Dragon Ball Z: Kakarot to kolejna próba przeniesienie przygód znanych nam i lubianych bohaterów na konsole oraz komputery osobiste. Wcześniejsze gry były co najwyżej średnie. Jak tym razem się udało?

Biedny Son Goku. Tyle razy ratuje świat, a nie może doczekać się porządnej gry z jego postacią w roli głównej. Teoretycznie mamy gotowca: wyraźnie zarysowana fabuła, świetne, charakterystyczne postacie, nawet te drugo i trzecioplanowe oraz nastawienie na pojedynki oraz walki między postaciami. Co poszło nie tak? Nie wiem, ale Dragon Ball Z: Kakarot trochę będzie naprawiać tą sytuację. Recenzja powstała na bazie wersji na Playstation 4.

Zagrajmy w Dragon Ball Z: Kakarot #1 - Zaczynamy grę! Goku vs Raditz Gameplay po polsku

 

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

Dragon Ball Z: Kakarot to tak naprawdę egranizacja sławnej kreskówki o tej samej nazwie (Dragon Ball Z). W grze będziemy wcielać się nie tylko w idola wielu, czyli Son Goku, ale także i inne postacie z jego bandy: syna Gohana, Vegettę czy Piccolo. Z grą spędziłem prawie 25 godzin, a jestem dopiero w połowię (skończyłem sagę Friza). I nie mam zamiaru jej teraz zostawiać, grę prawdopodobnie skończymy w pełni na naszym kanale YouTube, więc obserwujcie by być na bieżąco.

Walk jest sporo, większość się powtarza i walczymy z tymi samymi prostymi przeciwnikami, a tylko te fabularne polegają na pojedynkach z potężnymi wrogami.

Rozgrywka w Dragon Ball Z: Kakarot to tak naprawdę klimatyczne, interaktywne anime, gdzie pomiędzy stawkami filmowymi będziemy podróżować po otwartym świecie czy też prowadzić walki ze znanymi nam dobrze postaciami lub też z mniej znanymi wrogami porozrzucanymi tu i tam. Gra jest napakowana smaczkami i niuansami nie tylko z Dragon Ball Z, ale i oryginalnego Dragon Ball. Spotykamy chyba wszystkie znaczące i nieznaczące postacie porozrzucane po całym świecie. Dragon Ball Z: Kakarot to olbrzymi fan service i przypadnie do gustu fanom anime, takim jak ja. Niestety, jeżeli nie lubisz Dragon Ball Z: Kakarot, to nie jest to gra dla ciebie. Mogę śmiało powiedzieć, że połowa gry to wstawki filmowe będące przerobionymi na silnik gry epizodami anime, to samo dotyczy zresztą dziesiątek wątków pobocznych.

Uważny gracz znajdzie sporo smaczków. Wiecie kto taki ukradł samochód?

Rozgrywka będzie podzielona na różne etapy. Cała gra ma cztery sagi fabularne, między którymi mamy luźne granie podczas którego będziemy eksplorować, zbierać materiały, przygotowywać posiłki, łowić ryby czy też robić zadania fabularne. Oczywiście będziemy także zbierać smocze kule, a zdobycie wszystkich siedmiu zagwarantuje nam spełnienie jednego dowolnego życzenia (gra tutaj zaszalała). Ten etap między sagami nazywa się przerywnikiem i muszę powiedzieć, że bawiłem się w nim tak samo dobrze jak w głównej kampanii, a czasami nawet i bardziej totalnie się nie spiesząc zbierałem smocze kule oraz odkrywałem sekrety świata, takie jak ukryte miejsca, czy też wyzwania genialnego żółwia. Jak już rozmawiamy o przerywniku, to tutaj mam dwa dosyć spore problemy: pierwszy to questy poboczne, które są wybitnie beznadziejne. O ile napisane są bardzo fajnie dla fana Dragon Ball Z, to ich konstrukcja jest bardzo sztampowa i polega zawsze albo na znalezieniu przedmiotu albo na pokonaniu wroga. Można było tutaj bardziej się postarać. Z eksploracją świata jest jeden jednak męczący szczegół, otóż latając naszym bohaterem, zmieniamy jego wysokość za pomocą R1 oraz R2, a nie gałki analogowej. Wymaga to wiele wprawy i po paru godzinach gry przychodzi naturalnie, ale lepiej by było to zrobić po prostu gałką. No i w trakcie szalonego latania na przyspieszeniu nie możemy aktywować podświetlenia terenu, mimo że możemy to zrobić podczas szybkiego biegania na ziemi. Jest jeszcze jedna irytująca kwestia związana z zadaniami pobocznymi, których jeżeli nie zrobimy na czas w odpowiednim momencie gry, to blokują się na stałe. O ile same zadania są męczące, to nagrody za nie są ważne (np. odznaki do sieci społecznościowej). Twórcy już zapowiedzieli wehikuł czasu, który pozwoli nam robić te zadania i bardzo dobrze, bo gra nie informuje nas należycie, że jeżeli nie zrobimy zadań pobocznych na czas to będą one już nieaktywne.

Znajdziemy nawet wycinki z oryginalnego, pierwszego Dragon Balla. Łezka się w oku kręci.

Można śmiało powiedzieć, że prawie połowa kampanii fabularnej (długiej, bo około na 40 godzin na oko) to wstawki filmowe, bardzo ładnie zrobione oraz w pełni z nagranym oryginalnym japońskim lektorem. Można by włączyć angielskiego lektora, ale wątpię żeby wiele osób z tego korzystało. Filmiki to dziesiątki scen z kultowej chińskiej bajki i wyglądają fantastycznie. Właściwie było ich tak dużo, że naprawdę zaczynałem się czuć jak Son Goku i chciałem by wreszcie zaczęła się walka. A ta jest bardzo widowiskowa i wciągająca, nawet do tego stopnia, że korzystałem z pomocy Shenrona by wskrzesić pokonanych bossów i zawalczyć z ich silniejszymi wersjami. Walka to w połowie statystyki (wiele statystyk) oraz w połowie zręczność polegająca na blokach czy unikach. W dowolnym momencie aktywujemy widowiskowe umiejętności, ale trzeba odpowiednio wyczuć moment bo łatwo nimi pudłować, a rzucając kamehameha czy inne masonko płacimi Ki, które ładuje się powoli w trakcie walki lub podczas specjalnego ładowania, ale wystawiamy się wtedy na atak. No i możemy mieć w drużynie do trzech towarzyszy którzy także atakują przeciwników oraz z którymi możemy wyprowadzić druzgoczący atak.

Dużo statystyk, ale postać w głównej mierze rozwija się sama. My głównie wybieramy co wzmacniamy za pomocą jedzenia.

Jest tutaj pewien irytujący niuans, którego niestety nie dało się ominąć, bo fabuła idzie swoim torem i nie można tego przeskoczyć. Otóż często między kolejnymi wstawkami będziemy walczyć z bossem i nawet jeżeli pójdzie nam idealnie, zdobędziemy rangę S i ogólnie będziemy bardzo zadowoleni z siebie (masa satysfakcji z dobrze przeprowadzonej walki, mimo że system jest prosty do opanowania), to i tak potem w wstawce okaże się, że wygrał wróg a nasza postać ledwo stoi. Rozumiem, że inaczej ciężko byłoby to rozwiązać, ale i tak jest to denerwujące.

Wydaje się pusto prawda?
Ale jak wylądujemy okaże się, że szczegółów trochę jest. Tutaj trawka, t am kwiatek, a gdzieś indziej krzaczek

Wspomnieliśmy o rozwoju postaci, a ten jest kilkupoziomowy. Jak już powiedziałem, część sukcesu w walce zależy od statystyk: siły ataku, szansy na trafienie krytyczne czy siły uderzeń KI. Jest tego naprawdę sporo, ale na szczęście statystyki rozwijają się automatycznie z rozwojem postaci w sposób ważny dla danego bohatera (są trzy klasy: atakująca, broniąca i wsparcia). Dodatkowo mamy coś takiego jak drzewko społecznościowe. W trakcie zabawy, czy to przez wykonywanie zadań dodatkowych czy po prostu pchając fabułę do przodu będziemy zdobywać żetony postaci, które potem będziemy montować w specjalnym drzewku społeczności podzielonym na parę kategorii. Każda postać jest w czymś dobra i tak np. Vegetta świetnie sprawuje się w drzewku wojowników Z, a żółw Boskiego Miszcza fantastycznie gotuje. Dodatkowo żetony łączą się w zestawy jeżeli ułożymy je obok siebie: mamy np. zestaw był wróg, teraz przyjaciel w którego skład wchodzą Goku, Vegetta, Piccolo oraz Tien Shinhan. I jeżeli połączymy ich razem, to wspólnie dają więcej punktów. Co ciekawe, prawie zawsze zestawy składają się z postaci, które są skrajnie różne w swojej specjalizacji, więc często będziemy rezygnować z jednego drzewka (np. technologii: Vegetta i Bulma) na korzyść innego drzewka (Wojownicy Z i zestaw o którym wspominałem). W ten sposób możemy wyraźnie postawić na jakich statystykach czy bonusach nam zależy. No i dodatkowo jedzenie różnych dań (zwłaszcza zestawów od Chichi) daje procentowy bonus do statystyk. Jest tego dużo, to prawda, ale stosunkowo łatwo jest opanować te wszystkie mechanik.

Podobnie jak w kreskówce, nasi bohaterowie lubią dobrze zjeść. Jedzenie potężnie wzmacnia nasze statystyki.

Grafika w Dragon Ball Z: Kakarot jest prosta i toporna. Wyraźnie odstaje od tego co dzisiaj znamy. Z jednej strony to anime i musi się rządzić swoimi prawami, ale właśnie sobie przypomniałem Code Vein, które także jest anime i wygląda przepięknie mimo że to postapo, do tego w bardzo burych barwach. Z drugiej jednak strony bardzo mi się podoba skala świata i płynnie zwiększająca się liczba szczegółów kiedy lądujemy lub się zbliżamy. Same jednak tekstury nie raz wyglądają okrutnie paskudnie, jakbyś grali w grę z Playstation 3. Można było tutaj bardziej się postarać.

The Breakdown

Przyjemny fan service dla miłośników Dragon Balla. Pozostali jednak powinni sobie raczej grę odpuścić.
Ocena Końcowa 7.0
Pros
- gra to olbrzymi fan service dla fana Dragon Ball
- efekt skali świata
- klimat, interaktywne anime
- system walki przypadł mi do gustu, widowiskowy, satysfakcjonujący
- oryginalny system rozwoju postaci poprzez poziomy oraz sieci społecznościowe
- długa, napełniona filmikami i fabułą, bez wrażenia sztucznego przedłużania rozgrywki
- zabawa w przerywniku między epizodami jest jednocześnie wciągająca, jak i relaksująca
Cons
- żeby przegrać w wstawce filmowej, musisz wygrać walkę. Bez sensu
- system latania wymaga wprawy i jest męczący
- niektóre tekstury na zbliżeniach wyglądają okropnie
- gra nie informuje nas, że niektóre questy poboczne blokują się, jeżeli ich nie zrobimy w czas
- zresztą same questy poboczne są zbyt proste
- nie przypadnie do gustu osobom nieznającym Dragon Balla

No Comment

Zostaw komentarz

Previous 100 dni do Pyrkonu - Jak fantastycznie się spotkać!
Next Playstation Plus na Luty 2020