Disciples: Domination to kontynuacja serii gier, która miała przeżywać swój renesans, a jednak finalnie otrzymaliśmy średni i raczej niszowy tytuł, który nie podobał się nawet fanom serii tego świata. Czy kolejna odsłona odwróci złą passę i sprawi, że seria wróci do swojej dawnej chwały? Zapraszam do recenzji opartej na wersji na Playstation 5.
Poprzednia odsłona gry, Disciples: Liberation, opowiadała historię awanturniczki o imieniu Avyanna, która zechciała uwolnić Nevendaar z uścisku bogów i oddać krainę w ręce ludzi. Plan się powiódł i nasza dzielna bohaterka została królową całej krainy rządząc z osadzonego wysoko w niedostępnych górach fortu o nazwie Yllian. Gra dzieje się jakiś czas po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Już na początku Avyanna okazała się raczej postacią nudną i sztampową, niestety w Disciples: Domination okazało się też, że jest postacią skrajnie niekompetentną. Pod jej rządami dwór upadł, królestwo jest atakowane przez tajemniczych kult, a wszyscy jej cenni doradcy i przyjaciele ją opuścili widząc stagnację, w jaką popada ich ukochane królestwo.
Historia w Disciples: Domination jest zła w fascynujący sposób, bo jest całkowicie niekonsekwentna. Gra zaczyna się od momentu, kiedy to nasza królowa wyrusza (sama, bo czemu by nie) do krasnoludzkiej siedziby atakowanej przez kultystów świętego kościoła. Ta, zszokowana, ratuje ich z opresji i wyrusza na poszukiwanie źródła problemów. Po drodze będzie zwiedzała swoje podupadające królestwo, będąc w szoku, w jakiej biedzie i nędzy żyją ludzie pod jarzmem lokalnych watażków i kultystów. Tę historię można było kontynuować na setki sposobów, można było zrobić nowego głównego bohatera, który będzie odkrywał spisek, albo też od razu skupić się na drugim akcie, gdzie zacznie pojawiać się nowe i prawdziwe zagrożenie zewnętrzne. Tak czy inaczej w obecnej formie historia jest po prostu niepoważna, a nawet jeżeli będziesz chciał ją poznać, to warto tutaj wspomnieć, że gra nie posiada polskiej wersji językowej, bo francuscy twórcy mają jakąś chyba awersję do Polaków, pomimo tego, że właśnie w Polsce znajdziemy wielu fanów oryginalnej serii Disciples (a zwłaszcza dwójki, która to miała fantastyczny polski dubbing).

Sama rozgrywka niczym się nie różni w zasadzie od tej z Disciples: Liberation. Dalej będziemy sterować bohaterką na otwartej mapie w czasie rzeczywistym, będziemy zbierać surowce i walczyć z wrogami, a kiedy napchamy nasze magazyny, to wrócimy do Yllian i zbudujemy nowe budynki (dlaczego zostały zniszczone po ich odbudowie z pierwszej części, nie wiadomo, możliwe, że niekompetencja królowej była większa, niż opowiadało to nam wprowadzenie gry). Co jakiś czas zawalczymy z wrogami, a w naszym zestawie jednostek znajdziemy wojowników pięciu frakcji. Początkowy zestaw jednostek jest bardzo duży, jednak grając na średnim poziomie trudności musicie wiedzieć, że gra w zasadzie rozgrywa się sama. Walki nie są trudne nawet z przeciwnikami silniejszymi o parę poziomów z uwagi na bohaterów, którzy dosłownie rozsmarowują przeciwników.
Teoretycznie w grze znajdziemy ciekawe synergie, bo wrzucając jednostki do tylnego szeregu wsparcia mogą dawać nam różne potężne bonusy. Na przykład, jeżeli wybierzemy jednostki aplikujące krwawienie na przeciwników, to elfi krwawy wilk na zapleczu da mocne wzmocnienie tej cechy u wszystkich naszych wojowników. Można tutaj się bawić, jednak w praktyce wcale to nie wpływa na to, że będziemy wygrywać szybciej, a jedynie w większym stylu. Walki sprawiają wrażenie długich i przez to męczących, a że jest ich dużo i na mapie kręci się wielu przeciwników, to gra szybko traci swoje tempo. Nawet walka z zwykłymi bandytami czy zbuntowanymi rycerzami może trwać do 15 minut, wyobraźcie sobie tę sytuację walcząc z impami o kopalnię w Heroes 3, czy też jakimiś szkieletami w starym Disciples 2. Teoretycznie, możemy przyspieszać animacje, ale w praktyce mało to daje. Inna sprawa, to potyczki fabularne, zwłaszcza z bossami, które mają naprawdę ciekawe mechaniki. Tutaj będzie wymagana bardziej przemyślana strategia, ale ponownie, czemu gra nie stanowi wyzwania przez całą rozgrywkę? Lepiej, żeby potyczek było mniej (najlepiej usunąć wszystkie wędrujące potwory i zostawić te w kopalniach), ale były bardziej wyreżyserowane, jak to było na przykład w Baldur’s Gate III, gdzie każda walka była wyjątkowa.

W Disciples: Domination bardzo lubiłem grę ekonomiczną – zdobywanie kopalni, rozbudowę twierdzy oraz załatwianie dekretów. Jest tutaj znacznie więcej ciekawych historii, niż w głównym, bardzo słabym, wątku fabularnym. Zamek dalej robi bardzo pozytywne wrażenie, a płynne przechodzenie z mapy świata do naszej siedziby czy też sali tronowej, jest czymś, co się tutaj przydaje. Problem z samą eksploracją jest taki, że bardzo dużo tutaj ścian i miejsc, które zostawiamy na później. Znajdujesz kopalnię, a w środku wrogowie 20 poziomów wyżej, znajdujesz ukrytą ścieżkę, a tam wróg na 30 poziomie, kiedy sam masz czwarty. Co jest? Gra posiada szereg map, czemu zostały one zaprojektowane w taki sposób, bym musiał po niej biegać i wracać do miejsc, które i tak już odwiedziłem. Pamiętajmy, że królowa ma długą kampanię za sobą z pierwszej odsłony nowej serii, więc dlaczego w dwójce zaczyna z pozycji chłopa z widłami?

Pod względem technicznym, trzeba przyznać, że Disciples: Domination ma swój mroczny urok i sam styl wizualny nawet mi się podoba. Problem jest jednak taki, że całość wydaje się bardzo generyczna, modele są nudne, bez pazura, podobnie jak sama gra. Całość wydaje się zrobiona po bezpiecznej linii oporu, przez co ten cały efekt mroku trochę się zapada i okazuje się na koniec zwykłą fasadą, ukrywaną za grafikami i animacjami tworzonymi przez AI, które może są efekciarskie, ale jakoś tak bez duszy. Do tego Disciples: Domination posiada dziesiątki błędów, z czego część z nich zepsuje Wam zabawę. Najgorszymi są brak aktywacji skryptów w wielu momentach gry. Gra potrafi zawiesić się podczas zwykłych dialogów, kiedy to nie pojawi się następna kwestia dialogowa, ale także w trakcie walki. Przykładowo nie byłem w stanie zdobyć jednej kopalni, bo był tam efekt pogodowy, który miał się aktywować co turę, ale ten się nie uruchamiał, a gra musiała być restartowana. Jako, że nawet przejście całej swojej tury trwa parę minut, to było to frustrujące i już po drugiej próbie po prostu porzuciłem ten obiekt do czasu najbliższego patcha.

Disciples: Domination to gra nijaka, sztucznie wydłużona, z kiepską fabułą i wieloma poważnymi błędami. Każdy pozytywny element gry traci swój urok przy pozostałych jej problemach i finalnym braku przemyślenia i gruntownego przeanalizowania całości. Gra nie ma swojego pazura, nie ma duszy z której słynął zwłaszcza Dipsciples 2, a całość bardziej prezentuje się jak kolejna identyczna gra mobilna nastawiona tylko po to, by jak najdłużej utrzymać przy sobie gracza. Disciples: Domination bardzo stara się, byś jej nie polubił, a jedynie komu może się ona spodobać, to fanom pierwszej odsłony, bo w zasadzie to dalej ta sama gra (tylko bardzo wydłużona przez konstrukcję świata) i jeżeli przymkniecie oko na liczne jej wady, to może znajdziecie jakąś przyjemność z rozgrywki. Ja jej niestety nie znalazłem i bardzo tego żałuję, bo liczyłem na powrót prawdziwej legendy, a nie zwykłe żerowanie na popularnej niegdyś marce i dostarczanie nieprzemyślanej produkcji.
Disciples Domination możesz kupić w Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Rozgrywka w otwartym swiecie jest wciągając (chociaż skoro tutaj ścian z aktywnościami na później)
- System stolicy i dekretów dalej jest czymś świetnym
- Gra posiada mroczną atmosferę budującą jakiś klimat
Cons
- Skandalicznie dużo błędów
- Fabuła jest bez sensu
- Brakuje jej głębi i gra staje się dosyć szybko powtarzalna
- Żmudne, długie i powtarzalne walki



