Unfinished Business to pierwszy i, mam nadzieję, nie ostatni samodzielny dodatek do ciepło przyjętej gry RoboCop: Rogue City, która może nie zachwycała swoją grafiką czy też animacjami, ale na pewno potrafiła wciągnąć na wiele godzin w brutalnym Detroit. Czy RoboCop: Unfinished Business powtórzy sukces poprzedniej gry? Zapraszam do recenzji!
RoboCop Unfinished Business zaczyna się bardzo ciekawie, bo nasz ulubiony blaszak wraca po ciężkiej robocie na posterunek. Ten został zaatakowany przez nieznanych sprawców, a wszyscy policjanci na nocnej służbie zostali brutalnie zamordowani. Naszym pierwszym celem będzie śledztwo w sprawie tego co się stało oraz namierzenie sprawców. Poszlaki pokierują nas do Omnitower, który jest tak zwanym megablockiem – samowystarczalnym, olbrzymim budynkiem, bardziej przypominającym małe miasteczko, a nie zwykły blok mieszkalny. Na kolejnych piętrach tego obiektu przejętego przez bandytów będziemy poznawać sytuację mieszkańców oraz to, w jaki sposób żyją w tym brutalnym świecie. Bardziej niż w oryginalnej grze, tutaj będziemy mogli spojrzeć od kuchni na świat Robocopa, zobaczyć jak żyją ludzie oraz jak zbudowana jest struktura społeczna.

Historia jest ciekawa, chociaż mocno naciągana i przewidywalna. Robocop będzie miał dobrze napisane teksty, chociaż sporo z nich nie zostało przetłumaczonych na polski i pojawiają się też inne błędy, jak złe ustawienie kamery lub bohaterów podczas rozmów. Sporadycznie byłem świadkiem sytuacji, kiedy to jeden z bohaterów mówił do nas spod podłogi lub też kamera była ustawiona na wnętrze jego głowy. Co ciekawe, problem powtarzał się po wczytaniu gry, a pierwsza taka sytuacja pojawiła się tuż za prologiem, przy dialogu wprowadzającym nas do gry. Czy nikt z twórców i testerów nie odważył się zagrać w grę od początku i nie zobaczył, że już pierwszy filmik został źle zaprezentowany. To wielka szkoda, bo stracili okazję na naprawdę wspaniałą zabawę.

Rozgrywka w RoboCop Unfinished Business niczym nie odbiega od tej znanej z Robocop: Rogue City. Kierujemy głównym bohaterem za pomocą kamery pierwszoosobowej, a Robocop bardziej przypomina czołg, niż człowieka. Nie ukrywa się za osłonami, ale używa spowolnienia czasu i własnej tarczy by bronić się przed wrogami. Do tego posiadamy skaner otoczenia, który w klasycznej animacji pokazuje nam pobliskich wrogów, a jak trzeba to heros potrafi szarżować na krótki dystans, zostawiając za sobą mielone z bandytów lub też użyć strzału błyskowego by ogłuszyć pobliskich wrogów. Pierwsza połowa gry to w zasadzie powtórka z oryginalnej rozgrywki. Nie otrzymaliśmy nowych umiejętności, a na tym etapie jedyną nowością jest możliwość używania kończącego ataku przy wrogach, którzy mają nieszczęście stać przy telewizorze lub dystrybutorze zimnych napojów. Powiem szczerze, że były nawet momenty, gdzie się nudziłem, bo w zasadzie rozgrywka była identyczna do tej, z podstawowej gry.
Ale tak było tylko przez parę pierwszych godzin, potem twórcy zaprezentowali nam kilka ciekawostek. Pierwszą z nich są misje, w których nie kierujemy Robocopem. W jednej będziemy sterować Murphym, zanim został śmiertelnie ranny, a w drugiej kobietą, która ucieka od napastników w zaułkach Detroit. To całkowicie inna gra i nawet jeżeli te epizody są krótkie, to były naprawdę odświeżające w stosunku do podstawowej gry. To, czego mi też brakowało przy samej grze Robocopem, to brak całkowicie nowych umiejętności. Od początku gry będziemy dysponować świeżym tym samym drzewkiem co w oryginale, więc jeżeli pamiętacie Rogue City, to będziecie prawdopodobnie rozwijać bohatera dokładnie tak samo jak w podstawce. Twórcy równie dobrze mogli zrezygnować z całego tego rozwijania umiejętności, bo znowu robimy to samo i to z jakiegoś powodu od zera. A najlepiej, gdyby po prostu dodali do każdego z drzewek nowy zestaw paru specjalnych umiejętności. Wtedy rozwijanie bohatera miałoby więcej sensu.

Najlepszą ciekawostką w RoboCop Unfinished Business jest działo lodowe. No powiem Wam, że dawno nie miałem takiej frajdy z używania broni w grze. Po krótkim ładowaniu, działko wystrzeliwuje promień, który wybucha i zamraża wszystko w pobliżu. W połączeniu z systemem rozwałki, z którego słynął do tej pory Robocop, mamy do czynienia z naprawdę fantastycznym widowiskiem i niesamowicie satysfakcjonującą zabawką. Co tam działko obrotowe czy też inny granatnik, nie potrzebuję już innych broni, niż uwielbiany przeze mnie kultowy Auto-9 oraz wspomniane działko lodowe. To, jaką przyjemność daje ta zabawka jest po prostu trudne do opisania, a broń staje się szczególnie widowiskowa w walce w ciasnych pomieszczeniach oraz korytarzach. Po paru strzałach wszystko zostaje zdewastowane i zamrożone, a wrogowie rozpadają się na kawałki. Nawet szczegóły robią wrażenie – czy to przymrożone kończyny wrogów czy też całe ich sylwetki utrwalone na wieczność w agonalnych ostatnich chwilach.

Nie wszystko jest jednak takie piękne, bo w RoboCop Unfinished Business powraca wyjątkowo kiepski aim assist. Celowanie potrafi przykleić się do miejsc, gdzie wrogów już nie ma, a czasami nawet nie pozwoli nam skutecznie oderwać się od przeciwnika, by precyzyjnie wycelować w na przykład pobliską wybuchową beczkę. Gracze zrobią najlepiej, jeżeli po prostu wyłączą wspomaganie celowania, bo grając na wyższych poziomach trudności możecie liczyć na wielkie problemy z tym systemem, który bardziej przeszkadza, niż pomaga. RoboCop Unfinished Business cierpi na więcej błędów i niedopracowanych mechanik. Oprócz wspomnianych już źle wczytanych filmików czy też nieprzetłumaczonych kwestii dialogowych, dochodzą standardowe dla gatunku niedociągnięcia, takie jak wpadające w tekstury przedmioty czy też wylatujące w powietrze pod nienaturalnymi kątami ciała, które ledwo zostały postrzelone. Wszyscy to widzieliśmy dziesiątki razy i zobaczycie to też nie raz w RoboCop Unfinished Business.

Ale czy to oznacza, że RoboCop Unfinished Business jest złą grą? W żadnym wypadku, o ile rozkręca się bardzo powoli, to im dłużej gramy, tym jest lepiej, a całe szczęście, że gra nie posiada żadnych błędów nie pozwalających na jej ukończenie. Drobne niedogodności o których wspomniałem są, no cóż, niedogodnościami i w zasadzie niczym więcej. Jeżeli jesteście fanami pierwszej części, to RoboCop Unfinished Business jest dokładnie tym, czego szukacie. Niezmieniona formuła, która na początku zdaje się nawet zbyt powtarzalna, jest dalej tak samo absorbująca, a błyskotliwe, nieraz dwuznaczne i pełne gagów teksty Robocopa sprawią, że znowu poczujecie się, jakbyście grali w grę stworzoną po prostu dla przyjemności, a nie zgodnie z jakąś rozpiską z excela, jak to lubią robić duże studia.
RoboCop Unfinished Business to niezły tytuł, który traci jedynie na niedopracowaniach, a jeżeli chodzi o mechanikę, to wszystko jest tutaj jak należy. Myślę przy tym o Elden Ring: Nightreign i wydaje mi się, że sprytni twórcy powinni bardziej wykorzystywać już swoje gorące hity, by dostarczać nam nowe historie w swoich dobrze zaprojektowanych grach. Patrzę na Ciebie Larian oraz Baldur’s Gate 3.
Zobacz też:
RoboCop: Rogue City – Unfinished Business w Sklepie z Grami
Poradnik osiągnięć do RoboCop: Rogue City – Unfinished Business
Podsumowanie
Pros
- Oryginalny pomysł z misjami, w których nie gramy robocopem
- Solidne i satysfakcjonujące strzelanie przy atrakcyjnym modelu zniszczeń
- Megablok to świetne i oryginalne miejsce akcji
- Fantastyczna zabawa działem lodowym
Cons
- Kiepski aim assist
- Mało nowości w stosunku do podstawki



