Where Winds Meet – Recenzja – MMO w stylu Wuxia za darmo?


Where Winds Meet był dla mnie zagadką podczas długiej, trwającej dziesiątki godzin przygody. Z jednej strony gra oferuje bardzo rozbudowaną kampanię fabularną (a w zasadzie dwie), olbrzymią liczbę zadań i aktywności, a z drugiej – jest całkowicie dostępna za darmo. Czy mamy do czynienia z ukrytym skokiem na kasę użytkowników, którzy będą musieli zapłacić, by cieszyć się z pełni gry? Zapraszam do recenzji Where Winds Meet opartej na wersji na Playstation 5!

Where Winds Meet opowiada historię pewnej sieroty nieznanego pochodzenia, w którą się wcielamy. Podczas bardzo malowniczego intra pełnego pojedynków i walk na miecze, a w zasadzie będącym wprowadzeniem w podstawowe zasady gry, przejdziemy do zasadniczej zabawy i stworzenia bohatera. Ciężko tutaj powiedzieć, o czym w zasadzie jest historia Where Winds Meet, ponieważ gra posiada bardzo dużo wątków, jak na taki gatunek i nie jest skupiona na tylko jednym z nich. Naszym początkowym zadaniem będzie pomoc dziewczynce o imieniu Ruby, która jest naszą przyjaciółką, ale historia pozwoli nam poznać liczne spiski, zdrady, a także ciekawe postacie będące mistrzami różnych sztuk walki. Wszystko to będzie łączyło się w jedną kampanię fabularną, która została podzielona na dwa obszerne rozdziały. Gdybyśmy skupiali się tylko na samej kampanii, to ta zajęłaby nam około 30 godzin.

Where Winds Meet – Recenzja | Ogromne MMO Wuxia ZA DARMO?! PS5

Nie bądź elf, dej suba!

Kampania w Where Winds Meet to tylko początek, bo oprócz tego znajdziemy też sporo zadań pobocznych, których wątki będą także niesamowicie ciekawe. Przyjdzie nam zwiedzać antyczne pola bitew, zwiedzimy wioskę groźnych duchów, a także zbadamy co się kryje w podziemiach antycznej biblioteki – i nie znajdziemy tam na dole rzadkiej książki, a coś zupełnie niespodziewanego. Do tego gra posiada dziesiątki mniejszych zadań o nazwie encounters oraz wandering tales, których realizacja pozwoli nam poznać mniejsze historie zwykłych mieszkańców świata gry, które często są tak samo wciągające jak odkrywanie antycznych tajemnic. Jedyną wadą samego wątku fabularnego jest to, że gra nie otrzymała polskiej wersji językowej. I jeżeli w wielu przypadkach gier MMO to nie przeszkadza, to historia w Where Winds Meet jest po prostu ciekawsza, niż w wielu fabularnych grach RPG przeznaczonych do single player i odkrywanie jej dawało mi niesamowitą przyjemność.

Modele postaci są bardzo ładne i szczegółowe. Stroje są zrobione z niesamowitą dbałością o szczegóły, ale ma to sens, bo są one głównym źródłem pieniędzy twórców. Nie martw się, bardzo dużo ładnych kostiumów dostaniesz też w trakcie gry.

Where Winds Meet to trzecioosobowa gra akcji osadzona w olbrzymim otwartym świecie inspirowanym chińskimi legendami o mistrzach sztuk walki. Trzeba tutaj od razu zaznaczyć, że Where Winds Meet nie jest typową grą MMO. Posiada własny tryb solo, w którym możemy grać i nawet swobodnie się przełączać z trybem multiplayer, praktycznie w czasie rzeczywistym otwierając jedynie główne menu i wybierając odpowiednią opcję. Recenzja ta powstała jednak w głównej mierze w oparciu o grę solo, jednak pograliśmy chwilę w trybie multiplayer i muszę powiedzieć, że liczba aktywności, jakie tam są dostępne jest niesamowita. Gra posiada dziesiątki minigier i różnych form interakcji, które wpływają na nasze statystyki. Możemy leczyć, łowić ryby czy nawet biegać w porannym joggingu. Jest tego naprawdę dużo i w zasadzie nie przypominam sobie innej gry MMORPG, która posiada aż tak wiele poziomów interakcji między graczami.

Takie widoki w grze Free to Play? To zbrodnia na rynku gier za 300 zł.

Ale jeżeli podobnie jak my, wolisz grać samemu, to tryb solo w Where Winds Meet też Ciebie zadowoli. Otrzymamy po prostu grę w stylu Assassin’s Creed Shadows, która jest po pierwsze za darmo, a po drugie jest praktycznie pod każdym względem trochę lepsza. W otwartym świecie czekają nas liczne zadania i tajemnice, będziemy mogli zbierać różne rzeczy, ale jednocześnie gra nas do tego nie zmusza. Where Winds Meet posiada jednak zaawansowany system naczyń połączonych między poszczególnymi mechanikami, więc warto eksplorować grę. Przykładowo, za odnajdywanie tak zwanych oddities, możemy odblokować dodatkowe umiejętności i statystyki u odpowiedniego kupca, a pokonywanie fortów przeciwnika jest potrzebne, by zwiększyć statystykę potrzebną do noszenia lepszego sprzętu. Lepsze umiejętności znajdziemy podczas walk z bossami oraz robienia dodatkowych kampanii, a nawet głupie zadania dla kotów wpływają na współczynnik pomagający nam w grze. Jednym słowem, gra bardzo nas nagradza za eksplorację, więc warto to robić. A do tego z czasem nauczymy się biegać niczym Naruto czy nawet latać. Osobiście prawie nigdy nie używałem wierzchowca w grze – nasza postać porusza się bardzo dynamicznie, a punktów szybkiej podróży jest dużo.

Niestety Where Winds Meet posiada bardzo słabe wprowadzenie nowego gracza. Po prologu jesteśmy atakowani dziesiątkami okienek próbującymi nam wyjaśnić kolejne mechaniki, a jak wspomniałem, jest ich tutaj bardzo dużo. To sprawia, że Where Winds Meet jest niesamowicie rozbudowane, ale jednocześnie przez pierwsze godziny czujemy się bardzo zagubieni. Ciężko jest znaleźć potrzebne nam menu, a do tego praktycznie zawsze podświetlone są te opcje związane z płatnymi funkcjami. Jest tego też bardzo dużo, więc gra bardzo spodoba się wszelkiej maści wielorybom mającym za dużo pieniędzy, ale nie martwcie się – nie ma tutaj w grze single player czystego pay to win, jedynie w pvp możesz sobie pomóc za pieniądze na różne sposoby, a ten tryb nas nie interesował. Osobiście jedyną prawdziwą barierą, na którą natrafiłem to zebranie pełnej ilości jadeitów za eksplorację, które zdobywa się by ulepszać nagrody z sezon passa. Po zebraniu pełnego limitu po prostu zrobiłem sobie przerwę do końca tygodnia, bo wtedy ten limit się resetuje. A jest on naprawdę spory, więc nie martwcie się, że wypełnicie go przez parę godzin gry, a nawet po jego wypełnieniu można grać dalej, tylko trzeba liczyć na brak nagród dodatkowych z przepustki sezonowej.

Walki z bossami są nie tylko świetnie zaprojektowane, ale nawet same areny są niesamowicie wyjątkowe

Do tego nawet rozpoczęcie gry jest bardzo trudne, bo gra posiada politykę unikalnych imion. Musimy wybrać unikalne imię naszego bohatera, bo inaczej nie zaczniemy zabawy – i zabronione są nazwy dwuczłonowe czy też cyfry. Gdy większość gier sieciowych na świecie znalazło rozwiązanie tego problemu (numery ID, nazwy rodowe, nawet połączenie z kontem steam), to Where Winds Meet postanowiło bardzo utrudnić start nowym graczom, bo gra jest bardzo popularna i pula imion jest ograniczona.

Jeżeli chodzi o samą walkę w Where Winds Meet, to jest ona bardzo soulsowa. Silny i zwykły atak, unik, blokowanie i parowanie. Dziwnym rozwiązaniem jest tutaj rozdzielenie parowania i blokowania na dwa oddzielne przyciski, ale da się do tego przyzwyczaić. Parowanie jest kluczowe, bo zmniejsza pasek wytrzymałości wrogów, a że bossowie mają tysiące punktów życia, to podobnie jak w Sekiro: Shadows Die Twice, lepiej skupić się czasami na wytrzymałości i parowaniu, niż zwykłym atakowaniu. Walki są niesamowicie malownicze i widowiskowe. Efekty przy parowaniu czy też atakach specjalnych sprawiają, że ekran rozświetla się niesamowitymi zestawami kolorów, a my mamy wielką satysfakcję z każdej udanej potyczki. Problemem jest natomiast sama struktura sieciowa gry. Czasami drobny, niewidoczny lag sprawi, że parowanie będzie nieudane i to nawet dosyć dużego okna parowania. Na szczęście w menu możemy włączyć opcję wspierania parowania, która pozwoli nam spowolnić czas podczas najsilniejszych ataków bossów. Normalnie nigdy nie korzystam z tych opcji, ale w Where Winds Meet jest to prawdziwe zbawienie.

Minigry są wszędzie, tutaj mamy minigrę w leczenie NPC. Możemy też leczyć innych graczy.

Where Winds Meet to niesamowicie duża, rozbudowana i wciągająca gra, która zaskakuje swoim ogromem i dostępnością darmowej treści. Gra w zasadzie bardzo zawstydza wiele popularnych nowych tytułów, od których jest niejednokrotnie większa i posiada ciekawsze historie do opowiedzenia. Nawet mimika i grafika bohaterów jest niesamowicie cudowna. Pomimo tego, że tworzymy postać w rozbudowanym kreatorze postaci, to i tak w licznych filmikach, których naprawdę są tutaj dziesiątki, zobaczymy bardzo szczegółowe animacje twarzy bohaterów, gdzie nawet nasz awatar będzie pokazywać na twarzy liczne emocje takie jak smutek, zamyślenie czy też zdenerwowanie. W zasadzie, jeżeli masz konsolę Playstation 5, to nie ma powodu, żebyś nie zagrał w tą grę. Jest olbrzymia, piękna i bardzo ciekawa, no chyba, że nie znasz dobrze języka angielskiego, to wtedy odradzam, bo dla mnie osobiście najciekawszym elementem gry były legendy, które ta opowiadała.

 

Podsumowanie

Olbrzymia i niesamowicie rozbudowana, a do tego za darmo. Where Winds Meet to idealny tytuł, by spędzić z nim setki godzin na konsoli Playstation 5.
Ocena Końcowa 8.5
Pros
- Bardzo ciekawa kampania fabularna oraz wątki poboczne
- Świetne walki z bossami (chociaż struktura sieciowa nie pomaga)
- Dziesiątki, jeżeli nie setki aktywności pobocznych
- Bardzo ładny otwarty świat pełen sekretów
- Rozdzielony tryb singleplayer i muliplayer
- Za darmo to uczciwa cena
Cons
- Brak Polskiej wersji językowej
- Słaby onboarding
- Problematyczna polityka imion
Poprzednio Microsoft wycofuje się z ofensywy AI w Windows 11. Copilot i Recall pod lupą
To jest najnowszy artykuł.