Podsumowanie

Musisz w to zagrać. Po prostu, The Messenger to indyk idealny.
Ocena Końcowa 100%
Pros
- The Messenger
Cons
- Nope

Czy gra komputerowa będąca wariacją, a nawet hybrydą gier 8/ 16 bitowych może być dzisiaj dobra? I to bez zabawy w sentymenty? Może – The Messenger to gra skierowana nie tylko do graczy dziadków takich jak ja. Młodsze pokolenie także będzie się świetnie bawić.

The Messenger to typowa platformówka, ale powstała ona w nietypowych czasach. Gra jest bardzo trudna i nie oszczędza gracza, więc jeżeli należycie do ludzi niecierpliwych, to po prostu nie grajcie w tą grę. Mimo łatwego początku, potem staje się wyśmienicie trudna.

The Messenger – Fabularnie nieistotny

Fabuła w grze The Messenger to tylko śmieszny pretekst. Opowiada ona o świecie zdominowanym przez różnego rodzaju stwory, gdzie uratować ludzkość ma tzw. Wojownik z Zachodu. On się spóźnia i pojawia się dopiero kiedy następuje koniec świata. Cała zabawa się właśnie rozpoczyna. Fabuła jest tak naprawdę bez większego sensu i nawet nie stara się być ambitną. Pełno w niej gagów i zabawnych dialogów postaci które spotykamy. Gra jest zaprojektowana w taki sposób, aby śmieszyć, a nie oczarowywać swoją głębią. Oczywiście to tylko fabuła i jak w większości gier platformowych, nie jest ona ważna.

Chociaż, prawda jest taka, że w pewnym momencie gry okazuje się, że fabuła nie jest taka głupia. Osobiście czytałem wszystkie dialogi, bo były fantastyczne głównie z powodu że były jednocześnie śmieszne. Ale dzięki temu zabiegowi, wiedziałem wszystko co się stało do tej pory i jak fabuła pokazała, że gra nie jest tym czym jest naprawdę, to nagle pomyślałem – kurde, to jest niezłe. Ale nie martwcie się, nie musicie tego czytać, gra nie wymaga od was wiedzenia niczego związanego z fabułą.

Cała gra polega na biegnięciu przed siebie, pokonywaniu przeszkód oraz wrogów. Co parę etapów pojawia się boss i oczywiście im dalej w las, tym jest ciężej. No i własnie ten poziom trudności tak mnie zaskoczył. Pierwsze parę poziomów miałem odczucia mieszane i zastanawiałem się, czym się ludzie tak bardzo fascynują (świetne oceny na steam). Wystarczyło jednak dotrzeć do Tower of Time i zaczęła się zabawa. I potem wcale nie było łatwiej. Ale gra jest też sprawiedliwa – nie będzie sytuacji, kiedy nagle z prostego poziomu zostaniemy rzuceni na pożarcie trudnym podziemiom. Poziom trudności gry rośnie stopniowo i nie narzuca nic graczowi. Ale w pewnym momencie robi się naprawdę ciężko i osoby które nie miały wcześniej styczności z tego typu platformówkami będą miały olbrzymi problem.

 

Przebieg gry – Dosłownie

Jak już wspomniałem, grę przebiegamy w prawą stronę ekranu (możemy się cofać, ale po co). Poruszamy się nie tylko w poziomie, ale i w pionie bo nasz zdezorientowany ninja potrafi chodzić po ścianach. Potem nawet używa haka do łapania się ścian, szybuje i korzysta ze specjalnych platform tworzących powiew powietrza. Ale najciekawszy jest sposób podwójnego skoku i bez niego nie uda nam się przejść gry.

Dzień Dobry - późniejsi bossowie spędzą wam sen z powiek.
Dzień Dobry – późniejsi bossowie spędzą wam sen z powiek.

Otóż polega on na tym, że podwójny skok możemy zrobić tylko w momencie odbicia się od specjalnego lampionu lub po wykupieniu ulepszenia także pocisku. Dobrym przykładem jest tutaj jeden z bossów – długi, ognisty smok. W pewnym momencie niszczy on powierzchnię po której się poruszamy i atakuje nas po drugiej stronie za pomocą ognistych kul. Aby do niego się dostać, jedynym sposobem jest odbijanie się od ognistych kul wystrzeliwanych przez smoka i dotarcie do jego głowy. Jeżeli nam się nie uda, spadamy i łamiemy kark co oznacza rozpoczęcie walki z wrogiem od zera.

Kiedy natomiast umrzemy, lata za nami diabełek i śmieje się z nas wymieniając statystyki takie jak liczba naszych śmierci. Płacimy mu także w monetach za nasze wskrzeszenie. No własnie, w trakcie gry zbieramy także monety które pozwalają nam odblokować nowe zdolności lub poprawić te istniejące. Trochę w tej grze metroidvani, ale nie tak jak w innych grach, że po znalezieniu przedmiotu musimy się cofać pół gry. Tutaj raczej jest tak, że i tak później się cofniemy do wszystkich zwiedzonych przez nas poziomów, a dzięki odblokowanym zabawkom, dostaniemy się do nowych miejsc. W tej grze nie ma znajdziek jak w Assassin’s Creed lub innym Far Cry. Są tylko duże zielone żetony i żeby je zdobyć musimy poważnie się napocić.

Dupek

 

The Messenger ewoluuje w trakcie zabawy

Gra w trakcie rozgrywki zmienia się drastycznie przynajmniej dwa razy i przestaje być zwykłą bieganiną przed siebie. Od pewnego momentu mamy możliwość przeniesienia się do przyszłości. Co ciekawe, cała szata graficzna oraz dźwiękowa się zmienia. Zamierzeniem twórców, było przedstawienie gry zarówno w wersji 8 bitowej, jak i bardziej szczegółowej 16 bitowej. Udało im się to wyśmienicie i nawet muzyka zostaje ta sama, ale zmienia się jej wykonanie.

Znajdziemy też nowych kumpli.

Oprócz tego, od pewnego momentu mamy możliwość zwiedzania już wcześniej ukończonych poziomów. Mamy nawet dostęp do mapy (która jest śmiesznie liniowa tak jak nasze przejście). Zabawne jest przechodzenie tych samych momentów gry ale z nowymi umiejętnościami. Dzięki temu i wcześniejszemu ostremu treningowi na bardzo trudnych poziomach, przebiegamy przez poprzednie poziomy niczym burza, a dzięki cofaniu się w czasie te same poziomy ciągle się zmieniają i dzięki temu będziemy mieć dużo możliwości przechodzenia tych samych poziomów w nowy sposób i jednocześnie odblokowywaniu nowych stref gdzie znajdziemy trudniejsze wyzwania.

Lawa. Mam dziwne skojarzenia z Mario z Pegasusa.

Dźwięki gry to prawdziwy 16 bitowy cud. Muzyka zmienia się w zależności od tego co robimy i bardzo wyraźnie nawiązuje do klasyków z naszego dzieciństwa. Jest tak dobra, że czasem sam sobie ją puszczam żeby posłuchać. A dawno żadna gra nie urzekła mnie swoim soundtrackiem tak bardzo. Graficznie także gra jest bardzo ładna oraz bardzo czytelna mimo wysokiego natężenia pixeli.

Podsumowanie

The Messenger to zabawa na 10 – 15 godzin intensywnej rozgrywki. Nie dużo, ale gra kosztuje jakieś grosze, bo około 70 zł na platformie Steam. Naprawdę, zdecydowanie warto zwłaszcza że gra nie zyskała odpowiedniego rozgłosu. A to jest olbrzymia szkoda, bo ten indyk jest tak fantastyczny, że bardzo byłbym smutny gdyby odszedł on w zapomnienie. Daję mu z czystym sercem 10/10. Ta gra nie ma żadnych wad.

Ja tą grę po prostu uwielbiam – za klimat, za nostalgię, za poziom trudności.

Previous Łupieżcy Rigor Mortis - Unboxing Gry - Gra z pazurrrem
Next Metroidvania - Co to właściwie jest? - Wyjaśnienie i przykłady gier