Vampire Hunters – Nie istnieje za dużo miotaczy ognia! – Wrażenia z wczesnej wersji gry


Vampire Hunters to szalona naparzanka z różnymi potworami, które powoli będą nas atakować ze wszystkich stron, by próbować okrążyć głównego bohatera i go zjeść. My natomiast będziemy próbowali pokonać ich jak najwięcej by zdobyć jak najlepszą punktację.

Vampire Hunters to gra bez większego sensu fabularnego. Nasz dzielny łowca wampirów będzie przywoływany na pewnej mapie, gdzie będą pojawiać się powolne hordy potworów. Po bojowej postawie naszego herosa czeka nas szalona naparzanka z armiami potworów. Z każdym kolejnym podejściem będziemy coraz silniejsi, bo oprócz zrozumienia tajników gry oraz różnych rodzajów stworów, odblokujemy także pasywne umiejętności i nowe bronie, które drastycznie zwiększą nasze szanse na przeżycie. Tak o to będziemy przechodzić i umierać w kolejnych podejściach i szczerze mówiąc, jest w tym pewna przyjemność i ciężko oderwać się gry.

Nie bądź elf, dej suba!

Vampire Hunters to ciągła potrzeba jeszcze jednego runu i spróbowania walki w inny sposób. Do naszego arsenału będziemy dodawać najróżniejsze bronie i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że możemy ich mieć jednocześnie praktycznie kilkanaście. Nie wiem jak nasz łowca trzyma te wszystkie miniguny, miotacze ognia czy też inne karabiny plazmowe, jednak w późniejszych i bardziej zaawansowanych etapach każdej walki będziemy wyglądać bardziej jak mech albo platforma niż Winchester z Supernatural. Przeładowani broniami będziemy je dalej ulepszać odblokowując nowe cechy każdej z nich. Taki miotacz ognia może przykładowo nie tylko lepiej spopielać, ale też sprawiać, że inne statusy takie jak zatrucie będą skuteczniejsze. Możemy więc szukać różnych synergii między broniami i dziwnymi narzędziami, które mocujemy niejako z brzegu ekranu, a w praktyce pewnie do głowy naszego łowcy wampirów.

Zobacz nasze wrażenia z gry V Rising

Dodatkowo gra będzie nas nagradzać za budowanie licznika combo podczas zadawania jakichkolwiek obrażeń. Co ciekawe, w Vampire Hunters licznik ten zwiększa nasze obrażenia i to nawet o całkiem spory procent. Szybko też wygasza się, więc musimy ciągle strzelać, by utrzymać jak najwyższy mnożnik obrażeń, bo bez tego będzie nam bardzo ciężko pokonać wytrzymalsze potwory. A co do samych potworów, to raczej niczym się one nie wyróżniają. Większość z nich to toczące się w naszą stronę zombie, ale czasami pojawia się też wilkołak, który przemieszcza się w tej samej szybkości co my i kiedy nas zaatakuje, to zniknie i zada dużo obrażeń. Pokonanie go jest możliwe, ale znowu musimy utrzymać wysoki mnożnik obrażeń by go pokonać. Potem pojawiają się jeszcze inne potwory, jak na przykład żaboludy, które poruszają się jak zombie, ale są dużo bardziej wytrzymałe czy też szybsze stwory z pałkami, które oprócz dużej wytrzymałości są w stanie szybko nas dogonić.

Vampire Hunters to tak naprawdę gra bez większego sensu, jednak jednocześnie jest bardzo przyjemna w zabawie. Co ciekawe, twórcy dodali nam opcje automatycznego strzelania do celowanych wrogów, jednak ten system nie działa za dobrze i niejednokrotnie aktywuje broń kiedy jesteśmy sporo po za zasięgiem danej broni. Do tego w losowych momentach aktywuje bronie specjalne, które są naszymi jokerami i może niejednokrotnie uratować nam życie. Szybko więc przeszedłem na ręczny i klasyczny spust, gdzie lewym przyskiem myszki posyłałem w stronę wrogów miliony pocisków, a prawym aktywowałem umiejętności specjalnych broni.

Poprzednio Tajemnica w 5 minut - recenzja - w poszukiwaniu symbolu!
Następny Last Train Home - Recenzja - Czeski Pociąg