Iki – recenzja – harmonia na japońskim targu.


Każde nowe euro ląduje na mojej liście gier do sprawdzenia praktycznie z automatu. Jeżeli grę wydaje jedno z moich ulubionych wydawnictw, które do tej pory z tego typu grami miało trochę na bakier moja ciekawość rośnie jeszcze bardziej. A jak dowiaduję się, że to Iki, które miałem na radarze od dawna moja radość rośnie jeszcze bardziej. Warto było czekać?


Lucky Duck Games w swoim portfolio raczej ma gry, które od eurasków leżą całkiem daleko. Przeglądając zagraniczne tytuły zazwyczaj zatrzymywałem się przy dość innowacyjnych i ciekawych tematycznie grach z klimatem – o, to by pasowało do portfolio „szczęśliwych kaczuszek”. Kilka tygodni później dostajemy zapowiedź i możemy się cieszyć z kolejnej, fantastycznej planszówki. Z Iki sytuacja jest trochę inna, ponieważ gra to typowy przedstawiciel gatunku suchej mechaniki i tematu, który ma pasować do gry. Jednak nawet tutaj Kaczki poszalały, bo aż tak sucho nie jest i złowiły fajną perełkę. Iki zabiera nas do Japonii z epoki Edo, do handlowej dzielnicy Nihonbashi. Wcielimy się w pretendentów do tytułu eddoko, czyli osoby żyjącej w zgodzie z filozofią panującą w epoce wspierającej rozwój i dobrobyt miasta oraz wspierającej mieszkańców. Wzdłuż ulicy ciągną się stragany, w których pracują mieszkańcy z różnymi umiejętnościami. Będziemy zatrudniać nowe, zdobywać cenne surowce i fundusze oraz podnosić ich doświadczenie kierując ku zasłużonej emeryturze. Będziemy musieli zadbać o zabezpieczenia przed ogniem, ponieważ pożar może strawić cały dorobek człowiek. W końcu może uda się też nam wybudować kosztowne budynki dające sporo premii i punktów IKI.

W kilku słowach, jak gramy?

Partia w Iki trwa trzynaście rund, z czego pierwsze dwanaście symbolizuje miesiące z roku, natomiast ostatnia runda to świętowanie Nowego roku i podsumowanie rozgrywki. Każdy miesiąc podzielony jest na trzy fazy, a ściągawkę możemy znaleźć na planszy gracza.

Tor ognia będzie wyznaczał kolejność rozgrywki w przyszłych rundach, natomiast na początku musimy wybrać pierwszego gracza w inny sposób – ostatnia osoba, która jadła sushi to całkiem dobry pomysł. Następnie w określonej kolejności gracze wysyłają pionki ikizama na tor w górnej części planszy. Miejsce wyznacza nam kolejność rozgrywania akcji – im bliżej lewej strony, tym szybciej – oraz liczbę kroków, jaką zrobimy naszym oyakata wzdłuż straganów. Punktu ruchu możemy zwiększać wydając żetony sandałów. Po rozmieszczeniu meeple przez wszystkich graczy przechodzimy do kolejnej fazy.



Faza akcji to przesuwanie naszego oyakata, ale na początku rozpatrujemy przychód lub zatrudnienie postaci. Możemy dostać cztery mon, czyli tutejszą walutę lub zatrudnić jedną z dostępnych postaci i wyłożenie jej na wolne pole na planszy. Zamieszczamy też na zakupionej karcie pionek naszego kobuna, żeby oznaczyć posiadacza karty. Po zakończeniu ruchu przystępujemy do robienia interesów w sklepie, przy którym się zatrzymaliśmy. Dostępne akcje ze sklepu, czy jednej z postaci, która się tam znajduje możemy robić w dowolnej kolejności. Jeżeli używamy karty przeciwnika, to zwiększamy jej doświadczenie i przesuwamy pionek kobuna w górę. Gdy dojdzie do końca postać przechodzi na emeryturę i trafia pod planszę gracza – będzie dostarczała surowców, a set kart w różnych kolorach punktów.

Gdy wszyscy gracze wykonują swoje tury przechodzimy do ostatniej fazy wydarzeń zgodnie z ikonami przy miesiącach. Na koniec 3, 9 oraz 12 następuje dzień wypłaty. Zastępujemy karty oraz żetony właściwymi dla danego okresu. Następnie dobieramy pensję za naszych ludzi przebywających na straganach oraz odbieramy premię harmonii. Jeżeli na danym stoisku kontrolujemy dwie karty w tym samym kolorze, to zgarniamy bonusowe punkty Iki. Ostatni krok to karmienie naszych ludzi – jeden ryż na osobę. W miesiącach 5, 8 oraz 11 sprawdzamy, gdzie wybucha pożar. Po rozegraniu ostatniej rundy podliczamy wszystkie zebrane punkty za tor, różnorodność zebranych postaci, specjalne żetony oraz budynki i wyłaniamy zwycięzcę.

Wrażenia

To samo wydawnictwo wypuszcza dwie gry, po które sięgają nasze rodzime Rebel i Lucky Duck Games. W tej rywalizacji zdecydowanie wygrały Kaczki zostawiając rebelowego Ganimadesa daleko z tyłu. Wybrane przez nich Iki jest fantastyczną pozycją w kategorii rodzina plus. Nie jest za trudno, żeby odrzuciła od siebie początkujących, a jednocześnie jest tam sporo miejsca na długofalowe planowanie lubiane przez bardziej zaawansowanych gier planszowych. Mamy tu całą gamę znanych i lubianych mechanik, które po zmieszaniu może nie pokazują aż tak wielu nowości, ale smaczki, które zostały nam serwowane są naprawdę niezłe. Stary, klasyczny rondelek, po których poruszamy nasze pionki nie zestarzał się ani o dzień i dalej dostarcza sporo satysfakcjonujących wyborów. Gdybym miał ubrać moje uczucia do Iki w jakąś ocenę, wystawiłbym grze solidną ósemkę, może nawet z plusem.

Zacznijmy standardowo od tematyki i jej powiązania z mechaniką. Czy Iki to klimatyczna gra? Na początek warto powiedzieć sobie od razu – Iki to gra euro pełną parą, w której otoczka jest, ale na pierwszy plan wysuwa się świetna mechanika. Jednak mi bardzo się podoba cały japoński klimacik. Gra przenosi nas do epoki Edo, gdzie wśród bazarów będziemy szukać perełek i postaramy się stać eddoku, czyli swoistym patronem miasta. Mamy na to cały rok, czyli według kalendarza gry cztery rundy. Nasze drewniane pioneczki mają bardzo klimatyczne nazwy nawiązujące do Japonii – fani będą zachwyceni, wystawiając kobunów, wędrując swoim oyakata przez tętniący życiem (i punktami) bazar oraz planując swoje akcje pionkami ikizama. Ja fanem nie jestem i miałem problemy, żeby zapamiętać te nazwy, ale doceniam poświęcenie i taki detale, które w grze euro robią przyjemny nastrój. Mechanika jest świetnie spięta z tematyką wędrowania po straganach, kupowania coraz to ciekawszych przedmiotów, zbierania z nich setów, czy obrony miasta przed pożarami. To wszystko współgra ze sobą na tyle dobrze, że Iki zasługuje na sporą pochwałę.



Co mi się w grze podobało? Zacznijmy od wyboru na samym początku naszej tury, czyli czy chcemy iść dalej omijając jakieś pola, ale szybciej awansując naszych handlarzy czy może idziemy zachowawczo i korzystamy z ich umiejętności? To ma też ogromne znaczenie, ponieważ im dalej pójdziemy, tym nasza kolejka będzie później co ma niebagatelne znaczenie przy grze, w której zbieranie setów jest istotną częścią zabawy. Na każdą rundę mamy też określonych pracowników do zatrudnienia, więc czy na pewno warto iść daleko, skoro ta karta jest mocna, wszyscy będą chcieli do niej zajść? Jakie są szanse, że przetrwa do naszej tury? Z pozoru mała decyzja urasta do miana dość taktycznego momentu, w którym musimy trochę skalkulować i pomyśleć, co jest dla nas priorytetem. Opcje widzimy od razu, więc nie wzbudza to w nas jakiegoś paraliżu decyzyjnego, ale potrafi przyjemnie połaskotać nasz umysł i wycisnąć z niego kilka procent więcej.

Kolejna trudna decyzja przed nami to wybranie pieniędzy, czy zatrudnienie pracownika. O ile fundusze zawsze są ważne i kuszące to nie ma tu większej filozofii. Sporo kombinowania zaczyna się przy wykładaniu przeciwnika. Skoro już zdobyliśmy upragnioną kartę, to warto się zastanowić, gdzie strategicznie ją umieścić. Niektóre pola są bardziej atrakcyjne od innych, chociaż musimy zapłacić coś ekstra za otworzenie straganu w danym miejscu. Kolejna rzecz, którą musimy wziąć pod uwagę to pożary, które rozprzestrzeniają się od krawędzi planszy. Bardzo nam też zależy, żeby inni odwiedzili nasze karty, ponieważ nasi pracownicy będą, dzięki temu szybciej awansować i przechodzić na emeryturę. Jak dla mnie, to właśnie próba wysłania naszego kobuna na emeryturę jest najjaśniejszym punktem Iki i na tyle unikalnym rozwiązanie, że wyróżnia grę wśród tłumu innych. Możemy to robić wolniej, okrążając bazar, ale zależy nam, żeby oponenci robili to za nas. Świetnie się bawiłem, próbując odczytać potrzeby przeciwnika, które zachęcą go do mojego straganu, jednocześnie nie dając mu aż tak dużo korzyści. Dla nas każda karta jest cenna, bo raz, że generuje zasoby, a dwa, że znowu mamy zbieranie setów i punkty na koniec.

Czy Iki ma jakieś minusy? Owszem, znalazłem tu trochę rzeczy, które podobały mi się mniej, ale jestem w stanie je wybaczyć, bo gra sprawia mi sporo radości pomimo niedociągnięć. Zacznijmy od wcześniej wspomnianej mechaniki pożarów. Sam tor będzie nam wyznaczył kolejność wystawiania się na torze ikizama, więc nie możemy go zupełnie olać. Problem mam z samym wystąpieniem pożaru, który jest mega losowy i niewspółmierny do wysiłków graczy. Można mocno się rozwinąć w ochronie od ognia i nic z tego nie mieć oprócz wystawiania się jako pierwszy. Okej, to jest mocne i daje nam pole manewru, ale musieliśmy sporo poświęcić, żeby wbić się na dany poziom. Z drugiej strony mamy gracza, który zupełnie olał ten tor i poszedł inną ścieżką. Gra ani razu nie skrzywdziła go za taką decyzję i żaden z jego straganów nie spłonął. Kolejna rzecz to budynki, które są zwyczajnie mało ciekawe na tle innych rozwiązań. Masz dostępne zasoby, kupujesz i zgarniasz punkty. Prosto, szybko, za banalnie jak na mój gust, zważywszy na tę siateczkę zależności przy innych mechanizmach.

Iki jest bardzo regrywalną pozycją oferującą całą gamę różnych strategii, które musimy jednak dostosowywać do dostępnych możliwości. Każda pora roku ma dedykowaną talię pracowników, która im dalej jesteśmy, tym daje potężniejsze zdolności. Raz możemy iść mocno w sety, innym razem próbować wysłać większą liczbę kart na emeryturę. Podobało mi się odkrywanie gry i po każdej partii miałem ochotę na następną, i następną, i jeszcze następną. Co do skalowania, to jednak im więcej graczy, tym gra może pokazać więcej swojego uroku i czarującej mechaniki korzystania z cudzych kart. W dwuosobowym trybie gra działa, ale jak dla mnie oczko niżej, niż pełna obsada przy stole. Grałem w wersję dwuosobową trzy razy i nie czuję potrzeby grania więcej w tym samym składzie. Co innego w komplecie, jeszcze lepiej przy osobach, które już wiedzą, co i jak! Cud, miód, tylko czasu brak na te wszystkie gry.

Nie ma się też co obawiać o skomplikowanie zasad. Gra według BGG ma ciężar około 3 na 5 co sugeruje dość ciężką pozycję, ale to chyba trochę na wyrost. Owszem, decyzji trochę jest, niedzielni gracze mogą czuć się na początku przytłoczeni, ale z każdą kolejną rundą idzie sprawniej i płynniej. Iki tłumaczy się dość wdzięcznie, a zasady dość szybko układają się w głowie. Cenowo gra jest do wyrwania za około 180 zł – uważam, że to bardzo przyzwoita kwota za to, co dostajemy w pudełku. Elementów jest dużo, są dobre jakościowo, a rozgrywka się broni i jest zwyczajnie dobra. Jeżeli szukacie nietuzinkowej gry na poważniejsze rozgrywki, ale jednocześnie nie chcecie, żeby mózg wam zaparował od nadmiaru opcji to Iki będzie dobrym wyborem.

Podsumowanie

Lucky Duck Games raczej nie miało w swoim portfolio gier euro, więc wybór pierwszej gry był niezwykle istotny. Bardzo się cieszę, że padło właśnie na Iki, które jest grą niezbyt trudną i przyjemną, ale niepozbawioną całej warstwy decyzyjności. Każdy wielbiciel eurogier powinien zagrać w Iki – okej, nie jest to ciężka gra ale w wadze średniej plasuje się całkiem wysoko. Sporo elementów rozgrywki ma ukryte drugie, a nawet trzecie dno i musimy rozważać sporo za i przeciw, wystawiając pionek lub używając jakiejś akcji. Klimat całości podbija cała japońska otoczka, chociaż to bardziej ukłon w stronę fanów orientalnej kultury. Przy Iki bawiłem się wybornie i gra na pewno zostanie ze mną na dłużej. Polecam!

Może zainteresuje Cię nasza recenzja San Francisco?

Iki w dobrej cenie do kupienia tutaj.

Poprzednio Stray - Fabryka, Dyskoteka - Playstation 5 #07
Następny F.I.S.T. Forged in Shadow Torch - Ancient Complex, Ucieczka przed Czerwiami