Outlive 25 to odświeżona wersja klasycznej gry strategicznej, z którą wielu graczy podobno ma bardzo ciepłe wspomnienia. Ja osobiście nigdy wcześniej w ten tytuł nie grałem, mimo że klasyczne RTS-y znam w wielu przypadkach niemal na pamięć i do dziś chętnie do nich wracam. Sprawdzamy więc, czym ponad 20 lat temu zagrywali się gracze, zwłaszcza ci mieszkający w krajach portugalskojęzycznych. Zapraszam do recenzji Outlive 25 opartej na wersji na Steam!
Outlive 25 posiada zabawną fabułę, będącą wariacją na temat popularnych serii takich jak StarCraft i Command & Conquer. Z ich połączonych mocy otrzymaliśmy historię, w której dwie organizacje – jedna oficjalna, druga terrorystyczna – próbują przygotować swoje siły do kolonizacji i eksploatacji nowej planety, bo życie na Ziemi nie należy już do łatwych. W praktyce historia rozwija się jednak w bardzo ciekawy sposób, bo oto powstają dwa odmienne stronnictwa prowadzące ludzkość w zupełnie innych kierunkach. Z jednej strony mamy naukowców zajmujących się tworzeniem mutantów, a z drugiej również naukowców, ale tym razem budujących nowoczesne maszyny.

Pojawią się tutaj różni bohaterowie, w tym swojsko brzmiący generał Kamiński, a pierwsze, co rzuca się w oczy, a właściwie w uszy, to bardzo słabo nagrane dialogi. Można to zrzucić na znak czasów, ale jakoś pierwszego StarCrafta czy nawet niszowego Armies of Exigo dalej słucha się całkiem dobrze. Tutaj tonacja i angielszczyzna aktorów są po prostu ciężkie do zniesienia. Do tego dochodzą powtarzające się, głośne kwestie niezwiązane bezpośrednio z jednostkami, jak chociażby komunikaty po wciśnięciu pauzy, które potrafią wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwego stratega. Kampania przebiega za to w bardzo ciekawy sposób, bo kolejne misje będą wpływały na siebie czasami poprzez sam scenariusz, a czasami nawet przez nasze decyzje. Z czasem w zadaniach zaczną pojawiać się mutanty, które mogą zarówno całkowicie ignorować nasze bazy, jak i nagle je zaatakować. Bywa to frustrujące, bo potwory pojawiają się dosłownie znikąd i nieraz uderzą w nasze rzekomo bezpieczne zaplecze.

Z drugiej strony same frakcje zaczną zmieniać się w trakcie kampanii. W naszym arsenale mogą pojawić się mutanty możliwe do rekrutowania, a wrodzy terroryści zaczną używać skradzionych, potężnych maszyn. Dzięki temu historia staje się naprawdę interesująca i jeżeli weźmiemy pod uwagę, że została napisana ponad 20 lat temu, to można tu zauważyć błysk geniuszu. Szkoda jedynie, że twórcy nie zdecydowali się wydać gry w polskiej wersji językowej, bo ramek z dialogami jest tutaj całkiem sporo. Pomimo słabego pierwszego wrażenia fabuła z czasem naprawdę zaczęła mnie wciągać, zwłaszcza przez to, w jaki sposób wpływa na wygląd i warunki kolejnych misji.
Rozgrywka w Outlive 25 to typowy RTS z paroma fajnymi bajerami. Nie grałem jednak w oryginał, więc nie wiem, co jest tutaj nową opcją, a co zostało przeniesione ze starej wersji. Przede wszystkim Outlive 25 jest grą piekielnie trudną. Grając na normalnym poziomie trudności, sztuczna inteligencja jest niewiarygodnie sprytna i agresywna, a do tego oszukuje, chociaż bardzo lubi udawać, że tego nie robi. Błyskawicznie odbudowuje bazy, atakuje nas z różnych kierunków i robi desanty jednostkami na naszym zapleczu. AI oszukuje, bo nieraz w niektórych misjach widziałem, że mamy podobne źródła utrzymania, na przykład dwie kopalnie, ale mimo posiadania przeze mnie dwóch budynków rekrutacyjnych wróg tworzył nowe jednostki szybciej i w większych ilościach, niż ja byłbym w stanie przy moich zasobach. Da się to ograć, zwłaszcza że sztuczna inteligencja nie jest idealna. Lubi się zaciąć, a warunki jej działania nie są absolutne.

Przykładowo w jednej z misji działaliśmy wspólnie z sojusznikiem. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy zaczął on kumulować swoją armię przed atakiem dosłownie przy wejściu do bazy wroga. Co ciekawe, wrogowie i sojusznicy nie strzelali do siebie przez kilka minut. Komitywa czy błąd? Takich sytuacji jest tutaj na tyle dużo, że w późniejszych misjach miałem problem z rozróżnieniem, kiedy zaczyna się bug, a kiedy tak właśnie powinna działać gra. Triggery aktywujące działania sztucznej inteligencji są tak różne i pomieszane, że po pewnym czasie możemy zacząć nimi manipulować, zwłaszcza kiedy powtarzamy misję kilka razy. A uwierzcie mi, jeżeli wróg nigdzie się nie zatnie, to chwila nieuwagi wystarczy, by przegrać. Poziom trudności jest przez to bardzo nierówny i widać to zwłaszcza na przykładzie misji, w których nie budujemy baz. Tam mamy z góry ustaloną liczbę jednostek wroga i naszych, a następnie musimy sobie z tym poradzić. W praktyce nie różni się to znacząco od tego, co znamy ze StarCrafta albo Warcrafta.

Kiedy jednak wróg otrzyma budowniczego i możliwość stawiania baz, zaczyna się piekło. Wieżyczki jedna przy drugiej, całe kompleksy budowane w parę minut i armie mobilizowane chwilę po zniszczeniu poprzednich sił. Outlive 25 to niestety jedna z tych gier, w których sztuczna inteligencja sprawia wrażenie, jakby miała nieograniczone zasoby. Jeżeli nie zniszczysz bazy wroga za pierwszym podejściem, to zanim zbudujesz nową armię, przeciwnik nie tylko się odbuduje, ale jeszcze będzie miał całkowicie świeże i gotowe do szturmu oddziały. Totalna paranoja, ale jest to też pewien urok tej gry. Warto dodać, że Outlive 25 posiada sporo mechanik, które mają niejako wyrównać szanse. Mamy dostęp do bardzo fajnego interfejsu tworzenia jednostek bez potrzeby klikania budynków produkcyjnych, co znacząco optymalizuje cały proces produkcji. Do tego gra posiada aktywną pauzę, podczas której możemy wydawać polecenia.
Możemy także manipulować procentem przychodów przeznaczonym na badania i konserwację jednostek. Jeżeli zmniejszymy te suwaki, otrzymamy więcej pieniędzy, ale badania będą realizowane wolniej, a jednostki zaczną zadawać mniej obrażeń i przestaną samodzielnie regenerować punkty życia. Z czasem uczymy się wykorzystywać te mechaniki na swoją korzyść i wtedy gra zaczyna nabierać rumieńców.

Outlive 25 to niezłe odświeżenie gry, której nigdy wcześniej nie znałem, ale która całkiem dobrze sprawdza się jako współczesny tytuł dla starego fana strategii. Produkcja ma sporo problemów, zwłaszcza związanych ze sztuczną inteligencją, i w zasadzie nie wiem, czy twórcy mają zamiar jeszcze coś z tym zrobić. Jeżeli jesteś fanem starych RTS-ów albo dobrze odnajdujesz się w takich tytułach jak Age of Empires czy właśnie StarCraft, to istnieje duża szansa, że Outlive 25 przypadnie ci do gustu.
Początek może być ciężki, a nawet odpychający, ale z każdą kolejną godziną gra wydaje się coraz przyjemniejsza. Starsze produkcje mają jednak w sobie coś urzekającego, zwłaszcza że Outlive 25 posiada kilka naprawdę niezłych pomysłów na wyróżnienie się z tłumu innych strategii. Rozumiem, dlaczego wielu graczy ma duży sentyment do tej produkcji. Gdybym sam miał przyjemność zagrać w nią ponad 20 lat temu, prawdopodobnie mogłaby wtedy trafić do grona moich ulubionych RTS-ów. No i gra kosztuje śmieszne pieniądze, w momencie tworzenia tej recenzji gra kosztuje w Sklepie z Grami około 35 zł, a premiera była parę tygodni wcześniej.
Podsumowanie
Pros
- Sporo sympatycznych mechanik
- Dwie zróżnicowane frakcje
- Kosztuje grosze
Cons
- Bardzo nierówny poziom trudności
- Okropnie nagrane dialogi
- Brak polskiej wersji językowej
Wybrane na podstawie mocnych wspólnych kategorii; kolejne edycje tej samej gry są pomijane.


