MOUSE: P.I. For Hire to jedna z tych gier, które przyciągają uwagę od pierwszych minut. Czarno-biała stylistyka, świat zamieszkany przez gryzonie i klimat żywcem wyjęty ze starych kreskówek sprawiają, że trudno pomylić tę produkcję z czymkolwiek innym. Czy jednak sam sentyment i nietypowa oprawa wystarczą, by MOUSE: P.I. For Hire okazało się naprawdę bardzo dobrą grą? Zapraszam do recenzji opartej na wersji na PlayStation 5!
W MOUSE: P.I. For Hire wcielamy się w prywatnego detektywa o imieniu Jack Pepper, który zostaje wplątany w serię spraw związanych z tajemniczym magikiem, morderstwem aktorki oraz porwaniami ryjówek. Gra prowadzi nas przez kilka różnych wątków, które stopniowo zaczynają się ze sobą przeplatać i ostatecznie zmierzają do jednej konkluzji. Historia jest tutaj zdecydowanie najmocniejszym elementem całej produkcji. To świetna detektywistyczna przygoda pełna ciekawych śledztw, tropów i poszlak, nawet jeśli całość bywa momentami jednym wielkim żartem. Szkoda tylko, że zbierane wskazówki są w praktyce głównie ozdobą na tablicy i gra nie wykorzystuje w pełni ich potencjału. Przydałaby się jakaś minigra oparta na łączeniu faktów albo bardziej rozbudowane komentarze bohatera do każdej przypinanej poszlaki.

MOUSE: P.I. For Hire wyróżnia się nie tylko grafiką, ale też całą narracją. Mamy tutaj pełen zestaw klasycznych motywów ze starych filmów o śledztwach, detektywach i policjantach. Główny bohater to oczywiście weteran wojenny z problemami finansowymi, który współpracuje ze skorumpowanym, ale mimo wszystko sympatycznym politykiem. Po każdym zadaniu wraca do baru na drinka serwowanego przez barmana, który doskonale wie, co mu nalać, a po drodze zaczepia go reporterka szukająca sensacji i czasem też pomocy. Całość dopieszczono fantastycznie nagranymi dialogami, świetnymi akcentami, masą żartów i licznymi odniesieniami do popkultury. Nic więc dziwnego, że MOUSE: P.I. For Hire powstawało tak długo, bo twórcy musieli chyba obejrzeć setki starych, czarno-białych filmów, żeby upchnąć wszystkie te motywy w jednej, spójnej produkcji. Na plus wypada też obecność polskich napisów, dzięki czemu można cieszyć się bardzo dobrymi dialogami po angielsku i wygodnie śledzić ich tłumaczenie po polsku.

Sama rozgrywka w MOUSE: P.I. For Hire opiera się na prostym schemacie. To klasyczny boomer shooter z perspektywy pierwszej osoby – wybieramy się na misję, robimy swoje i wracamy do biura, by porządkować poszlaki. Jack porusza się w dość standardowy sposób – skacze, wspina się po drabinach, czasami wykonuje unik. Z czasem odblokowujemy też nowe możliwości, takie jak podwójny skok czy szybowanie za pomocą ogonka, który działa jak śmigło. Eksploracja potrafi wciągnąć, bo mapy są zróżnicowane i ciekawe, a mimo czarno-białej grafiki pełne sekretów. Ich odnajdywanie daje sporo frajdy, a przy okazji pomaga lepiej poznać świat gry. Gazety i komiksy sprawiają, że choć mamy do czynienia z uniwersum będącym jednym wielkim dowcipem, jest ono jednocześnie zaskakująco spójne i wciągające. Szkoda jedynie, że obecnie gra nie pozwala wracać do ukończonych etapów, by odnaleźć pominięte przedmioty. Nie ma też trybu swobodnego ani zwykłej opcji ponownego odwiedzania wyczyszczonych lokacji. To o tyle dziwne, że produkcja posiada bardzo ładną mapę świata, ale w praktyce służy ona niemal wyłącznie do przenoszenia się do aktualnego celu misji. W takim układzie aż prosi się pytanie, po co w ogóle ją dodano.

Strzelanie jest jednak najważniejszym elementem tej gry. MOUSE: P.I. For Hire oferuje nam spory zestaw broni, które możemy ulepszać, ale nie są to zwyczajne pistolety i strzelby znane z innych shooterów. Zawsze znajdzie się jakiś detal, który nadaje im bardziej bajkowy, przerysowany charakter. Dobrym przykładem jest przeładowanie strzelby, podczas którego bohater po prostu wciska garść śrutu do magazynka, rozsypując połowę na boki. Zwłaszcza na początku było to zabawne, bo amunicji do tej broni zawsze brakowało. Jest też wybielacz działający trochę jak wyrzutnia napalmu, zadający obrażenia w czasie. Co najlepsze, wybielony przeciwnik w czarno-białym świecie po prostu znika, zostawiając po sobie same kosteczki. To jedna z tych produkcji, które daje mnóstwo frajdy już od samego oglądania. Warto też dodać, że walki z bossami są naprawdę świetne i potrafią mocno dać w kość, zwłaszcza w późniejszej części gry. Mają ciekawe motywy, wymagające mechaniki i zmuszają do ciągłego ruchu, unikania ataków oraz obserwowania otoczenia. Niezależnie od tego, czy walczymy z wielkim aligatorem z kanałów wspieranym przez mniejsze gady, czy z agresywnym robotem zasypującym nas laserami, sporo tych starć naprawdę zapada w pamięć.

Niestety sama rozgrywka dość szybko traci tempo. W pewnym momencie zaczynamy zauważać, jak mało jest wariantów przeciwników, a kolejne wymiany ognia wyglądają praktycznie tak samo. Gdy nauczymy się już wszystkich sztuczek, zabawa przestaje być wymagająca. Być może zbyt mocno rozpieścił mnie Doom: The Dark Ages, które wyjątkowo przypadło mi do gustu, ale tutaj naprawdę brakuje dodatkowych mechanik, które zmuszałyby gracza do większego skupienia i sprawiały, że walka byłaby bardziej angażująca. Dość szybko pojawia się uczucie, że widzieliśmy już wszystko i z utęsknieniem czekamy na coś nowego, bo kolejny pokój pełen tych samych przeciwników zwyczajnie nudzi. Właśnie dlatego mam wrażenie, że MOUSE: P.I. For Hire mogłoby tylko zyskać, gdyby było nieco krótsze i mniej rozwleczone przez liczne starcia z hordami bandytów.
Olbrzymim atutem MOUSE: P.I. For Hire pozostaje oczywiście oprawa wizualna. Modele wykonano fantastycznie, przeciwnicy są bardzo szczegółowi, a przy tym animowani z obniżoną liczbą klatek na sekundę, dzięki czemu poruszają się w specyficzny sposób, przywodzący na myśl dawne kreskówki i stare gry. Bardzo podoba mi się też to, że modele przeciwników są w praktyce płaskie, a ponieważ obecnie w wolnych chwilach gram w Might and Magic VIII, trudno mi się nie uśmiechnąć na widok pokonanych wrogów wyglądających jak kartka papieru ustawiona w trójwymiarowym środowisku. Tak kiedyś robiło się gry i bardzo miło, że twórcy o tym pamiętali. Zwłaszcza że te modele, mimo oldschoolowej formy, w wysokiej rozdzielczości robią naprawdę świetne wrażenie.

MOUSE: P.I. For Hire to bardzo dobra gra z ciekawą historią, fantastyczną grafiką i świetnie napisanymi dialogami, która niestety została trochę za bardzo rozciągnięta przez niekończące się walki z podobnymi hordami przeciwników w zbliżonych do siebie lokacjach. Ta produkcja aż prosi się o większą pulę wrogów i bardziej wymagające starcia, zwłaszcza że bossowie potrafią pokazać pazur i uczą gracza, jak dobrze radzić sobie z systemem walki. Problem w tym, że po takim treningu zwykli przeciwnicy przestają stanowić jakiekolwiek zagrożenie. Finalnie właśnie przez to MOUSE: P.I. For Hire jest grą na raz – taką, która naprawdę może się Wam spodobać i dać sporo przyjemności, ale po poznaniu historii i zobaczeniu wszystkich atrakcji mechanika raczej nie zachęci Was do ponownego przejścia. Jeśli jednak ten klimat Was kupił, to MOUSE: P.I. For Hire kupicie także w sklepie SklepzGrami.
Podsumowanie
Pros
- Cudowna grafika, zwłaszcza modele 2D działają na wspomnienia
- Zróżnicowane etapy, dobrze zaprojektowane i pełne sekretów
- Spory arsenał broni, całkiem niezłe strzelanie
- Wymagające i intensywne walki z bossami
Cons
- Gra dosyć szybko traci tempo i rozgrywka zaczyna nudzić
- Niewykorzystany potencjał śledztw
- Brak opcji ponownego zwiedzania poprzednich etapów



