Call of the Elder Gods – Recenzja – Drugi rozdział Call of the Sea


Call of the Elder Gods to jedna z tych kontynuacji, które od samego początku nie próbują udawać, że są czymś całkowicie osobnym. Mamy nowych bohaterów, nowe lokacje i trochę inne tempo rozgrywki, ale fundament tej opowieści nadal stoi na wydarzeniach z Call of the Sea. Jeżeli znacie poprzednią część, szybko poczujecie, że twórcy chcieli domknąć i rozwinąć kilka wątków. Jeżeli jednak nie graliście w oryginał, Call of the Elder Gods może miejscami sprawiać wrażenie gry, która zakłada, że odrobiliście już pracę domową.

Historia opowiada tym razem o Harrym Everharcie, profesorze dręczonym przez tajemnicze powidoki, niepokojące wizje oraz ślady czarnego śluzu pojawiające się gdzieś na krawędzi wzroku. Równolegle poznajemy Evangeline, studentkę, która miewa sny związane z antycznym miastem, przedwiecznymi istotami oraz czarną mazią. Ta z czasem okazuje się czymś więcej niż tylko kolejnym lovecraftowskim rekwizytem. Szybko wychodzi na jaw, że substancja była źródłem energii dla obcej rasy, a cała sprawa ma dużo głębsze korzenie. Jeżeli graliście w Call of the Sea, to od razu skojarzycie podobne ślady z Norah, bohaterką pierwszej części i żoną Harrego. To właśnie tutaj widać, jak mocno obie gry są ze sobą połączone. Call of the Elder Gods regularnie wraca do wcześniejszych wydarzeń, rozwija ich konsekwencje i rzuca nowe światło na to, co spotkało bohaterów poprzedniej odsłony.

Call of the Elder Gods - dobra kontynuacja czy tylko dodatek do Call of the Sea? Recenzja

Dlatego nie polecałbym zaczynać przygody z tą serią od Call of the Elder Gods. Teoretycznie można, bo gra tłumaczy najważniejsze elementy fabuły i nie zostawia gracza całkowicie samego, ale sporo emocji oraz sensu tej historii wynika z wiedzy o tym, co wydarzyło się wcześniej. Bez znajomości oryginału część dialogów, wspomnień i fabularnych odniesień po prostu nie wybrzmi tak, jak powinna. Sama opowieść jest niezła i ma w sobie przyjemny, przygodowy klimat odkrywania czegoś większego od człowieka. Narratorka, czyli Norah, dobrze prowadzi nas przez kolejne wydarzenia i słucha się jej z przyjemnością. Jej głos dodaje całości trochę melancholii, trochę ciepła i trochę tej klasycznej tajemnicy znanej ze starych historii o zapomnianych cywilizacjach oraz zakazanej wiedzy.

Tajna baza nazistów gdzieś w wysokich górach też się znajdzie.

Problem polega na tym, że Call of the Elder Gods tylko udaje, że ociera się o horror. Gra bardzo wyraźnie inspiruje się Lovecraftem, przedwiecznymi istotami i kosmiczną grozą, ale w praktyce prawie wcale nie straszy. Przedwieczny bóg pojawiający się w grze nie jest przerażającą, niezrozumiałą siłą niszczącą ludzką psychikę samym swoim istnieniem. To raczej ktoś, komu trzeba pomóc. Obcy nie są tutaj koszmarem z głębin czasu, tylko rasą, która została w bardzo nieprzyjemny sposób wykorzystana przez nazistów. Nie twierdzę, że to zły kierunek, ale jest on co najmniej dziwny, szczególnie gdy gra tak mocno flirtuje z estetyką przedwiecznych, kosmicznego szaleństwa i zakazanej wiedzy. Call of the Elder Gods wygląda czasem tak, jakby chciało wejść w rejony mroku, ale w ostatniej chwili robiło krok w tył i mówiło: spokojnie, to nadal przede wszystkim przygodówka. Dla części graczy będzie to plus, bo dostajemy lekką historię bez taniego straszenia. Dla innych może to być rozczarowanie. Gra posiada także dwa zakończenia, ale w moim przypadku oba prowadziły do właściwie tej samej konkluzji. To trochę rozczarowujące, zwłaszcza że Call of the Sea również miało dwa zakończenia, ale tam różnice były wyraźniejsze i mocniej wpływały na odbiór finału. Tutaj wybór wydaje się bardziej iluzoryczny. Być może znaczenie ma decyzja podjęta na początku, kiedy gra pozwala nam wskazać, jak zakończyła się poprzednia odsłona, ale sama końcówka i tak nie zrobiła na mnie wrażenia czegoś mocno rozgałęzionego.

Nasz przyjaciel Cthulhu dzwoni czy moglibyśmy mu pomóc. Bardzo sympatyczny klimacik, ale nie pasuje do tego co stworzył Lovecraft.

Największą zaletą Call of the Elder Gods są zdecydowanie zagadki. To nadal przygodówka z perspektywy pierwszej osoby, podzielona na sześć rozdziałów, w których eksplorujemy kolejne miejsca, czytamy notatki, szukamy tropów i próbujemy połączyć fakty w logiczną całość. Różnica względem Call of the Sea jest bardzo wyraźna, bo tym razem twórcy zauważalnie podnieśli poziom trudności. I bardzo dobrze, bo poprzednia część bywała momentami zbyt prosta. Call of the Elder Gods potrafi zatrzymać gracza na dłużej i zmusić go do faktycznego myślenia. Gra częściej wymaga dokładnego czytania, analizowania symboli, notowania informacji i łączenia pozornie niepowiązanych szczegółów. To właśnie wtedy działa najlepiej. Jednym z ciekawszych przykładów jest wykorzystanie Enigmy do rozszyfrowywania notatek. To bardzo fajny pomysł, bo nie sprowadza się wyłącznie do kliknięcia odpowiedniego przedmiotu w ekwipunku. Podobnie wypada fragment w biurze tajnej organizacji pseudonaukowej, gdzie zaglądamy do pokoi kolejnych kultystów, analizujemy zostawione przez nich ślady i próbujemy ustalić, kto jest kim. Dopiero prawidłowe połączenie faktów pozwala ruszyć dalej.

Z czasem robi się jeszcze ciekawiej, bo trafimy między innymi na inną planetę, będziemy rozszyfrowywać tajemnicze oznaczenia, mierzyć się z astrologicznymi szyframi, a nawet manipulować światłem, by otworzyć wrota do antycznej świątyni. Widać tutaj większy rozmach niż w pierwszej części i chociaż gra nadal jest krótka, to przynajmniej w obrębie tych kilku rozdziałów stara się regularnie zmieniać scenerię oraz typ wyzwań. Bardzo dobrze działa też klimat. Call of the Elder Gods ma ładną, subtelną ścieżkę dźwiękową, która buduje atmosferę starych filmów przygodowych. Momentami można poczuć ducha Indiany Jonesa albo Mumii, tylko przepuszczonego przez filtr kosmicznej tajemnicy i lovecraftowskich inspiracji. Nie jest to soundtrack, który zostaje w głowie na długo po napisach końcowych, ale podczas gry sprawdza się bardzo dobrze.

Rozszyfrowanie obcego systemu numerycznego jest wymagane do niektórych zagadek.

Podoba mi się także to, że dwójka bohaterów daje twórcom większe pole do zabawy. Harry i Evangeline mają inne perspektywy, inne doświadczenia i inne powiązania z główną tajemnicą. Dzięki temu gra może prowadzić fabułę z dwóch stron i budować zagadki w sposób, który nie opiera się wyłącznie na jednym bohaterze zamkniętym w kolejnych lokacjach. Niestety Call of the Elder Gods ma też kilka irytujących drobiazgów. Najbardziej przeszkadzały mi komentarze bohaterów pojawiające się podczas czytania notatek. W teorii to dobry pomysł, bo każda znaleziona informacja zostaje dodatkowo skomentowana przez Harrego albo narratorkę. W praktyce komentarz często odpala się sekundę lub dwie po otwarciu dokumentu, czyli dokładnie wtedy, gdy zaczynamy go czytać. Na ekranie mamy więc treść notatki, a jednocześnie wyskakują napisy z wypowiedzią bohatera. Co mam wtedy śledzić?

To niby mała rzecz, ale w grze przygodowej, w której czytanie dokumentów i analizowanie wskazówek jest jednym z fundamentów zabawy, takie rozwiązanie mocno wybija z rytmu. Wystarczyło odpalić komentarz dopiero po zamknięciu notatki albo dać graczowi możliwość ręcznego uruchomienia wypowiedzi. Tymczasem Call of the Elder Gods regularnie wchodzi graczowi w słowo i potrafi zasugerować sens notatki, zanim zdążymy ją spokojnie przeczytać. Drugim problemem jest długość gry. Call of the Elder Gods kończy się dość szybko, właściwie zanim zdąży się naprawdę rozkręcić. To podobna sytuacja jak w Call of the Sea, tylko tutaj czuć ją jeszcze mocniej, bo kontynuacja ma ciekawsze zagadki i momentami większą skalę. Gdy zaczynamy czuć, że twórcy wreszcie znaleźli idealny rytm, historia już zmierza do finału.

Przy tej grze nauczysz się obsługiwać enigmę.

Jako samodzielna produkcja Call of the Elder Gods jest więc niezłą, ale trochę niepełną przygodówką. Ma dobre zagadki, ciekawy klimat, kilka bardzo fajnych pomysłów i sensownie rozwija wydarzenia z Call of the Sea. Jednocześnie jest krótka, miejscami narracyjnie dziwna i za mocno opiera się na znajomości poprzedniej części. To nie jest kontynuacja, którą poleciłbym komuś zupełnie w ciemno. Zupełnie inaczej wygląda to wtedy, gdy potraktujemy Call of the Sea i Call of the Elder Gods jako jedną większą całość. Obie produkcje można spokojnie ukończyć w kilkanaście godzin, a razem tworzą znacznie pełniejszą i ciekawszą historię. W takiej konfiguracji kontynuacja wypada dużo lepiej, bo staje się drugim rozdziałem większej opowieści, z lepszymi zagadkami i wyraźniejszym poczuciem przygodowego śledztwa. Jeżeli więc szukacie krótkiej, klimatycznej przygodówki z wymagającymi zagadkami, Call of the Elder Gods jest warte sprawdzenia, ale najlepiej po wcześniejszym ukończeniu Call of the Sea. Dla nowych graczy będzie to raczej druga część historii, do której weszli w połowie seansu. Dla fanów oryginału to natomiast całkiem udane rozwinięcie tamtej opowieści, nawet jeśli nie wszystkie decyzje fabularne i projektowe okazały się równie trafione.

Call of the Sea w Sklepie z Grami

Call of the Elder Gods w Sklepie z Grami

Podsumowanie

Call of the Elder Gods najlepiej działa jako drugi rozdział Call of the Sea — krótki, nierówny, ale z dużo lepszymi zagadkami i świetnym klimatem przygody.
Ocena Końcowa 7.0
Pros
- Świetne, bardzo wymagające zagadki
- Historia jest opowiedziana w ciekawy sposób, dobrze uzupełnia fabułę z podstawowej wersji gry
- Dwójka bohaterów pozwala na stworzenie ciekawych zagadek
- Parę fajnych i oryginalnych pomysłów, jak wykorzystanie Enigmy do rozwiązywanie zagadek
Cons
- Bardzo krótka, kończy się, zanim się na dobre rozkręci
- Przedstawienie przedwiecznych jako obcych potrzebujących pomocy jest co najmniej dziwne
- Komentarze bohaterów podczas przeglądania pisanych notatek
Poprzednio Briar Boleyn: Na krwawych skrzydłach - recenzja - znowu wampiry!
To jest najnowszy artykuł.