Podsumowanie

W pewnym momencie wkrada się monotonia, ale przez pierwsze kilka rozgrywek jest jazda bez trzymanki. Do tego gra wygląda jak cukiereczek.
Przyjemność z rozgrywki 9.0
Interakcja 9.0
Regrywalność 6.0
Wykonanie 8.0
Cena 6.0
Pros
- daje naprawdę spory fun, zwłaszcza na początku
- nawiązania do popkultury
- bardzo ładne figurki oraz grafiki na kartach
- solidna doza negatywnej interakcji
- losowa, a przez to nieprzewidywalna
Cons
- wykonanie nie jest do końca przemyślane, co powoduje problem z planszą gry
- brakuje głębi taktycznej, przez co w pewnym momencie robi się schematyczna

Monster Slaughter czerpie garściami z klasycznych horrorów z poprzedniego wieku. Wszyscy znamy takie hiciory jak Piątek Trzynastego czy Laleczka Chucky. Kojarzymy też Draculę, a jeżeli ktoś nie słyszał o archiwum X to prawdopodobnie jest z innej planety. Czy zabawa nostalgią pozwoli wypromować grę planszową czy tylko ukryć za świetnym tłem fabularnym średni tytuł?

Po nagłówku wiecie już zapewne, jaki mam stosunek do Monster Slaughter. Gra już od pierwszych chwil od swojej polskiej premiery, która nastała dzięki wydawnictwu Black Monk, wpadła mi w oko. Ogarnąłem parę filmików z zasadami oraz różnych materiałów i wiedziałem, że muszę tą grę posiadać w kolekcji.

Założenia gry Monster Slaughter: Horror w Głębi Lasu

Monster Slaughter to gra planszowa dla 2 – 5 graczy. Zabawa w jedną partię trwa około 60 minut i jest przeznaczona dla potworów od 14 roku życia. W grze tej wcielamy się w rodzinkę monstrów i naszym celem będzie zjedzenie bandy głośnych dzieciaków, które imprezują w domu w środku lasu. W naszej rodzince będą trzy postacie – tatuś, mama oraz synek. Rodzin jest całkiem sporo i wyróżniamy tutaj takie grupy jak Wilkołaki, Zombie, Monstra, Wampiry czy Ufo. Każda z frakcji posiada inne cechy dodatkowe, na przykład wilkołaki szybciej się przemieszczają, co warunkuje w pewnym stopniu strategie oraz silne strony każdej z stron konfliktu. Każdy gracz wybiera jedną rodzinę i wykonuje kolejne akcje w celu jak najbardziej efektywnego mordowania biednych studentów na wakacjach. Ważne tutaj jest planowanie w jakiej kolejności aktywujemy kolejnych członków rodziny. Posiadają również swoje specyficzne cechy uzależnione od szybkości oraz liczby kości które możemy użyć przy akcjach. Sytuacja idealna to moment, kiedy np. dzieciak robi zwiad, a tatuś (który mocniej bije) atakuje studentów, gdyż ma więcej kości ataku. Planowanie oraz umiejętność przewidywania działań innych rodzin jest kluczowa. Dlatego wraz ze wzrostem liczby graczy przy stole, zwiększa się nieprzewidywalność rozgrywki i jednocześnie (takie miałem wrażenie), skraca się czas gry.

Rozstawienie jest stosunkowo szybkie, a po pierwszej partii chcemy zagrać jeszcze raz. Jednak na ile osób najlepiej grać? Dla mnie najfajniej było we dwie osoby, ale czerpałem wiele przyjemności nawet i z rozgrywki czteroosobowej. Trochę mi brakowało dedykowanego trybu solo, gdzie sterowalibyśmy rodziną i mordowali studentów na punkty. W edycji standardowej wydanej przez Black Monk znajduje się też parę dodatków, w tym szopa na narzędzia która dozbraja bardziej studentów. Cały przebieg gry podąża raczej w luźnej atmosferze i nie ma wyjątkowego napięcia przy rozgrywce. Wiele akcji warunkują kości, gdyż za ich pomocą robimy lubiane przez nas testy umiejętności. Na niektóre elementy (wywarzanie drzwi np.) wystarczy jeden sukces, na inne (atakowanie wrogów) każdy sukces to punkt obrażeń. Punkty zwycięstwa otrzymujemy nie tylko za zadawane obrażenia, ale także za pokonanie biednego studenta lub nawet zgadnięcie w której kolejności zginie dany student. Sprawia to, że nie zawsze jest sens atakować widocznego dzieciaka i czasami warto rozejrzeć się w innych pomieszczeniach. Gra się kończy w momencie zjedzenia wszystkich dzieci lub kiedy minie określa liczby tur.

Interakcja

Gra Monster Slaughter posiada bardzo sprytną negatywną interakcję. Otóż kiedy gracz zaatakuje jakiegoś biednego studenta, inni z graczy może zadeklarować jemu pomoc. I teraz gracz który wykazał się altruizmem (lub nienawiścią do swojego oponenta) przekazuje odpowiedni przedmiot dla postaci która się broni. Je zdobywamy podczas szukania studentów w kolejnych pomieszczeniach. Każda taka karta daje dodatkowe kości obrony dla biednej ofiary. Dodatkowo, jeżeli karta jest przeznaczona do walki na daną rodzinę (np. krucyfiks na wampiry albo srebrne kule na wilkołaki), to taka karta daje jeszcze dodatkową kość. Jeżeli nie uda nam się pokonać dzieciaka, to zostajemy wyrzuceni z pokoju, a jeżeli w nim nie ma innych potworów, to ten na powrót się chowa poprzez zdjęcie figurki z planszy i w tasowanie karty szczęśliwca z powrotem do talii.

O wszystkim jednak decydują kości oraz przerzuty. Czasem nawet rzucając wieloma kośćmi może nam się nie udać (mimo 4 sukcesów na ściankach), a innym razem już jedną kością zwyciężamy i dobijamy obficie krwawiącą ofiarę zdobywając dodatkowe punkty za upolowany kąsek. Typowa mechanika z ameritrash więc dla osób, które nie cierpią losowości połączonej z negatywną interakcją może to być ciężki orzech do zgryzienia. Dla mnie osobiście jest to plus, gdyż lubię gdy gra jest nieprzewidywalna i nie mogę zaplanować swoich ruchów na 98732 rund w przód.

Oprócz tego standardową interakcją mogą być ataki innych graczy na nasz cel …. lub inny w ten sposób psując naszą kolejkę gdzie zgadujemy kto kiedy umrze. Dodatkowo dzieciaka możemy wystraszyć i dzięki temu jest możliwe sterowanie nim w zależności od wyrzuconych sukcesów. To także daje możliwości taktyczne które mogą np. pozwolić nam na przeszkodzenie wrogowi w zapolowaniu na jego smakowity kąsek.

Niestety plansza po jakimś czasie zaczyna się wypychać od środka przez co ścianki mogą być wmontowane zbyt luźno.

Regrywalność

Regrywalność w Monster Slaughter …. to ciężki orzech do zgryzienia. Gra mnie troszkę już męczy po 8 partiach, ale nawet nie jestem pewien dlaczego. Wydaje mi się, że jednak aspekt strategiczny w tej grze jest niewielki i ciężko tutaj przyjąć jakąś strategię. Chodzi o to, że za każdym razem gramy tak samo i strategia nie zmieni się w zależności od wybranej rodziny – jej dodatkowa cecha jest zbyt słaba, aby rekomendować zmianę strategii gry. Ogólnie powinniśmy punktować jednocześnie ze wszystkich źródeł, a nie tak jak w wielu innych grach, zwłaszcza euro, wybrać jedną strategię lub dwie i na nich się skupiać. Tutaj sytuacja idealna jest wtedy gdy: uda nam się przewidzieć kolejność zgonów, uda nam się zjeść nasz smakowity kąsek (jeden student ma specjalne punktowanie), uda nam się zadać obrażenia dla studentów oraz ich pokonać. Tak naprawdę ta gra to zabawa w kto pierwszy, kto lepszy z naciskiem na upolowanie dzieciaków w odpowiedniej kolejności.

A że wszyscy szacują że murzyn umrze pierwszy, to zgadnijcie kogo szukają wszyscy gracze. Ta gra bawi się zarówno stereotypami, jak i ikonami popkultury, więc mamy w drużynie wroga zarówno czarnoskórego studenta, jak i cheerleaderkę. Grając z dodatkiem, na pomoc może też wpaść Emmett Lathrop Brown (powrót do przyszłości), a karty przedmiotów do polowań na potworów to jazda bez trzymanki dla fanów popkultury oraz kina klasy B.

Niestety jednak pewna przewidywalność skutkuje tym, że gra szybko przestaje oferować nam wyzwanie i czasami już nawet po śmierci drugiego studenta wiemy kto wygra lub przegra i nie ma w takich momentach walki do ostatniej chwili oraz o każdy punkt zwycięstwa. Dodatki trochę to rekompensują (oba z nich są już zawarte w pudełku z polską wersją gry – jest to szopa na narzędzia oraz niespodziewani goście, czyli profesjonalni łowcy potworów), ale na dłuższą metę i tak nie wiem czy będzie mi się chciało wracać regularnie do tej gry. Może za jakiś czas? W sumie ma bardzo łatwe zasady i niewielki próg wejścia, więc można ją potraktować jako seksowny gateway dla graczy chcących rozpocząć zabawę z ameritrash. Dlaczego seksowny? Zapraszam do kolejnego akapitu na temat rozmyślań o wykonaniu gry.

Wykonanie gry Monster Slaughter

Jeżeli chodzi o wykonanie, to Monster Slaughter wymiata. Nie powiem, że to właśnie figurki (zwłaszcza moje ulubione wilkołaki) były pierwszym impulsem który spowodował, że ta gra wpadła mi w oko. Figurki perfekcyjnie nadadzą się też do malowania i każda osoba której grę pokazywałem, wpadała w zachwyt nad wykonaniem tych świetnych postaci. Oprócz tego, denko pudełka to nasza plansza, którą potem zabudowujemy ścianami pomieszczeń. Tutaj mam uwagę do gry, gdyż częste rozkładanie, czyli wyjmowanie planszy z pudełka powoduje jej rozpychanie po bokach przez co staje się ona wypukła na ścianach budynku. Powoduje to, że montowanie kolejnych ścian nie jest łatwe i po prostu są zbyt luźne na długość, co powoduje ich wypadanie. Dopiero ukończenie całej konstrukcji powoduje, że wszystko jest stabilne i raczej się nie rozpadnie.

W grze znajdziemy także tonę dodatkowych kart, elementów, znaczników oraz kości. Wszystko ma swoje miejsce w bardzo dużej oraz eleganckiej wyprasce. Kości nie są typowymi K6, a posiadają nadruki sukcesu oraz porażki w postaci łapek potworów. Karty, jak już wcześniej wspomniałem, to mały graficzny cud i osobiście zaraz po nagraniu unboxingu przejrzałem całą talię ciesząc mój nieprofesjonalny gust artystyczny oraz wypatrując nawiązania do kolejnych filmów lub innych pozycji z popkultury.

Cena

Grę można zakupić już w okazyjnej cenie za 250 zł np. tutaj – Monster Slaughter w ceneo.pl. Uważam że cena za tą grę jest okej. Nie jest za wysoka patrząc na zawartość, ale mogłaby być też niższa. Trochę to koliduje z regrywalnością, ale jeżeli szukacie gry która oprócz tego że jest grywalna, to jeszcze jest bardzo ładna, to wydaje mi się że te 250 zł nie jest wysoką ceną za Monster Slaughter. Raz na jakiś czas można zaszaleć prawda? Osobiście nie żałuję zakupu, chociaż nie wiem czy gry wkrótce nie sprzedam.

Podsumowanie

Monster Slaughter to bardzo dobra oraz ładna gra planszowa, której jednak brakuje troszkę głębi, przez co taktycznie ciężko tutaj wymyślić coś nowego i każda kolejna gra wśród zaawansowanych graczy wygląda dosyć podobnie. Bawiłem się jednak świetnie, zwłaszcza podczas pierwszych rozstawień, po za tym gra może być świetnym materiałem do nauki malowania figurek oraz wprowadzania nowych graczy w trochę cięższe tytuły gier planszowych. Raczej nie polecam tej gry wrogom losowości oraz negatywnej interakcji, jest jej tutaj sporo (co dla mnie jest dużym plusem), ale ludzie którzy wolą patrzeć w swoje plansze w Scythe, powinni unikać tej pozycji.

 

Previous Nier: Automata Game of the YoRHa Edition - Recenzja - Lepiej późno, niż wcale!
Next Kapitan Marvel - Recenzja - Gwarantowany Oskar!