zbyt bezpieczne, żeby mogło rywalizować z najlepszymi przedstawicielami gatunku. Jeżeli jednak szukacie spokojnej, ładnej i niezbyt stresującej strategii na kilka wieczorów, to można dać jej szansę, najlepiej na niższym poziomie trudności albo przy odpowiedniej promocji. Na średnim poziomie również nie jest szczególnie ciężko i tylko okazjonalnie może dojść do większych problemów, ale z większością z nich da się dość łatwo poradzić, więc grze bardzo daleko do pełnoprawnego survivalu. To raczej łagodna zabawa w budowanie podwodnego miasta z okazjonalnymi kłopotami, ale bez wyzwań, z którymi wprawiony gracz sobie nie poradzi. Chyba że gra się zepsuje albo gdzieś przeoczymy mały problem, który nagle zamieni się w tragiczną kulę śnieżną. Finalnie Life Below jest grą co najwyżej średnią. Ma kilka fajnych pomysłów i bardzo ładną oprawę, ale po czasie bardziej będę pamiętać rutynę, którą oferowała, oraz słabe wykorzystanie potencjału fabularnego. To nie jest zły city builder, tylko taki, który miał potencjał na znacznie ciekawszą podróż po głębinach.

Life Below możesz kupić w Sklepie z Grami

Podsumowanie

Life Below potrafi oczarować piękną rafą i spokojnym klimatem, ale zbyt szybko zaczyna tonąć w powtarzalności.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- Bardzo ładna grafika i świetne animacje
- Spora wartość dydaktyczna
- Losowe wydarzenia nadają tempo dla gry
- Luźne i przyjemne flow
- Po przyzwyczajeniu się do problemów, gra potrafi wciągnąć
Cons
- Nieangażująca historia
- Brak polskiej wersji językowej
- Ciągła potrzeba powtarzania tego samego procesu rozwoju
- Dziwne i nieprzewidywalne efekty kuli śnieżnej
Poprzednio Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu - recenzja - warto obejrzeć w kinie?
Następny Amazon Luna usuwa dostęp do kupionych gier. Gracze mają czas tylko do 10 czerwca