Splendor: Pojedynek – recenzja – o dwóch mistrzach jubilerstwa.


Splendor to fantastyczna gra rodzinna, która ma rzesze fanów. Niejedna osoba może się pochwalić, że właśnie tym tytułem wciągnęła do planszówkowego hobby kolejnego gracza. Rynek, jednak próżni nie lubi, a coraz więcej osób gra w domowym zaciszu w dwie osoby. Na ich potrzeby wychodzi nowiutki Splendor: Pojedynek! Warto?


Splendor: Pojedynek to gra autorstwa Marca André oraz znanego i lubianego Bruno Cat hali. Panowie wzięli na warsztat oryginalnego Splendora i uznali, że jego tryb dwuosobowy jest okej, ale brakuje mu głębi. Z tego zamieszania wyszedł Pojedynek, który dodaje kilka smaczków do oryginalnej mieszanki i robi z tego taktyczną dwu osobówkę. Gra jest prosta, więc ograny dziesięciolatek sobie z nią poradzi. Czas gry wraz z tłumaczeniem zasad powinien się zamknąć w około dwadzieścia-trzydzieści minut. Gra do dorwania w okolicach stu złotych – gdybyście szukali pomysłu na prezent, to Splendor: Pojedynek będzie dobrym wyborem.

TEMATYKA

W grze Splendor wcielamy się w mistrzów gildii jubilerów. Tworzymy misternie wykonane ozdoby, naszyjniki czy inną biżuterię. Naszą sielankę zakłóca pojawienie się w mieście konkurenta, który chce zagarnąć naszych klientów. Musimy mu udowodnić, że to nasze dzieła są lepsze, bardziej ozdobne i jesteśmy w stanie dużo szybciej wykonywać zamówienia. W tym celu będziemy potrzebować szlachetnych kamieni, pereł a często i złota, żeby wykonać kolejne cudo zdobnictwa. Niby temat jest banalny, a gra malutka, ale szczerze to świetnie tłumaczyła mi co i dlaczego robię na planszy.

WYKONANIE



Splendor: Pojedynek został zamknięty w mniejsze, bardziej kompaktowe pudełko, więc jest dużo wygodniejszy do przewożenia i zabierania go chociażby na wyjazdy we dwoje. W środku miejsce zostało wykorzystane maksymalnie. Insert jest wygodny i przemyślany, ale nie ma się co oszukiwać – elementów nie jest jakoś zatrważająco dużo. Cieszą sztony z klejnotami, chociaż mniejsze niż w oryginalne oraz świetnie wykonane karty. Są ładne i sztywne, więc nawet ich nie koszulkowałem. Wykonanie nowego Splendora się broni i stosunek cena do jakości wypada na plus.

DWA SŁOWA O ZASADACH

Zasady w Splendorze są niezwykle proste i gra nie przysporzy żadnych problemów nawet początkującym graczom. Jedyną trudnością do opanowania na początku są umiejętności płynące z kart i ich zastosowanie. Celem rozgrywki w Splendor: Pojedynek jest spełnienie jednego z trzech warunków zwycięstwa. Tury rozgrywkami naprzemiennie, wykonując akcje dodatkowe oraz jedną obowiązkowa. Przed ruchem jako dodatkową akcję możemy wykorzystać zdobyte wcześniej pionki zwojów oraz zapełnić planszę żetonami (za taki ruch przeciwnik otrzyma znacznik zwoju). Akce obowiązkowe mamy do dyspozycji trzy: wzięcie z planszy do trzech znaczników (muszą ze sobą nieprzerwanie sąsiadować pionowo poziomo lub ukośnie oraz żadnej nie może być złotem), zakup karty, opłacając koszt w znacznikach kamieni lub rezerwacja jednej z dostępnych kart wraz z dobraniem znacznika złota.

JAK ZDOBYĆ POTRZEBNY ŻETON

Mniejszy Splendor w dwuosobowym wydaniu nie stracił niczego z lekkości i przystępności dużego poprzednika, jednocześnie dając od siebie spore nowości. Jako że rekreacyjnie najczęściej gram w dwie osoby to bałem się, że najnowszy pojedynek wyląduje na półce. Na szczęście bardzo się spodobał mojej drugiej połówce, więc młócimy w niego ostatnio dość regularnie. Dobieranie trzech wybranych sztonów zostało zastąpione dużo ciekawszym dobieraniem z planszy. Już nie ma tak łatwo, że szybko wybierzemy sobie potrzebne kolory – teraz trzeba znaleźć odpowiedni układ na planszy. Później wybiera rywal i okazuje się, że znowu trzeba kombinować, bo układy się zmieniły. Równie ciekawą drobnostką wprowadzoną w pojedynku są przywileje, które będziemy zdobywać za określone akcje przeciwnika. Każdy zwój może zostać wykorzystany jako dobranie dodatkowego znacznika z planszy. Tworzy to kolejne przyjemne rozważania – czy warto dobrać akurat taki układ lub teraz zapełnić planszę? Może warto poczekać na ruch przeciwnika?



KARTY

Po co w ogóle zbierać te kolorowe kamyki? Ano po to, żeby w pewnym momencie kupić za nie karty. Małą nowością, która w moim odczuciu nadaje grze sporo taktycznej głębi są umiejętności na kupowanych kartach. Niby drobna rzecz, a zupełnie zmienia wagi niektórych kart i powoduje fajne decyzje. Kosztem ciut większej liczby zasobów dostajemy dostęp do fajnej zdolności, która często może okazać się kluczowa.

ZWYCIĘSTWO

Splendor: Pojedynek może zakończyć się na trzy różne sposoby – zdobycie dwudziestu punktów prestiżu z kart, dziesięciu punktów na kartach tego samego koloru i koronach, nowym warunku nieznanym wcześniej w dużym Splendorze. Niektóre karty oferują nam oprócz klasycznych punktów, czy premii koronki potrzebne do zbierania monarchów. Trochę szkoda, że nie ma ich więcej w pudełku – różnorodność na pewno podbiłaby regrywalność.

NA ZAKOŃCZENIE

Splendor: Pojedynek to świetna gra dwuosobowa czerpiąca pełnymi garściami z oryginalnego starszego brata dodająca od siebie sporo miejsca na taktyczne rozwiązania. Nowości mechaniczne nie rozmyły frajdy płynącej z gry. Co prawda nie grałem zbyt wiele w duży Splendor dwuosobowym składem, ale Pojedynek na pewno na pewne miejsce na mojej półce wśród innych gier. Jest szybki, prosty i ciekawy! Małe pudełko zachęca do zabrania go gdziekolwiek jedziemy, a wykonanie przyciąga oko. Świetne przeniesienie dużej gry na pole dwuosobowych zmagań. Polecam!

PS.: Jeżeli szukacie prezentu mikołajkowego do pogrania w dwie osoby to macie mocnego kandydata!

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przesłanie gry do recenzji. Nie miało to wpływu na zawarte tu opinie.

Splendor: Pojedynek do kupienia tutaj.

Może zainteresuje Cię recenzja gry Atiwa?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Poprzednio Peryferal - odcinek 6 i 7 - intrygujące Sci Fi
Następny Najlepsze premiery gier wideo - grudzień 2022