Atlas Fallen – Recenzja – Pustynny Sztorm


Atlas Fallen to najnowsza gra od niemieckiego studia Deck13, która tym razem zabierze nas do tajemniczego, pustynnego świata, w którym rządzi Bóg będący tyranem i wykorzystujący zwykłych ludzi do niewolniczej pracy.

W Atlas Fallen wcielimy się w rolę bezimiennego bohatera, który jest jednym z, nomen omen, bezimiennych, czyli zwykłych ludzi, których zmusza się do niewolniczej pracy w kopalniach. Cały reżim opiera się na wykorzystywaniu niewolników do kopania magicznych kryształów, będących źródłem potęgi boga Thelosa oraz królowej, która jest awatarem złej istoty. Pomaga jej także olbrzymi obiekt, zwany obserwatorem, który gdzieś w tle będzie zawsze podążać za naszym bohaterem. A dlaczego zwykły niewolnik staje się taki ważny? Otóż wchodzi on w posiadanie tajemniczej, gadającej rękawicy, która da mu niesamowite możliwości kontroli piasku oraz wykorzystania kryształów do używania potężnych umiejętności. Nasz bohater wyrusza w podróż by zrozumieć, czym tak naprawdę jest Thelos oraz terror, który dominuje świat, a także by poznać tajemnice rękawicy.

Nie bądź elf, dej suba!

Fabuła w Atlas Fallen, na pierwszy rzut oka, wygląda nawet przyzwoicie, niestety im dłużej będziemy grać, tym bardziej będzie ona generyczna, powtarzalna i w pewnym momencie nużąca. Zaczniemy się łapać na tym, że będziemy biegać od jednego zadania do drugiego, nawet bez chęci wczytywania się w ich historię. To jest w sumie ciekawe, jak bardzo fabuła w Atlas Fallen nas nie wciąga, bo sam świat gry jest dosyć ciekawy i miło się go eksploruje. Atlas Fallen to trzecio osobowa gra akcji, w której będziemy kierować naszym bohaterem na niewielkich, otwartych mapach. Będziemy je eksplorować w celu znalezienia skarbów oraz przedmiotów, które wzmocnią naszego bohatera.

Obserwator będzie nas prześladować przez sporą część gry.

I muszę przyznać, że to całe bieganie, a raczej ślizganie się, w Atlas Fallen jest całkiem przyjemne. Cały system przypomina, ten który pamiętamy na przykład z Forspoken, jednak tutaj mam wrażenie, że nasz bohater jest bardziej dynamiczny i elastyczny w eksploracji. Skacze bardzo daleko, porusza się niesamowicie szybko, a mapy zostały skonstruowane w taki sposób, że nawet bardzo rzadko korzystałem z systemu szybkiej podróży. Podobnie miałem z grą Spider Man na Playstation 4, gdzie przemieszczanie się było tak fajne, że nie używałem szybkiej podróży. Co ciekawe, nawet system ukrytych przedmiotów w grze nie opiera się na standardowych kropkach i lokacjach. Przykładowo, możemy odnaleźć iglice, które musimy aktywować jedna za drugą, by odnaleźć skarb albo punkty obserwacyjne, które pokażą nam gdzie są skrzynki ze skarbami. Niestety to nie zostanie zaznaczone na mapie i albo musimy to zrobić sami, albo iść na wyczucie w dane miejsce.

Jedną z aktywności jest ściganie się z promieniem świetlnym od jednego punktu do drugiego. Ostatni z nich wskaże nam miejsce skarbu.

Na początku strasznie mnie irytował ten system, ale potem zrozumiałem, że ma on swoje zalety – mamy w ten sposób szanse przyjrzeć się kolejnym lokacjom i odnaleźć przedmioty, które nie są oznaczone jako skarb jak np. listy czy postacie, które po rozmowie, mogą dać nam mapę skarbu. A poszukiwanie skarbu z mapy też daje satysfakcje, bo kiedy będziemy w pobliżu takiego miejsca, zostaje ono zaznaczone na naszej mapie, ale miejsce, gdzie możemy wykopać skrzynię musimy odnaleźć sami w ramach okręgu na mapie. I gdybyśmy mieli przyjemność z grą, taką jak ostatni Assassin’s Creed Odyssey, gdzie mamy nasrane milion niepotrzebnych kropek na mapie, które tylko zaliczamy jedna za drugą, to pewnie porzuciłbym grę stosunkowo szybko. Atlas Fallen posiada jednak szereg niedużych map (można je porównać do pierwszej mapy z Odysei albo Valhalli), które są na tyle duże, byśmy mieli wrażenie odkrywania kolejnych tajemniczych zakątków, a jednocześnie na tyle małe, że kiedy zaczniemy się nimi nudzić, to aktywuje się kolejny akt gry, gdzie pojawi się kolejna mapa. Tych jest w grze około czterech i każda z nich różni się zarówno klimatem, jak i wyzwaniami.

Fabuła w Atlas Fallen jest wtórna i nudna. Raczej przewijamy dialogi i je przyspieszamy, zamiast chłonąć z wypiekami tego, co tam jest.

Nasz dzielny bezimienny bohater będzie też walczyć z szeregiem demonów i muszę przyznać, że walka po jej zrozumieniu jest całkiem przyjemna. Nasz heros będzie używał dwóch z szeregu odblokowanych broni, a podczas walki, kiedy będzie zadawał obrażenia, będzie zdobywał impet, który zwiększa obrażenia, ale jednocześnie zwiększa też obrażenia które otrzymujemy od wrogów. Dodatkowo kolejne poziomy impetu odblokowują potężniejsze kryształy, które montujemy w rękawicy przed walką. W ten sposób staramy się ciągle utrzymać odpowiednie tempo walki i przyciskamy wrogów do ściany, żeby tylko nie stracić impetu. System blokowania jest podobny do tego z Mortal Shell, czyli zamiast przerywać naszą akcję, nasz bohater na chwilę pokrywa się piaskiem, więc w przeciwieństwie do innych gier możemy smashować przyciski ataku na padzie, a kiedy wróg nas zaatakuje, to natychmiast zablokować, nie martwiąc się tym, że jesteśmy w trakcie skoku czy też ataku. Bardzo mi się podoba taki system walki. Niestety jednak, walce brakuje precyzji, a twórcy nie do końca opanowali jej tempo i nasza kamera potrafi skakać po wrogach, kiedy Ci znikają (np. się zakopują) lub są po prostu duzi i zajmują cały ekran. Kamera niejednokrotnie będzie naszym największym wrogiem, większym nawet niż potężne demony.

Z pustyni do podziemnej fortecy. Co ciekawe, większość zakamarków możemy zwiedzić doskakując tam przy odpowiednim rozpędzeniu się.

Bohater w Atlas Fallen rozwija się w inny sposób, niż w podobnych grach. Nasz dzielny heros zdobywa umiejętności pasywne podczas ulepszania zdobywanych pancerzy. Każde ulepszenie, to jeden atut, a same atuty pomagają nam głównie w eksploracji świata gry. Jest to bardzo intrygujące rozwiązanie, bo gra w ten sposób zmusza nas do rozwijania każdego z pancerzy, które nieraz zdobywamy robiąc rozbudowane zadania dodatkowe, a dzięki temu będziemy posiadać zawsze solidny zestaw gdybyśmy chcieli zmienić styl gry. Tych w grze jest ogólnie pięć, i na przykład czerwony styl opiera się na ataku, a zielony na leczeniu. Tak samo podzielone są kryształy, które zdobywamy – i je także możemy ulepszać. Kryształy montujemy w rękawicy tak, by pasowały do bonusu zbroi, dzięki czemu dostaniemy dodatkowe bonusy. A najlepsze jest to, że gra pozwala nam przygotować parę archetypów, które możemy błyskawicznie zmieniać w trakcie gry. Sprawia to, że rozwijanie bohatera w Atlas Fallen jest angażujące i ciekawe.

Atlas Fallen niestety jest grą stosunkowo brzydką i np. według mnie wygląda gorzej niż The Surge 2, inna gra od studia Deck13. Animacje twarzy są brzydkie, a teksty w niektórych miejscach pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie temat dotyczy potworów, które wydają się podobne do siebie i zrobione z lenistwa. Pomijając jednak to oraz parę innych problemów, o których wspomniałem, Atlas Fallen jest jedną z tych gier, do których – pomimo wad – wracam z przyjemnością. System eksploracji oraz wesołe skakanie po górach na olbrzymie odległości daje mi naprawdę sporo frajdy, a walka możliwości. Atlas Fallen to dobry punkt wyjścia dla prominentnej serii, a grę ukończyłem z przyjemnością i z przyjemnością też zagram w drugą część.


Klucz recenzencki do gry Atlas Fallen na konsolę Playstation 5 otrzymaliśmy od wydawnictwa Cenega. Dziękujemy!

Podsumowanie

Stosunkowo średni tytuł, który powinien zostać jeszcze trochę dopracowany. Niemniej jednak, Atlas Fallen ukończyłem z przyjemnością i chętnie zasiądę do kontynuacji.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- Dynamiczne poruszanie się bohatera sprzyja eksploracji
- Ciekawy system rozwoju postaci
- Satysfakcjonujący system walki
- Odczuwalny klimat gry - piasek, pustynia, tajemniczy obiekt daleko na horyzoncie
Cons
- Kamera robi bardzo dziwne rzeczy podczas walki z dużymi wrogami
- Nieangażująca historia
- Archaiczna grafika
Poprzednio Biurko z regulacją wysokości - dostosuj je do swoich indywidualnych potrzeb
Następny Armored Core 6 - Najlepsze bronie, które musisz posiadać