Scathe – Recenzja – Doom na zaliczenie


Scathe to gra, która bardzo mocno będzie inspirowała się serią Doom. Podobna fabuła, główny bohater, narracja walki z piekłem i nawet design broni czy też poziomów sprawiał, że już to wszystko gdzieś widziałem.

Oczywiście po prawie 100 godzinach spędzonych w obu nowych częściach Dooma, gdzie to ukończyłem gry na najwyższym poziomie trudności zostałem przesiąknięty tym klimatem, Mickiem Gordon oraz Doom Slayerem. Dlatego też ciężko było pozbyć się porównań, które pojawiały się co chwilę na każdym etapie gry. Czy jednak Scathe odnajdzie swoją własną drogę i skupi się jedynie na inspirowaniu kultową serią, by finalnie stworzyć coś nowego, czy też tradycyjnie, jak to nie raz mamy do czynienia na przykład z grami typu souls like, przyjdzie nam się męczyć z irytującą biedną kopią oryginału?

Scathe przerywnik
Nasz szef to taka kulka z bardzo epickim głosem

Fabuła skupia się wokół postaci o imieniu Scathe, która to jest tworem Pana Boga i zostaje wysłany do piekła by pokonać złą połówkę światłości i zaprowadzić dobro w galaktyce. Pan Bóg będzie nam towarzyszyć w trakcie naszych eskapad po kolejnych obszernych poziomów komentując nasze poczynania, śmiejąc się z nas kiedy zginiemy czy też dzieląc się fragmentami teoretycznej fabuły gry, której bez narratora tutaj nie ma. Był on jednym z mocniejszych elementów gry, dodawał nutkę życia oraz odciągał monotonię związaną z masowym mordowaniem demonów. Mówię o nim w czasie przeszłym, bo ostatnia aktualizacja sprawiła, ze narrator nie odzywa się wcale i nie wiem czy twórcy po prostu go usunęli, bo Pan Bóg nie chorował na język i lubił nas obrażać, czy też jego usunięcie jest efektem błędu gry, których jest tutaj rzeczywiście bardzo dużo. Tak czy inaczej Narrator jest jednym z pierwszych plusów gry i jedynym naszym łącznikiem z historią świata oraz fabuły. Bez niego ta gra właściwie nie ma historii, no może z wyjątkiem encyklopedii która zapycha się notatkami o wrogach z którymi walczymy. Jednak nie po to gram w grę inspirowaną serią Doom by czytać encyklopedię.


Scathe biomy
Różne światy do zwiedzenia, wyglądają bardzo ładnie

Sama rozgrywka niczym się w zasadzie nie różni od tego co znamy z Dooma. Wszystkiego jednak jest tutaj mniej lub wszystko zrobione zostało gorzej. Przede wszystkim liczba wrogów jest mocno ograniczona i większość z nich to reskiny innych przeciwników. Ich algorytmy zachowania są wybitnie ubogie i nie mają doskoku nawet do żałosnych diablików z Dooma. Najczęściej biegną na nas strzelając pociskami jak w jakiejś grze bullet hell i czasami robią uniki, ale raczej rzadko. Broni jest także mniej, jednak otrzymaliśmy w pakiecie zaklęcia. Oprócz nieograniczonego w użyciu karabinu maszynowego, mamy także takie zabawki jak kusza czy też elektryczny karabin. Do tego zaklęcia, które pozwolą nam zamrozić wrogów czy też uleczyć się, a zaklęcia odnawiamy za pomocą dusz zdobywanych z pokonanych wrogów. Trzeba jednak przyznać, że dynamika Scathe jest zadowalająca i o ile główny bohater nie jest tak mobilny jak Doom Slayer, nie skacze tyle, nie walczy na różnych kondygnacjach poziomów i nie potrafi nawet walnąć z pięści w pysk demona, to jednak przyjemnie się biegało i strzelało do wrogów. Nawet jeżeli broni jest mało, to samo strzelanko i dynamika jest naprawdę okej i przyjemnie mi się skacze i morduje hordy wrogów.

Scathe bossowie
W sumie jak zobaczyłem pierwszego bossa to od razu poprawił mi się humor.

Niestety jednak, pomimo sam rdzeń rozgrywki jest okej, to cała otoczka wokół niego jest wkurzająca. Weźmy tutaj backtracking, który będzie od nas wymagał regularnego wracania się przez wcześniej oczyszczone poziomy, które po powrocie ponownie zapełnią się wszystkimi wrogami. Nawrotek w grze jest sporo i to jest główny poziom, dla którego porzuciłem tytuł i miałem go szczerze dość po kilkunastu godzinach zabawy. Kolejny element to bossowie i ich żałosny design. Pojawi się parę ciekawych wrogów, ale w głównej mierze są one nieskończonymi gąbkami na pociski z marnym movesetem oraz projektem, gdzie będziemy biegać wokół nich i strzelać w głowę przez 15 – 20 minut. Pojawi się nawet duet takich wrogów. Innym wkurzającym elementem jest spawnowanie wrogów i takie sytuacje, kiedy pajączki kamikadze pojawiają się dosłownie pod naszymi nogami. Do tego mamy 10 serduszek, które zużywamy po utraceniu punktów życia, które po skończeniu sprawiają, że jedynie musimy przechodzić poziom od nowa. Nawet punktacja nam się nie resetuje, bo ta zaczyna się od nowa za każdym razem, kiedy zaczniemy nowy poziom gry. Po co i dlaczego dodano tutaj serduszka, jaka jest kara po utracie ich wszystkich? Naprawdę nie wiem.

Scathe lawa
Jest też skakanie przez lawę, ale bohater lekko się ślizga przy poruszaniu więc łatwo się zabić. Lawa zabija natychmiast, nie zabiera nam punktów życia tylko po prostu spala na śmierć

Wizualia w Scathe są okej. Z wyjątkiem wrogów, bo ci wyglądają albo byle jak albo po prostu niechlujnie i jedynie co mogę przy nich pochwalić, to to w jaki sposób są rozrywani na kawałki podczas walki. Poziomy natomiast to inna bajka. Trafimy do różnych biomów i każdy z nich będzie cechował się innym bardzo ładnym wystrojem. Oprócz tego to co już wspomniałem, czyli bardzo ładnie zaprojektowane bronie, które wyglądają naprawdę super. Scathe ma też wysokie wymagania techniczne, ale muszę przyznać że te wymagania mają swoje odzwierciedlenie w grze. Główny motyw muzyczny jest nawet miły dla ucha i buduje klimat, problemem z nim jest jednak to, że przewija się przez 80% czasu gry, a po zagubieniu narratora musimy słuchać tylko tej muzyki oraz krzyków rozrywanych demonów. Nie wiem jak Wy, ale ja po kilkunastu godzinach słuchania tego samego pomrukiwania wikingów miałem szczerze dosyć tej ścieżki dźwiękowej.

Scathe mógł być bardzo dobrą grą, ale jest to kolejny przykład, kiedy twórcy nie grają we własną grę. Takie rzeczy jak wkurzający backtracking czy walka przez kilkadziesiąt minut z bossem gdzie biegasz w kółko były do uniknięcia, gdyby ktoś zadał sobie trud przetestowania tego w praniu, po tym jak gra była gotowa. Takich małych elementów jest tutaj sporo i pomimo naprawdę fajnego strzelanka i bieganka, te wszystkie irytujące elementy nałożone na siebie sprawiają, żę Scathe po kilkunastu godzinach staje się strasznie wkurzającą grą i to nie z uwagi na poziom trudności, bo gra ani razu nie sprawiła mi żadnego większego wyzwania, ale właśnie przez drobnostki, których miałem szczerze dość. A to wielka szkoda, bo naprawdę czuć potencjał Scathe.

I na koniec – Doom Slayer którego mamy w domu

 

Podsumowanie

Scathe ma solidne podstawy, ale spora liczba błędów oraz złych rozwiązań sprawia, że gra szybko staje się bardzo irytująca.
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- Świetna dynamika gry
- Przyjemna dla oka grafika, design broni oraz poziomów
- Każda broń, jak i zaklęcie którego używamy ma swoje przeznaczenie oraz czuć jej miejsce w grze
- Bardzo dobry narrator, który przestał z nami gadać po ostatniej aktualizacji
Cons
- Niewielka liczba wrogów
- Sporo bugów, a twórcy przy aktualizacji psują kolejne elementy
- Przez większość czasu krąży ten sam motyw muzyczny
- Irytujący backtracking
- Słaby desing bossów, w sumie są to gąbki na pociski
Poprzednio Wrota Noity - The Dragoness: Command of the Flame #03
Następny Zbrojne Pozdrowienia z Rosji - Destroy all Humans 2: Reprobed Remaster #08