Łup / The Rip – recenzja filmu – warto obejrzeć?


Łup

Czy warto obejrzeć film Łup, który niedawno pojawił się na Netflixie? Zapraszam do recenzji!

Powiem otwarcie, w tym momencie roku tęsknię za typowymi filmami Jasona Stathama. Brakuje mi tej prostej rozrywki, brutalnej akcji, odrobiny humoru, stereotypowych bohaterów i historii, która prawie zawsze toczy się tak samo. Łup trafił więc na Netflixa w idealnym dla mnie momencie: w środku zimy, kiedy mam już lekko dość „ważnych” i „wymagających” filmów. To produkcja, która nie zamierza udawać wielkiej sztuki. Ona ma zrobić jedno: wciągnąć mnie w dwie godziny brudnej, głośnej i wulgarnej zabawy – i to się generalnie udało.

Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo Łup wygląda i brzmi jak film sprzed dwóch dekad. Nie w sensie retro czy stylowo, tylko w tym trochę bezczelniejszym znaczeniu: jakby ktoś wyciągnął z szuflady scenariusz, który w 2002 roku mógłby wejść do kin. Jednocześnie to film, który powstał w rzeczywistości streamingowej, czyli w świecie, gdzie takie średniobudżetowe, oryginalne kino akcji coraz częściej nie ma prawa bytu na dużym ekranie. A szkoda.

Łup jest thrillerem akcji o skorumpowanych gliniarzach. Punktem wyjścia jest śmierć ważnej policjantki w Miami, a wraz z nią natychmiast pojawia się gorące pytanie: czy to robota kartelu, czy może ktoś „z wewnątrz” postanowił uciszyć niewygodną osobę. Film od początku stawia widza w czujności, bo każdy w tej jednostce ma coś do ukrycia albo przynajmniej wygląda, jakby miał. To jest opowieść o jednostce, która z zewnątrz ma być zgrana, elitarna i profesjonalna, ale z bliska okazuje się pełna wad.

Sama intryga z pieniędzmi jest zaskakująco dobra. Bohaterowie trafiają do niby zwykłego domu, ale uroczy pies (jeden z bohaterów) alarmuje policjantów o ukrytej tam gotówce. I w tym momencie film zadaje bardzo proste pytanie: co byś zrobił, gdybyś miał przed sobą 20 milionów i nikt jeszcze o tym nie wie? Z drugiej strony nie ma też za wiele czasu na rozmyślania, bo jeżeli takie pieniądze leżą gdzieś ukryte, to znaczy, że ktoś ich pilnuje, ktoś ich potrzebuje i ktoś przyjdzie po swoje. To jest świetny generator napięcia, bo bohaterowie nie mają komfortu spokojnego rozważania dylematów. Oni muszą reagować. A każdy ruch może ich pogrążyć.

Łup

Duet Damon i Affleck to główne i najważniejsze postacie filmu. Matt Damon gra policjanta, który dźwiga ciężar świeżej żałoby i wyraźnie jest już na etapie, gdzie idea służby brzmi bardziej jak slogan z plakatu. Na jego twarzy rysuje się zmęczenie, a w zachowaniu jest coś, co sprawiało, że cały czas zastanawiałam się, czy on przypadkiem nie jest o krok od przekroczenia granicy. Podejrzanego miałam prawie od początku, ale obawiałam się, że mój typ będzie zbyt oczywisty (nie był). Okazuje się jednak, że Damon potrafi być jednocześnie sympatyczny i podejrzany. To nie jest czarny charakter z kreskówki, tylko facet, który zbyt długo udawał, że daje radę.

Ben Affleck jest z kolei bardziej wybuchowy, „twardszy”, bardziej ostentacyjny. Typ, który jak jest zestresowany, to nie milknie, tylko podkręca głośność. W innym filmie taki bohater byłby męczący, ale tutaj ma to sens, bo jego agresja wygląda jak mechanizm obronny. Generalnie widać było, że bohaterowie funkcjonują w środowisku, które nie daje miejsca na słabość, więc słabość musi wyjść bokiem. Łup pokazał to bardzo realistycznie i wyszło nawet szczerze.

Najbardziej podobało mi się to, że Łup przez długi czas nie wybierał łatwej drogi, nie wskazywał od razu kto jest czysty, a kto skorumpowany. Oczywiście, film gra widzem: ten bohater jest zbyt nerwowy, ta zbyt cicha, ten za dużo gada, tamten za często znika z kadru. Każdy jest podejrzany, ale czujny widz będzie mógł wytypować brudnego glinę – uwierzcie lub nie, da się to zrobić po jednym wypowiedzianym zdaniu.

Mimo tego miałam autentyczną przyjemność z wchodzenia w ten układ podejrzeń, bo co chwilę coś się przesuwało. Raz byłam przekonana, że to Damon, za chwilę, że to Affleck, potem zaczęłam podejrzewać osoby, które wydawały się tylko tłem. I to jest duża zaleta filmu, bo potrafił utrzymać mnie w stanie niepewności na tyle długo, żeby seans minął szybko.

Łup

Jeśli chodzi o akcję, to z jednej strony jest dynamicznie, głośno i intensywnie. Z drugiej, wiele scen kręconych jest w sposób, który odbiera im klarowność. Drżąca kamera ma budować realizm, ale w praktyce czasem powoduje tylko chaos. Były momenty, gdy naprawdę musiałam się skupić, żeby zrozumieć, kto właśnie biegnie, kto upada, a kto strzela. I rozumiem, że to miało tak wyglądać, ale ja tego nie kupuję.

Łup broni się czymś ważniejszym niż widowiskowa choreografia: rytmem i atmosferą. To jest film, który potrafi narzucić tempo, przez które nie czuję długości seansu. Nawet kiedy historia zaczęła się komplikować, a zwrot gonił kolejny, wciąż miałam ochotę na więcej. Owszem, finał trochę się przeciągnął. Były fragmenty, które spokojnie dałoby się skrócić, ale jednocześnie doceniam, że w tej końcówce pojawia się coś na kształt emocjonalnej nuty, taki cień refleksji, że ta cała przemoc i korupcja nie są tylko atrakcyjną rozrywką, ale czymś, co zżera ludzi od środka.

Łup

W teorii Łup jest kolejną historią o brudnych gliniarzach, kartelu, wielkich pieniądzach i jednym „dobrym”, który musi się odnaleźć w moralnym bagnie. Te elementy widziałam już dziesiątki razy, a jednak tutaj złożyły się w coś, co oglądałam z przyjemnością. Może to zasługa duetu Damon i Affleck, a może zwyczajnie potrzebowałam filmu, który nie zmieni mojego życia, ale przez dwie godziny skutecznie odetnie mnie od rzeczywistości.

Okazuje się, że Łup to jeden z tych streamingowych filmów akcji, które naprawdę mogłyby spokojnie funkcjonować jako kino w tradycyjnym sensie. To produkcja momentami toporna, ale napędzana przez profesjonalizm ekipy i samą obsadą. Jest w niej coś satysfakcjonująco prostego: napięcie, podejrzenia, presja czasu, zdrady, pieniądze, a na końcu konsekwencje. Muszę przyznać: oglądałam Łup z przyjemnością… i to w zupełności wystarczy.

 

Zobacz też: Siedem Zegarów Agathy Christie – recenzja serialu

Poprzednio Mio: Memories in Orbit - Recenzja - Fajna, ale co z tego?
Następny Najlepsze anime - zobacz je już dziś! Topy od wbijam.pl