Gra, która doczekała się kolejnej edycji, nie może być zła. Puerto Rico, bo o niej mowa, po raz trzeci została odświeżona graficznie i w końcu ze wszystkimi dodatkami została wydana w Polsce przez Lacertę. Na swoim kawałku wyspy zakładasz plantacje cukru czy kawy i starasz się sprzedać lub wysłać na statkach wyprodukowane dobra. Brzmi sielankowo, ale nie ma się co oszukiwać – tylko dobra ekonomia i strategia pozwolą nam na zwycięstwo, a na koniec wszystko sprowadza się do ilości zdobytych punktów. Jeżeli jesteście ciekawi wrażeń z rozgrywki, to zapraszam do recenzji.

 

Puerto Rico to już legenda. Zdobyła wiele nagród a nawet stała się Grą Roku 2008. Swego czasu była w ścisłej czołówce na BGG – jednej z najpopularniejszych stron z planszówkami. Klimat jest trochę umowny, ale dobrze wpasowuje się w mechanikę. Niby sadzimy na naszych polach kawę, kukurydzę czy indygo, ale w trakcie partii nikt tak nie nazywał znaczników (produkuję 2 żółte, 3 niebieskie i 1 czarny). W euro grach nie jest to nic złego, chociaż jeżeli ktoś nastawia się na klimatyczne powiązania, może być lekko zaskoczony. Nie miałem okazji wypróbować poprzednich edycji, więc przy wydaniu nowego PR stwierdziłem, że czas nadrobić zaległości i w końcu poznać osobiście, o co chodzi z fenomenem tej gry. I mogę przyznać, że była to jedna z lepszych decyzji.

Żeby rozpocząć rozgrywkę należy przebrnąć przez setup

Rozłożenie gry jest dość uciążliwe. W zależności od ilości graczy mamy tabelkę czego i ile powinniśmy użyć w trakcie gry. I tak przykładowo dla czterech osób musimy oddzielić 101 punktów zwycięstwa i 75 pracowników. Wysypujemy wszystko na stół, a następnie odliczamy potrzebne elementy. Jeżeli się pomylimy to jeszcze raz i tak do skutku. Instrukcja dobrze przeprowadza nas przez ten proces, ale sama czynność jest nudna i długa. Warto też się do niej stosować i wykonywać wszystko krok po kroku. Często w moich partiach inni chcieli pomóc w trakcie rozkładania i przykładowo tworzyliśmy stosy nowych plantacji, zanim wybraliśmy pierwszego gracza i rozdaliśmy startowe zasoby. Puerto Rico to taka gra, której przygotowanie, choć irytujące, powinna przeprowadzać tylko jedna osoba.

Co robimy?

Jeżeli udało Wam się przebrnąć przez setup komponentów to pora na rozgrywkę. W swojej turze każdy będzie musiał wybrać jedną z dostępnych postaci. Karty zapewniają nam akcje i przywilej dla wybierającego. Cała zabawa polega na tym, że z danej umiejętności korzystają wszyscy po kolei, więc należy tak to planować, aby zyskać dla siebie jak najwięcej i nie wzmocnić za bardzo przeciwników. Kogo mamy do wyboru?

Zaczynając od gubernatora, który jest pierwszym graczem w danej rundzie, musimy zdecydować się na jedną z dostępnych możliwości:

Budowniczy – pozwala na wznoszenie budynków wszelakich od produkcyjnych po użytkowe na dolnej części naszej planszy. A te same w sobie dają nam punkty zwycięstwa oraz dodatkowe umiejętności czy możliwość wyprodukowania towarów. Jako przywilej dostajemy zniżkę. Bardzo ważna postać, ponieważ budowle są limitowane i jeżeli skończy się ich stos, to nie możemy ich już wybudować. Oczywiście nie wspomnę o tym, że dublonów, szczególnie na początku, ciągle brakuje więc należy rozważnie je wydawać.

Plantator – górna części naszej wyspy ma miejsce na zakładanie plantacji. Do wyboru mamy kilka odkrytych, a jako przywilej możemy wybrać kamieniołom. To specjalny kafelek zapewniający nam zniżkę podczas akcji budowy (oczywiście jeżeli mamy tam pracownika).

Burmistrz – nasze budynki i plantacje nie działają bez pracowników. Postać pozwala nam dobierać nowych robotników z magistratu. Bonus daje nam jednego z zasobów ogólnych.

Zarządca – jeżeli mamy działającą przetwórnię i plantację to dzięki niemu możemy wyprodukować towary. Te są niezbędne do zdobywania nowych punktów czy pieniędzy.

Kupiec – w grze mamy także targowisko a w tej fazie gracze mogą sprzedać wcześniej wyprodukowane dobra. Żeby nie było tak różowo, to towary nie mogą się powtarzać.

Kapitan – musimy wysyłać nasze ciężko wyprodukowane towary na statki płynące do nowego świata. Te mają ograniczoną ładowność i nie mogą przewozić różnych rodzajów dóbr. Za każdy pionek wysłany na statek dostajemy punkcik, a jeżeli korzystamy z przywileju, to bierzemy jeszcze kolejny.

Poszukiwacz – osoba, która go wybierze, dobiera z zasobów jeden dublon. Pozostali nie otrzymują niczego. Wbrew pozorom to bardzo ważna postać. Daje nam zysk, nie dając nic w zamian przeciwnikom.

Po pełnej rundzie na niewybranych postaciach kładziemy po pieniążku, zwiększając ich atrakcyjność w kolejnych i zaczynamy wybieranie od początku. Koniec gry może nastąpić w wyniku braku dostępnych punktów zwycięstwa, pracowników lub gdy ktoś zabuduje ostatnie wolne pole na budynki. Partie są dosyć szybkie i emocjonujące a zasady proste, więc ogromny plus za rozgrywkę.

Wykonanie

Nowe wydanie jest kolorowe i przyjemne dla oka. Tektura jest gruba, żetony budynków czy punktów wyglądają solidnie i nie powinny się za szybko zniszczyć. Wszystkie elementy drewniane nie mają dziwnych odprysków, a kolory są intensywne.

Muszę się przyczepić do mało wyraźnych pól dla robotników na kafelkach budynków. W trakcie rozgrywki miałem spore problemy, żeby dostrzec wszystkie półłuki. Linie są cieniutkie i zlewają się z grafiką. Na pewno nie jest to kwestia oświetlenia, ponieważ sprawdzałem przy sztucznym i naturalnym świetle – efekt był ten sam. Trochę szkoda, że grafik nie pomyślał o wyraźniejszym obramowaniu. Nie jestem też fanem tekstu na budowlach. Zdania i tak są niewystarczające, żeby dobrze zrozumieć zasadę działania a psują efekt wizualny.

W prawym rogu plansz graczy mamy skrót akcji i przywileje każdej z postaci. Korzystaliśmy z tego sporadycznie, ponieważ możliwości nie są skomplikowane i po dobrym wprowadzeniu wszystko powinno być jasne. Zresztą na samej karcie też mamy opisany przywilej więc informacje się dublują.

Dodatki

  1. Nowe budynki

Ten dodatek to w zasadzie więcej tego samego do podstawowej wersji gry. Dostajemy kolejną porcję zależności, które rozszerzają ilość dostępnych strategii. Budowle i ich umiejętności są ciekawe, ale bardziej skomplikowane. W zapoznawczej partii raczej bym nie stosował, ale w każdej kolejne jak najbardziej. Regrywalność tytułu z dużej wzrosła do poziomu ogromnej, ponieważ nie wszystkie budynki wejdą do rozgrywki, więc za każdym razem dostajemy inny zestaw. Spory minus to konieczność draftu przed samą rozgrywką. Rozumiem, że strategia, kontrola in plus dla wyjadaczy, ale nowe lub mniej ograne osoby stojące przed wyborem kafelka z puli kilkudziesięciu będą zszokowane. Osobiście z losowania przed korzystam rzadko i tylko w ogranym składzie, w innych przypadkach używam generatora lub wybieram na chybił – trafił bez większego zastanowienia.

  1. Szlachcic

Dodatek, który przyjemnie modyfikuje grę i daje jeszcze więcej możliwości. Wprowadza nowe, czerwone znaczniki pracowników oraz kilka dedykowanych budynków. Każdy z nich ma dwie opcje działania zależne od robotnika, który w nim pracuje. Dodatkowo każdy szlachcic na koniec gry jest wart punkt zwycięstwa. W naszych partiach każdy jak najszybciej starał się kupić specjalne budowle i wysłać do nich szlachtę, ponieważ wydają się troszeczkę mocniejsze niż te w wersji podstawowej. Oczywiście trudniej jest zdobyć czerwony żeton pracownika, więc wszystko ładnie się balansuje. Nie polecam jako dodatek na start, ponieważ mnogość opcji może przytłoczyć.

  1. Korsarz

Dostajemy nową kartę postaci do kolekcji. Jeżeli w naszej turze zdecydujemy się go wybrać, to tylko my możemy użyć jednej z czterech dostępnych akcji: piractwo, grabież, najazd czy pojmanie. Wszystkie sprowadzają się do zabrania z planszy jakichś zasobów. Przykładowo, jeżeli grabimy, to zwracamy wszystkie towary z targowiska do ogólnej puli i za każdy dostajemy punkt. Rozszerzenie wprowadza więcej interakcji w grze i zmienia dotychczasowe strategie. Bardzo lubię ten dodatek i poza pierwszą, zapoznawczą rozgrywką zawsze starałem się z nim grać.

  1. Festyn w San Juan

Drobny dodatek na jednym kafelku wprowadzający możliwość wykonywania misji. Tych są trzy rodzaje: uprawa, produkcja i budowa. Na początku przygotowania rozgrywki będziemy musieli losowo określić wymagania dla każdej. Zasada jest prosta – osoba, która jako pierwsza spełni założenia każdego z zadań, dostanie nagrodę. Przykładowo, jeżeli wyprodukujemy trzy konkretne towary, dostajemy trzy monetki. Dodatek raczej z gatunku urozmaicających rozgrywkę. Bonusy są fajne, ale raczej robimy je przy okazji. Jeżeli się uda to miło, ale nie ma też płaczu w przypadku niepowodzenia.

A może tak rzucić wszystko i wyjechać na plantację ?

Pierwsze partie dwuosobowe mnie nie urzekły. Było jakoś tak nijako, niby wszystko działało poprawnie, ale brakowało tego czegoś. Natomiast, gdy usiadłem do rozgrywki w cztery osoby diametralnie zmieniłem swój sposób postrzegania i nagle okazało się, że od dawna nie grałem w nic lepszego. Główny mechanizm wybierania postaci działa wyśmienicie i z suchej eurogry wyciska masę interakcji. Nie jest też pełna złośliwości, ponieważ nie mogę jej nazwać negatywną. Po prostu chcemy maksymalizować swoje korzyści a jednocześnie staramy się, żeby oponenci otrzymali z akcji jak najmniej. Gracz przed tobą wybrał Zarządcę i produkowaliście dobra a widzisz, że statki są prawie pełne. To bierzemy kapitana, dobijamy największy statek, a reszta patrzy mściwie, bo ich dobra się marnują. Bardzo ważna jest kontrola, co poczynają sobie inni i przewidywanie co mogą wybrać w kolejnej rundzie.

Wydawać by się mogło, że gra jest losowa, ale oprócz dopływu nowych plantacji z stosów wszystko generują sami gracze. Budynki są znane od początku, widzimy też możliwości produkcyjne oponentów. Jednocześnie nie umniejsza to dużej różnorodności, ponieważ kolejność wyboru postaci jest zawsze zmienna. Dochodzą też różne relacje pomiędzy budynkami a aktualną sytuacją na planszy. Nie uświadczymy też jednej wygrywającej strategii, bo takowej nie ma. Jak w szachach na pewno są lepsze i gorsze rozpoczęcia, ale to w trakcie partii musimy się dopasować do aktualnej sytuacji. Na każdy dobry ruch zawsze mamy jakąś kontrę, więc nawet po kilkudziesięciu rozgrywkach możemy odkryć coś zaskakującego. Ilość opcji jest tak duża, że często możemy zaobserwować mały paraliż decyzyjny i krótkie przestoje w trakcie. Moim zdaniem dobre euro cechuje też zasada łatwa do przyswojenia, ale żeby być naprawdę dobrym musimy trochę pograć i wgryźć się w zależności. Nowa osoba, grając z zawodowcami ma raczej niewielkie szanse na zwycięstwo przez ilość dostępnych możliwości. To też jest niewielki minus tego tytułu, ponieważ gracz siedzący obok nowicjusza może czerpać dodatkowe korzyści przez np.: nieświadome wybory kolejnych postaci.

Rozgrywka jest też stosunkowo szybka i nie będzie się sztucznie dłużyła. Mamy trzy efekty odpalające koniec gry i prędzej czy później któryś wystąpi. Jak na taką ilość różnych opcji 4-osobowa partia trwająca trochę ponad godzinkę jest miłym zaskoczeniem. Samo tłumaczenie zasad to kolejne 15 minut. Nie wliczam do tego czasu potrzebnego na rozstawienie. Mamy więc tytuł, który świetnie się sprawdzi jako główne danie wieczoru lub dokładka do czegoś innego.

Irytujący jest brak jakiejś karty pomocy opisującej zbiorcze działanie budynków. W trakcie będziemy często sięgać do instrukcji, żeby to sprawdzić. Na pewno na swoje potrzeby spróbuję przygotować coś takiego, ponieważ nie wyobrażam sobie grania ciągle z nosem w instrukcji. Mamy na naszej planszy przypomnienie z akcjami postaci, z którego praktycznie się nie korzysta, ale rozumiem też, że przez wprowadzenie dodatków i ich modularność, nie można było wykorzystać tego miejsca na coś innego.

Podsumowanie

Puerto Rico na pewno nie zasługuje na ocenę po jednej czy dwóch partiach. To tytuł, który z każdą kolejną będzie pokazywał swój urok i pełnię możliwości. Stosunkowo szybka rozgrywka połączona z intuicyjną mechaniką i prostymi zasadami działa zaskakująco dobrze i otrzymujemy grę na co najmniej kilkadziesiąt emocjonujących partii. Nowe wydanie jest przyjemne dla oka, ale większego klimatu w niej nie uświadczymy. Prywatnie to też jeden z lepszych tytułów, jakie dane mi było poznać od dawna i na pewno zostanie u mnie na dłużej. W dobie sztucznie windowanych cen za planszówki dość niskim kosztem dostajemy bardzo solidną pozycję, więc polecam kupować w ciemno – na pewno się nie rozczarujecie.

 

The Breakdown

Solidna, szybka i prosta do wytłumaczenia gra dająca mnóstwo satysfakcji z każdej partii. Każda kolejna odkrywa przed nami nowe możliwości i zagrania więc zabawy starczy nam na długi czas. Nowa edycja jest ładna i porządnie wykonana więc mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim graczom.
9.0
Pros
+ masa regrywalności
+ proste zasady
+ stosunek ceny do jakości
+ szybka i emocjonująca rozgrywka
Cons
- brak karty pomocy z budynkami
- mało czytelne pola na pracowników
- setup może się dłużyć

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Miłość i Potwory - Recenzja ze spoilerami - Netflix nareszcie to zrobił!
Next Falcon i Zimowy Żołnierz – odcinek 5 – Kto jeszcze zostanie Kapitanem Ameryką?