Luna Abyss – Recenzja – Klimatyczne Megastruktury


Luna Abyss zapowiadała się jak bardzo generyczna gra, którą — przynajmniej na papierze — widzieliśmy już wiele razy. Bullet hell, mroczne korytarze, okazjonalne walki z bossami i dość prosty system strzelania. Twórcy poszli jednak w inną stronę niż chociażby Doom: The Dark Ages, przez co od Luna Abyss naprawdę trudno było mi się oderwać. Wszystko dlatego, że najciekawsza okazała się tutaj nie sama walka, ale podróż. Czy warto zainteresować się grą Luna Abyss? Zapraszam do recenzji opartej na wersji na PlayStation 5!

W Luna Abyss wcielamy się w skazańca o imieniu Fawkes. Dziewczyna budzi się w bazie księżycowej z wyrokiem liczonym w tysiącach dni i brakiem pamięci, a nasza tutejsza sztuczna opiekunka, Aylin, nakazuje nam przywdziać humanoidalnego drona i wyruszyć w czeluście opuszczonej stacji w poszukiwaniu technologii. Stajemy się zwiadowcą, bez wiedzy o świecie i nawet o sobie, a naszym zadaniem będzie po prostu przetrwanie oraz powolne odkrywanie prawdy o tym miejscu. Stacja jest opuszczona, ale wcale nie pusta. Po korytarzach krążą mordercze maszyny dowodzone przez kogoś o imieniu Matka, podczas gdy my odpowiadamy przed bytem nazywanym Wszechojcem. Raz na jakiś czas spotkamy też innych zwiadowców, a nawet istoty, które przetrwały wydarzenia na księżycu i być może opowiedzą nam, co tak naprawdę się tutaj stało.

Luna Abyss zachwyca klimatem? Recenzja gry

Historia w Luna Abyss to mroczna tajemnica opowiadana szeptem tym, którzy chcą ją usłyszeć. Spotykani NPC będą chcieli z nami rozmawiać, ale niejednokrotnie bliżej im będzie do szaleństwa niż do w pełni funkcjonujących jednostek. Do tego znajdziemy notatki — część z nich leży niemal na naszej drodze, inne są całkiem sprytnie ukryte. Co ciekawe, gra bardzo lubi prowadzić narrację samym światem. Czy to przez tajemniczego giganta wiszącego w olbrzymim pomieszczeniu, czy przez dziwne oznaczenia wskazujące nam drogę do sekretów. Kto je tutaj zostawił i dlaczego? A kiedy już się tego dowiemy, pojawia się kolejne pytanie: w co gra ta potężna istota i dlaczego nam pomaga? Luna Abyss ma intrygujący świat, w którym naprawdę można zatonąć na długie godziny. Gra ma też przyzwoitą długość — nie jest na tyle krótka, by pozostawić niedosyt, ale też nie ciągnie się tak długo, by zanudzić powtarzalnością. Jak na tego typu rozgrywkę akcji to bardzo dobry wynik.

Świat jest jednocześnie realistyczny, jak i na swój sposób surrealistyczny. Generuje to bardzo sprzeczne odczucia.

Chciałbym powiedzieć, że Luna Abyss to pierwszoosobowa gra akcji z naciskiem na tak zwany bullet hell, ale nie będzie to do końca prawda. Na szczęście dla samej gry, o czym za chwilę, jest to bardziej pierwszoosobowa gra eksploracyjna, w której zwiedzamy olbrzymie megastruktury ukryte w czeluściach księżyca i odkrywamy ich sekrety. A także, raz na jakiś czas, strzelamy do wrogów. To w zasadzie zabawne, bo tak zwanych kill roomów jest tutaj stosunkowo mało i są rozmieszczone bardzo nieregularnie. Wygląda to trochę tak, jakby twórcy przede wszystkim chcieli pochwalić się stworzonym przez siebie światem, jego monumentalnością i atmosferą, a dopiero po chwili przypominali sobie, że gracz powinien czasem zrobić użytek z posiadanej broni. Tak czy inaczej, będziemy zwiedzać olbrzymie pomieszczenia pozostawione przez dawnych mieszkańców tego obiektu. Nieraz, skacząc nad przepaściami, spojrzymy w dół i zobaczymy tylko otchłań. Spojrzymy w górę — i tam również będzie otchłań. Robi to kapitalne wrażenie. Czujemy się jak mrówka albo pająk w dawno opuszczonym przez ludzi mieszkaniu.

Są też filmiki i są po prostu świetne.

Jeżeli chodzi o strzelanie, to w Luna Abyss nie jest ono złe. Jest po prostu bardzo podstawowe. Bronie mają solidnego kopa, a wrogowie zasypują nas kulkami energii niczym w klasycznym bullet hellu. Gra posiada kilka ciekawych mechanik, które mają urozmaicić rozgrywkę i faktycznie trochę pomagają. Przykładowo leczymy się poprzez dobijanie rannych przeciwników, a niektórych z nich jesteśmy w stanie skutecznie skrzywdzić dopiero po zniszczeniu ich tarczy za pomocą specjalnej broni. Przy walkach z bossami, pomiędzy kolejnymi fazami, pojawiają się zwykli wrogowie, którzy w praktyce służą nam za apteczki. Gdy odblokujemy unik i tarczę, gra w zasadzie przestaje stanowić większe wyzwanie. Z czasem mamy tak bogaty arsenał ruchów i broni, że powolnie lecące pociski przestają być realnym zagrożeniem. Walka więc nie jest zła. Jest po prostu mniej ciekawa od świata, który oglądamy dookoła.

Olbrzymie krematorium czy jednak coś innego? Przerażające i fascynujące jednocześnie.

Plusem i jednocześnie ciekawą innowacją, która być może sprawia, że walka w Luna Abyss wydaje mi się trochę zbyt prosta, jest dynamiczne automatyczne wspomaganie celowania uruchamiane jednym przyciskiem. W praktyce działa to bardzo prosto: wciskamy przycisk na padzie, a celownik kieruje się w stronę przeciwnika. Grałem chwilę bez tej opcji i wcale nie sprawiło to, że walka stała się ciekawsza. Dzięki niej możemy za to bardziej skupić się na unikach i otoczeniu, bo wrogowie są liczni i atakują agresywnie. Funkcja ta przydaje się również podczas eksploracji, ponieważ część ukrytych sekretów trzeba zestrzelić, a szybkie naprowadzenie celownika pozwala łatwiej je namierzyć. Automatyczne wspomaganie celowania jest więc przydatnym rozwiązaniem, które chętnie zobaczyłbym w paru innych grach. Może być lepszą opcją niż sztywny i nie zawsze funkcjonalny aim assist. Tutaj przypomina mi się, jak dobrze zrobił to Red Dead Redemption. Tam, celując w stronę wroga, celownik automatycznie nakierowuje się na przeciwnika, a my możemy delikatnie nim sterować, by trafić w czuły punkt. To dobry kierunek, który twórcy powinni częściej testować, bo naturalnie współgra z padem w dynamicznych grach akcji.

Pod względem graficznym Luna Abyss bardzo się wyróżnia. Oprócz monumentalizmu, którego świadkiem jesteśmy podczas eksploracji, warto podkreślić uderzającą grę kolorów. Pierwsze etapy skupiają się na odcieniach szarości i czerwieni, ale gdy otrzymujemy broń strzelającą niebieskim pociskiem, otwierającym niebieskie drzwi i niszczącym niebieskie tarcze, gra zaczyna bardzo ładnie bawić się swoją tonacją. Potem robi się jeszcze ciekawiej, bo trafimy na przykład do zapomnianego lasu w podziemiach księżyca. Prawie wszystkie kolory — liście, kora, nawet góry — skupiają się tam na różnych odcieniach czerwieni, a mimo to miejsce wydaje się bardziej żywe niż martwe i puste mega struktury, które zwiedzaliśmy wcześniej. To wszystko sprawia, że gra jest niesamowicie angażująca wizualnie i eksploruje się ją z wielką przyjemnością.

Tajemniczy las ma totalnie inną kolorystykę, ale dalej jest uderzający w swoim projekcie.

Luna Abyss to fantastyczna wycieczka krajoznawcza po wnętrzach zapomnianego kompleksu księżycowego, gdzie historia upadku opiera się na dziwnej religii wokół Wszechojca oraz jego rywalki, Matki. To opowieść, którą odkrywamy z wypiekami na twarzy i przy której wcale nie tęsknimy za kolejnymi miejscami do walki z hordami wrogów. Walka jest okej, ale jednocześnie pozostaje bardzo podstawowa. Nawet elementy innowacyjne, pokazujące, że twórcy nie bali się testować nowych rozwiązań, nie sprawiają, że pojedynki zapamiętam na dłużej. Nie ma tutaj zapadających w pamięć starć z bossami ani długich, wyczerpujących sekwencji walk. Najciekawszym elementem każdego większego pojedynku jest raczej krzyczący na nas dziwny obiekt, który wygraża nam i wzywa na pomoc kolejne tajemnicze stwory próbujące nas pokonać. Ale potem wracamy do cieszenia się widoczkami i wszystko znowu jest okej.

Podsumowanie

Luna Abyss nie wygrywa walką, ale atmosferą, monumentalnym światem i tajemnicą, która naprawdę ciągnie gracza w głąb księżycowej otchłani.
Ocena Końcowa 8.0
Pros
- Cudowny świat oparty na megastrukturach
- Intrygująca i mroczna historia
- Ciekawe notatki oraz informacje znajdowane podczas gry
- Dynamiczny system automatycznego celowania pomaga w grze
- Fantastyczna grafika ze świetną grą kolorami
Cons
- Trochę sztywne i zbyt proste strzelanie
- Walka jest zbyt prosta, zwłaszcza im później w grze
Poprzednio Czy pozwolisz AI wydawać swoje pieniądze? Google stawia na zakupy sterowane przez Gemini
Następny Twórcy Kingdom Come robią grę RPG w świecie Władcy Pierścieni