DarkSwitch w inny sposób podchodzi do tematyki gier strategicznych, w których najważniejszym elementem jest przetrwanie. Tym razem zamiast maksymalnie rozbudowanych mechanik dostajemy mocniej zaakcentowaną fabułę, więc w DarkSwitch gra się trochę inaczej niż na przykład w gry z serii Frostpunk. Pytanie tylko, czy takie podejście nie sprawia, że między kolejnymi klastrami fabularnymi robi się po prostu nudno? Zapraszam do recenzji!
DarkSwitch opowiada historię świata stojącego na skraju zagłady, gdzie tajemnicza mgła porywa ludzi i rodzi stwory wyglądające jak wyjęte z koszmarów. Nikt nie wie, czym naprawdę jest to zjawisko, a jedynym sposobem na przetrwanie ludzkości, a właściwie elfów, okazuje się budowanie miast wysoko na drzewach oraz podróżowanie przy pomocy wszelkiej maści latających sterowców. Wcielamy się tutaj w naukowca i dowódcę ekspedycji badającej tajemniczy kryształ osadzony w olbrzymim drzewie, który osłabia działanie mgły, a czasem nawet całkowicie ją odpycha. Czeka nas budowa osady wokół pnia, poszukiwanie ocalałych oraz walka z potwornościami i innymi zagrożeniami generowanymi przez mgłę. Naszym zadaniem będzie przede wszystkim prowadzenie badań, ale też wchodzenie w relacje z organizacjami rządzącymi ojczyzną elfów. Najważniejsze z nich to brutalna organizacja religijna oraz skorumpowany rząd stolicy. Będziemy więc musieli lawirować między wymaganiami obu tych ośrodków siły, by osiągnąć własne cele.

Historia jest naprawdę bardzo ciekawa, bo wszystko to, co opisałem wyżej, stanowi w zasadzie jedynie wstęp z prologu. Właściwa opowieść zaczyna się dopiero jakiś czas później, gdy poznajemy głównych bohaterów, ale nie chcę tutaj zbyt wiele zdradzać. Wystarczy wiedzieć, że fabuła ma wiele wątków, a podczas jej przebiegu podejmujemy rozmaite decyzje, które otwierają przed nami nowe zadania, możliwości, ale też zagrożenia. Powiem szczerze, że mocno wciągnąłem się w tę historię. Jest niecodzienna, oryginalna i na tyle interesująca, że autentycznie zachęcała mnie do dalszej gry. Nie obyło się jednak bez problemów. Przede wszystkim w prologu dialogi i napisy, na szczęście po polsku, bywały czasami pomieszane i inne kwestie mówione pojawiały się przy innych napisach. W kolejnych rozdziałach ten problem zniknął, więc dotyczył wyłącznie początku. Do tego w trakcie rozgrywki gra nie sygnalizuje odpowiednio kolejnych wyskakujących okienek czy filmików. Nieraz pojawiają się one w środku wykonywania innych czynności, przez co można przypadkiem wybrać jakąś opcję dialogową, bo okno nagle wskakuje bez ostrzeżenia, a podczas planowania bez pytania uruchamia się przerywnik. Bardzo wybija to z rytmu, zwłaszcza że gra ma dobry system powiadomień w prawym dolnym rogu i aż prosi się o to, by właśnie tam wrzucać informację o ważnym wydarzeniu, które gracz uruchomi wtedy, gdy będzie gotowy.

Pomimo że prowadzenie historii bardzo przypomina to z Frostpunk 2, sama rozgrywka została tutaj wyraźnie uproszczona. Naszym zadaniem jest budowanie różnych obiektów wokół drzewa i na jego pniu, dbanie o mieszkańców oraz wydobywanie surowców. Największymi zagrożeniami są strach i nadchodząca mgła, która działa mocniej nocą, a czasami także atakujące nas potwory. Problem polega na tym, że większość zasobów zdobywamy wyłącznie na ziemi. To tam stawiamy tartaki, kopalnie metalu czy ekstraktory cennego gazu. Musimy dbać o każdy z tych punktów, zapewnić im oświetlenie chroniące przed mgłą i zabezpieczenie przed bestiami. W ten sposób wokół drzewa zaczynają wyrastać małe osady, bo istotny jest również czas podróży robotników, więc nieraz lepiej postawić domy mieszkalne blisko miejsc wydobycia. System budowania jest świetny. Już na etapie stawiania budynków widzimy, gdzie w przyszłości pojawią się dobudówki, a na samym drzewie możemy w zasadzie robić, co chcemy, bez większych ograniczeń. Do tego budynki da się przestawiać, co kosztuje jedynie czas pracy robotników, dzięki czemu z czasem możemy przenosić nawet całe małe osady wydobywcze, gdy surowce się wyczerpią.

DarkSwitch ma uproszczone mechaniki względem konkurencji, chwilami nawet zbyt mocno. Z jednej strony dostajemy mniejszą liczbę surowców do zdobycia i przetworzenia, wiele procesów dzieje się automatycznie, a my możemy skupić się na historii i optymalizacji położenia budynków tak, by zapewniały jak największą wydajność i jednocześnie pozostawały bezpieczne. To działa, ale czasem aż chciałoby się, by gra oferowała trochę więcej opcji. Dobrym przykładem są zwiadowcy, którym trzeba wydawać racje żywnościowe przygotowywane w kuchniach. Problem w tym, że racje są na bieżąco konsumowane, a przez większą część gry będziemy mieć za mało specjalistów do pracy w kuchni, by zbudować sensowny zapas. W efekcie trzeba szybko klikać w menu zwiadowców, by wysłać ich na misję, bo bez tego czasami nie da się popchnąć fabuły do przodu. To jednak raczej jednostkowe sytuacje i mimo wszystko cieszę się, że gra nie wymaga ode mnie agresywnej, ręcznej optymalizacji każdego procesu. Dzięki temu mogłem bardziej skupić się na przetrwaniu i chłonięciu wyjątkowego klimatu, który ta gra naprawdę potrafi zaoferować.

Pod względem technicznym DarkSwitch jest niestety dalekie od ideału. Z jednej strony grafika potrafi zrobić bardzo dobre wrażenie. Modele budynków oraz automatycznie tworzone konstrukcje, takie jak windy i drogi na powierzchni, sprawiają, że świat gry wydaje się niesamowicie żywy. Z drugiej strony twórcy za mocno polegali na sztucznej inteligencji. Grafiki bohaterów wyglądają jak typowe ilustracje wygenerowane przez AI, z charakterystycznym cieniowaniem, jakiego pełno dziś w internecie, przez co gra traci część swojego indywidualnego uroku. Do tego dochodzą problemy z dźwiękiem. Poza wspomnianymi wcześniej błędami trudno mi szczególnie pochwalić sam soundtrack. Przez większość czasu ścieżka dźwiękowa jest po prostu w porządku, ale czasami w spokojniejszych etapach uruchamia się muzyka, która w kółko powtarza te same agresywne nuty budujące poczucie zagrożenia, trochę jak przy nadejściu zimy w Frostpunku. Tyle że tutaj potrafimy słyszeć taki motyw przez pół godziny, kiedy w grze realnie nie dzieje się nic niepokojącego. No i są jeszcze błędy techniczne. Oprócz drobniejszych problemów pojawiają się też poważne, a nawet groteskowe sytuacje, jak choćby automatyczne uśmiercenie bossa chwilę po aktywacji zadania związanego z koniecznością jego pokonania. Tylko że ja jeszcze nawet nie zdążyłem nic zrobić.

DarkSwitch to zaskakująco wciągająca gra strategiczna, i to nawet po uwzględnieniu wszystkich problemów, o których wspominałem. Tytuł traci u mnie głównie przez błędy techniczne oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji do stworzenia grafik bohaterów, które wyglądają po prostu źle, zwłaszcza na tle bardzo ładnej oprawy samej gry. Drzewo, budynki i animacje między nimi prezentują się naprawdę dobrze. Historia w DarkSwitch to z kolei solidny horror fantasy, który spokojnie udźwignąłby nawet formę ciekawej książki. Sama fabuła jest tutaj nośnikiem na tyle mocnym, że już dla niej warto sięgnąć po tę grę. A to mówię jako ktoś, kto zwykle nie przepada za elfami w fantastyce i nigdy nie wybiera ich w grach fabularnych jako swoich bohaterów. Tutaj jednak z każdą kolejną godziną byłem coraz bardziej ciekawy, co wydarzy się dalej, jakie problemy czekają na postacie i co knują przeciwko nam frakcje, które tylko teoretycznie wydają się przyjazne.
Darkswitch jest dostępne w Sklepie z Grami.
Podsumowanie
Pros
- Niezły pomysł na survival strategiczny
- Budowanie na drzewie jest świetne
- Uproszczone mechaniki, ale dalej sama gra jest wciągająca i mamy co robić
- Ładne animacje ruchu i świetne modele budynków
Cons
- Liczne problemy z dźwiękiem - brak sygnalizacji akcji, pomieszane dialogi do mówionych kwestii, niedopasowana ścieżka dźwiękowa do sytuacji itp
- Dużo błędów
Wybrane na podstawie mocnych wspólnych kategorii; kolejne edycje tej samej gry są pomijane.
PC • Steam
PC • Steam
PC • Steam
PC • Steam


