Moonfall – Recenzja ze spoilerami – Raj dla foliarzy … i nie tylko


Moonfall to film, który weźmie na warsztat parę teorii spiskowych, które okażą się prawdziwe, by finalnie to właśnie foliarze mogli uratować świat. Mówiąc w dużym skrócie tak właśnie było, ale też nie do końca, gdyż film Moonfall miejscami nie jest taki zły. Z drugiej jednak strony, w innych momentach jest jeszcze gorszy niż argumentacje Doktora Inżyniera Zięby o jego lewoskrętnej witaminie C.

Po takim wstępie możecie się spodziewać, czego oczekiwać po filmie Moonfall, katastroficznym obrazie przedstawiającej historię ziemi oraz jego księżyca, który przez przypadek, albo i umyślnie, gubi swoją orbitę i leci w stronę ziemi ze wszystkimi możliwymi atrakcjami po drodze. To jednak nie wszystko, bo twórcy wykazali się niesamowitym kunsztem wpychania wszystkiego bez większego sensu i przemyślenia, co spowodowało, że Moonfall jest filmem niesamowicie specyficznym i nierównym niczym argumentacje płaskoziemców. Recenzja może zawierać spoilery fabularne. A właściwie na pewno będzie je zawierać.

Akcja filmu dzieje się we współczesności, kiedy to podczas rutynowych napraw satelity dochodzi do wypadku, w którym ginie astronauta, a sam prom musi praktycznie bez przyrządów i elektroniki wylądować na ziemi. Szybko się okazuje, że za wypadek odpowiada tajemnicza obca istota, która od tego momentu rozpoczyna kopanie olbrzymiej dziury do wnętrza księżyca, który oczywiście według naczelnej teorii spiskowej filmu, jest pusty w środku. Musicie wiedzieć, że Moonfall to film, który totalnie nic sobie nie robi z praw fizyki oraz tego co jest możliwe, a co nie. Trochę będzie próbować przedstawiać pewne zagadnienia, zwłaszcza kiedy księżyc zacznie się zbliżać i dojdzie do powodzi, trzęsień ziemi, czy też olbrzymich problemów z grawitacją. Jednak musicie wiedzieć, że ten film to czysta fikcja fantastyczna z domieszką filmu familijnego oraz katastroficznego. I tu jest największy problem z filmem Moonfall.


Od lewej – foliarz, zadłużony były astronauta uważany za świra i szefowa NASA.

W historię bardzo szybko wkradają się rodzinne dramaty, tak bardzo niepotrzebne i irytujące, że cierpi na tym cały film. Dramatów jest tutaj parę, każdy z głównych bohaterów jest po rozwodzie i ma inne problemy z dziećmi czy też nieopłaconymi rachunkami. Te dramaty w większości są bez większego sensu i nieistotne z punktu widzenia całej fabuły. Równie dobrze można było je ograniczyć do paru scen, by było wiadomo czemu hologram dobrych obcych wyświetla tą gębę, a nie inną. Powiedziałem dobrych obcych? Musicie więc wiedzieć, że pod sam koniec filmu, między jedną sceną z powierzchni, a drugą ze środka księżyca dowiemy się, że pusty księżyc zbudowali ludzie by mogli odrodzić się na innej planecie z dala od zbuntowanej SI, która wybiła całą rasę prekursorów. Serio, zaczyna się kolejny olbrzymi wątek fabularny, na którym powinien opierać się film od początku, odsłaniając kolejne karty tej epickiej historii, kiedy widzimy piękne miasta antycznych ludzi oraz olbrzymie Halo rodem z serii gier o tym samym tytule.

Czasami jest naprawdę bardzo ładnie. Tylko czemu ten film jest taki durny …

Moonfall to dramat zarówno z punktu scenariusza, jak i reżyserii. Dochodzi tutaj do dziesiątek beznadziejnych sytuacji – okazuje się, że stacja nie ma szans obronić się przed obcymi, jednak pod czas innej sceny pościgu stacja w księżycu rozpoczyna ostrzał goniącą bohaterów wrogą istotę. To tylko jeden z wielu przykładów bezsensowności, a musicie wiedzieć, że tyle scen kiedy to cudem bohaterowie ocaleją, to dawno nie widziałem w tak krótkim czasie. Petardą i absolutem był spadek kapsuły z głównymi bohaterami z księżyca prosto na ziemię, kiedy już udało się ocalić wszechświat poświęcając największego foliarza, który od tego momentu stanie się nadzieją i architektem przyszłej ludzkości. Musicie to sami zobaczyć.

Film Moonfall nie jest jednak zły pod względem efektów specjalnych. Niektóre zdjęcia oraz ujęcia także są najwyższej klasy (np. scena otwierająca film jest cudowna). Właściwie można by powiedzieć, że film jest nośnikiem dla efektów specjalnych, które naprawdę są w stanie wgnieść w fotel. Zwłaszcza duże brawa dla grafików zajmujących się efektami cząsteczkowymi podczas scen, kiedy to księżyc oraz ziemia zbliżały się do siebie i zaczynały nachodzić na siebie pola grawitacyjne, jednocześnie podnosząc i po chwili opuszczając samochody czy też inne budynki. Oraz niesamowite ilości kamieni, piachu oraz pyłu. Jest na co popatrzeć oglądając Moonfall, szkoda że to tak bardzo bez sensu.

Trochę katastrofy w kosmosie, trochę na ziemi, trochę w rodzinnym domu

Film można było zrobić znacznie lepiej przykładając się bardziej do scenariusza oraz historii. Ludzie chętnie by przymknęli oko na łamanie praw fizyki czy jedną i drugą głupotę, co zresztą pokazuje przykład takich filmów jak Pacific Rim albo inne Transformery. Te filmy przecież także są głupimi pod względem historii nośnikami efektów specjalnych, ale przy tym jesteśmy w stanie wybaczyć jedną czy też dwie durnoty. Moonfall jednak przebija zdrowy rozsądek dosłownie co chwilę, a to sprawiało, że Kasia co chwilę zaczynała się śmiać z co bardziej głupich scen. Podobało mi się jej podsumowanie, kiedy to powiedziała, że twórcy próbowali wrzucić do tego worka każdą możliwą katastrofę oraz możliwość wypadku. Gdyby skupili się jedynie na obcych, księżycu oraz wielkiej bazie, byłoby super. Zrobienie z tego wielowątkowej historii, gdzie prawie każda z nich jest bez większego sensu dla końcowego podsumowania filmu sprawiło, że całość pod względem fabularnym jest po prostu bardzo zła, jakby twórcy nie mogli się zdecydować czym film ma tak naprawdę być.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Poprzednio Bonfire: Leśne Stworzenia i Pradawne Drzewa - czy warto nabyć dodatek ?
Następny Boonlake - recenzja - jak znaleźć idealne miejsce do życia?