Blades of Fire, mroczna gra akcji osadzona w świecie fantasy od studia MercurySteam, znanego z sukcesu Metroid Dread, miała być jednym z większych hitów tego roku. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalna – tytuł zadebiutował w maju wyłącznie na konsolach i w Epic Games Store na PC, jednak nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Wyniki sprzedażowe okazały się na tyle rozczarowujące, że przyczyniły się do straty w wysokości 10 milionów euro dla grupy wydawniczej Digital Bros, właściciela 505 Games.
Choć Blades of Fire zebrało wiele pozytywnych recenzji – sami opisaliśmy grę jako wyjątkową i oryginalną, zwłaszcza z uwagi na system rozwoju oparty na tworzeniu nowych broni – to nie wystarczyło, aby przyciągnąć wystarczającą liczbę graczy. Rynek, jak się okazuje, stał się niezwykle trudny, a Digital Bros winą za niepowodzenie gry obarcza przede wszystkim „nadmiar nowych premier” oraz „coraz bardziej selektywnych konsumentów”. W komunikacie firmy można przeczytać, że te czynniki sprawiają, że skuteczne wprowadzenie nowego tytułu na rynek staje się zadaniem wyjątkowo trudnym. Blades of Fire miało być dla MercurySteam ważnym krokiem po współpracy z Nintendo przy dobrze przyjętym Metroid Dread. Nowy tytuł miał ugruntować pozycję studia jako twórcy silnych, niezależnych marek. Tymczasem rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te ambicje. Mimo początkowego entuzjazmu wśród recenzentów i fanów, gra nie przebiła się do szerszego grona odbiorców. Brak obecności na platformie Steam, która ma największy zasięg na rynku PC, mógł mieć tu kluczowe znaczenie.

Digital Bros w swoim raporcie finansowym poinformowało, że przewidywany wcześniej spadek przychodów w roku fiskalnym kończącym się 30 czerwca 2025 roku będzie jeszcze większy, niż się spodziewano. Spółka prognozuje obecnie stratę wynoszącą co najmniej 10 milionów euro, a głównym powodem ma być właśnie słaba sprzedaż Blades of Fire oraz dodatkowe koszty wynikające z niepewnej sytuacji na rynku. Rynek gier wideo zmaga się dziś z dynamicznymi zmianami i ostrą konkurencją. Digital Bros podkreśla, że „wideo gry nadal funkcjonują w warunkach wymagającej konkurencji, którą napędza nadmiar nowych premier oraz coraz bardziej wybredni konsumenci”. Taka sytuacja utrudnia nie tylko wprowadzenie nowych gier na rynek, ale także skuteczne prognozowanie sprzedaży. Bez silnej marki i lojalnej społeczności graczy nawet jakościowy produkt może się dziś nie przebić.
Zjawisko to nie jest odosobnione. Również inne studia i wydawcy odnotowały podobne problemy w ostatnich latach. Don’t Nod, twórcy Lost Records: Bloom & Rage, także obwinili „wyjątkowo konkurencyjny i selektywny rynek” za słabe wyniki świetnie ocenianych Jusant i Banishers. Ubisoft z kolei wskazuje na przemianę rynku w stronę „megamarek i gier długowiecznych”. Mimo starań, francuski gigant musiał przyznać, że Star Wars Outlaws miało „słabszy niż oczekiwano debiut”. Nawet silne, rozpoznawalne marki nie gwarantują dziś sukcesu. Najlepszym przykładem jest fiasko Suicide Squad: Kill the Justice League, które mimo wykorzystania postaci z uniwersum DC i zaplecza Warner Bros, okazało się finansową katastrofą, prowadzącą do straty rzędu 200 milionów dolarów. Rynek zdaje się nagradzać tylko te tytuły, które albo oferują wieloletnią usługę, albo są częścią gigantycznych, ugruntowanych marek.

W tym kontekście porażka Blades of Fire wpisuje się w szerszy trend rynkowy, w którym nawet solidnie przygotowane gry nie są w stanie skutecznie konkurować bez odpowiedniego zaplecza marketingowego, dostępności na wszystkich kluczowych platformach i silnej marki. Ekskluzywność dla Epic Games Store mogła dodatkowo ograniczyć potencjał gry, szczególnie biorąc pod uwagę przywiązanie wielu graczy PC do Steama. Blades of Fire, mimo swoich zalet i pozytywnych recenzji, nie przebiło się do mainstreamu. Dla MercurySteam i 505 Games to cenny, choć bolesny sygnał, że dzisiejszy rynek gier wymaga nie tylko jakości, ale i perfekcyjnie dopracowanej strategii wydawniczej. A dla całej branży – przypomnienie, że sukces to nie tylko dobra gra, ale też czas, miejsce i sposób jej premiery.



