Powoli, wielkimi krokami zbliża się premiera najnowszego filmu z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Fikcyjny świat Star Wars rozrósł się do olbrzymich rozmiarów, ma dziesiątki wątków pobocznych, które przeplatają się między sobą. Co w takim razie, gdybym wam powiedział, że cały czas źle rozumieliśmy Gwiezdne Wojny?

Czy sprytnie poprowadzona narracja może spowodować, że cały odbiór filmu będzie inny? Nie będę tutaj zarzekać się, że imperium jest takie cudowne i wspaniałe. Bardziej chciałbym wskazać, że nie było takie złe w porównaniu do rebelii oraz republiki. Poniższe informacje nie są czymś nowym, zostały opracowane już wcześniej kilka razy w różnych zagranicznych artykułach. Od siebie dodam parę nowych spostrzeżeń oraz przemyśleń, zwłaszcza związanych z ostatnimi realizacjami z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zapraszam przy tym do komentowania oraz dajcie mi znać, czy daliście się przekonać i zostaliście posłusznym wyznawcą Ciemnej Strony mocy, czy też dalej naiwnie sądzicie, że Jedi Was uratuje?

Republika przed Imperium nie zdawała rezultatu

Zacznijmy delikatnie. Pamiętacie Mroczne Widmo, kiedy to powoli powstająca organizacja Separatystów (jeszcze w postaci Gildii Handlowej) zdobywała coraz większe wpływy i zagrażała Republice, która to nie posiadała prawie żadnej armii, a za pokojem stali nieliczni Jedi, którzy mimo że potężni, nie mieli żadnych szans przeciwko wrogowi z przewagą liczebną? Republika nie potrafiła utworzyć armii nawet do momentu, kiedy Separatyści stworzyli oddziały droidów i dopiero wcześniejsze działania tajemniczego Jedi (a tak naprawdę samego Palpatina) uratowały Republikę.

Po śmierci imperatora wcale nie było lepiej. Nowo powstała Republika dalej nie mogła powołać armii, przez co maruderzy walczący wcześniej jako rebelianci (terroryści) musieli mierzyć się z organizacją paramilitarną Najwyższy Porządek. Doprowadziło to finalnie do zniszczenia wielu planet centralnych oraz śmierci miliardów istot (nie tylko skorumpowanych polityków). Gdyby rebelianci nie zabili imperatora, ci ludzie dalej by żyli. Więc z jednej strony mam skorumpowaną republikę, która nie potrafiła obronić swoich obywateli, a z drugiej imperium galaktyczne, które utrzymywało pokój przez wiele lat.

Imperium nie traktowało obywateli źle

Pewnie się zastanawiacie, czy nie lepiej było tym ludziom umrzeć niż żyć pod jarzmem tyrana? No otóż nie, bo jak się zastanowimy, to imperium nigdy nie traktowało zwykłych ludzi źle. Nawet teoretyczne wyjątki or reguły potwierdzają, że Imperium musiało robić to co robiło by utrzymać pokój w galaktyce. Pamiętajcie, że za czasów republiki, przez wiele lat galaktykę toczyła wojna klonów. Nawet jedyna planeta zniszczona przez Gwiazdę Śmierci – Aldeeran – otwarcie wspierał Rebelię (o niej parę słów za chwilę) dostarczając wywiad, broń i zapasy. Czy Gwiazda Śmierci była tylko straszakiem na nieposłusznych?

Kolejna scena która potwierdza, że imperium nie terroryzowało swoich obywateli znajduje się w Mieście Chmur, kiedy to Lando Calrissian prowadził działania wydobywcze bez zgody imperium. Tam też zostaje znaleziony Han Solo, jeden z najważniejszych generałów rebeliantów. Czy Darth Vader przeprowadził śledztwo i nałożył reperkusje na Lando oraz Miasto Chmur? Nie, on odleciał i zostawił za sobą niewielki garnizon, mimo że Lando dał wiele powodów dla imperium by np. zniszczyć miasto które mogło być przecież komórką rebelii. Ale imperium nie jest wcale takie złe, biznes musi się kręcić, więc garnizon pilnował by wszystko było zgodne z imperialnym prawem. Nawet Palpatine powiedział podczas swojej mowy inauguracyjnej, że tworzy on Imperium dla bezpieczeństwa ludzi, jako efekt zdrady Jedi.

Imperium powstało dla stworzenia pokoju w galaktyce zniszczonej wojną. Jedynym powodem, dla którego rebelia z nim walczyła jest brak demokracji. Ale spójrzcie teraz na nasz obecny świat i powiedzcie, czy demokracja jest naprawdę tak dobra? Tak samo w Gwiezdnych Wojnach, Republika była skorumpowanym narodem niezdolnym do podejmowania decyzji oraz do ochrony swoich obywateli. W takim rachunku sto razy bardziej wolę Imperium.

Rebelia stosowała taktyki terrorystyczne

Czy więc żeby zaprowadzić demokrację, wszystkie chwyty są dozwolone? Rebelia stosowała taktyki typowe dla terrorystów, nic więc dziwnego, że imperium robiło wszystko by się jej pozbyć. Nawet dzisiaj korzysta się z frazy nie negocjujemy z terrorystami. Saw Guerra w Rogue One stosował tak brutalne taktyki, że naprawdę rozumiem skąd nad niebem planety gdzie działał latały Gwiezdne Niszczyciele. Poznajemy go podczas ataku na imperialny konwój, w samym środku miasta, a oglądając uważnie Rogue One dostrzeżemy więcej działań ekstremistycznych. Potem nawet Sojusz Rebeliancki od niego się odciął, ale ten sam Sojusz każdego dnia napadał na imperialne konwoje w których pracowali nie tylko żołnierze tacy jak Szturmowcy oraz wykwalifikowany personel, ale i zwykli ludzie.

Nawet po zwycięstwie Rebelii, Nowa Republika nic się nie nauczyła na swoich błędach i dalej była tak samo skorumpowana i bezużyteczna, niezdolna do ochrony obywateli nawet przed Nowym Porządkiem, który był zaledwie niewielkim odsetkiem sił które pozostały po imperium galaktycznym.

Jedi nie zdali egzaminu

Sami Jedi także nie są tak wspaniali, jak ich opisywano. Idealnie sprawdzali się jako przywódcy podczas wojny, której nie potrafili zapobiec. Wielu Jedi miało umiejętność przewidywania przyszłości, a mimo to, nie potrafili zapobiec Wojnie Klonom. Ba! Gdyby Palpatine nie stworzył Armii Klonów, to Wojna by się zakończyła, zanim by się rozpoczęła. Jedi nie potrafili przewidzieć, że Palpatine jest Mistrzem Sithów, który każdym działaniem jednocześnie służył ochronie Republiki. Jedi nie potrafili zaakceptować tego, że Anakin kocha Padme i doprowadzili go tym samym na skraj rozpaczy, kiedy zdruzgotany Anakin nie wiedział w jaki sposób może uratować swoją żonę (sam także potrafił przewidywać przyszłość, widział jej śmierć). Tylko imperator dał mu nadzieję na uratowanie żony. Nic więc dziwnego, że podczas zamachu stanu oraz zdrady jedi, Anakin wybrał stronę Palpatina. Jedi nie potrafili obronić galaktyki, a kiedy wojna zmierzała ku końcowi, zaatakowali przywódcę Republiki. Nawet podczas odbudowy zakonu, Luke nie potrafił zaufać dla Kylo Rena i próbował go zabić. Popełnił ten sam błąd, który zrobiła Rada Jedi wobec jego ojca. Przedstawianie potem Kylo Rena jako oprawcy, było bardzo ciekawym zabiegiem ze strony twórców, mimo że był kolejną ofiarą metod i tchórzostwa Jedi. Nic więc dziwnego, że …

… rozkaz 66 został wydany by chronić Imperium i obywateli

Kiedy tylko Anakin powiedział radzie Jedi, że Palpatine jest mrocznym mistrzem Sithów, ci go zaatakowali i próbowali zamordować. Bez procesu, bez możliwości obrony. Stary mistrz Sithów atakiem z zaskoczenia pokonał dwóch wojowników Jedi, ale sam nie miał żadnych szans z mistrzem miecza Mace Windu. Mamy więc teoretycznych obrońców pokoju, bohaterów republiki, którzy prowadzili armie do ataku, próbujących na sam koniec wojny zamordować kanclerza. Jakby bohaterowie wojenni próbowali przejąć władzę nad krajem.

Czy Palpatine wydałby rozkaz 66 gdyby nie to? Czy może pozwoliłby trwać zakonowi Jedi dalej jako strażnicy pokoju? Spełniali swoją rolę jako oficerowie armii. Co stałoby na przeszkodzie? W którym momencie wcześniej Palpatine próbował zniszczyć wszystkich Jedi? Jego jedynym celem było zdobycie pełnej władzy i doprowadzeniem galaktyki do pokoju, co mu się udało. Jedi w takim rachunku byli zamachowcami stanu, stąd Palpatine wyjął z rękawa swoją ostatnią i najważniejszą kartę, która miała go chronić przez zdradą Jedi – Rozkaz 66, który miał wyeliminować Jedi, kiedy ci będą próbować obalić imperium prawa. Nawet potem Jedi stali nie raz na czele komórek rebeliantów, którzy jak już wiem, korzystali z taktyk terrorystycznych.

Nawet Darth Vader tak opętany rządzą zniszczenia Jedi obwiniał ich za śmierć Padme (którą sam w amoku zamordował). Jedi bali się Anakina, jego potężnej mocy i tego co może z niego wyrosnąć. Mógłby stać się potężnym mistrzem ciągle istniejącego zakonu, gdyby ci wykazali jego zrozumienie i dali mu szanse żyć z Padme. Tak musiał wybierać między śmiercią żony, a obowiązkiem wobec zakonu, który nigdy mu nie zaufał. Nic więc dziwnego, że tak chętnie polował na ocalałych Jedi. Był to demon, którego Jedi sami stworzyli w pełni świadomie mu nie ufając. Komuś, kogo sami chcieli szkolić, ale miał zadatki na bycie kimś bardzo potężnym, zagrażającym im władzy. Tylko Obi Wan był na tyle uczciwy i ufał Anakinowi, by mu pomóc. Ale w momencie kiedy Anakin oddał się ciemnej stronie, ten walczył z Generałem Grievousem daleko na innej planecie. Kto wie, czy Anakin przeszedłby na ciemną stronę, gdyby w momencie próby Obi Wan był obok niego. Ale nie wierzę, żeby Obi Wan zaatakował kanclerza w tak brutalny sposób jak to zrobili rycerze pod wodzą Mace Windu.


Podsumowanie

A teraz jako zaskoczenie powiem Wam, że w niedalekiej przyszłości (postaram się za tydzień), napiszę czemu jednak Rebelia nie była takim złym pomysłem, dzięki czemu skontrastujecie oba punkty widzenia. Liczę także na Wasze wsparcie, więc śmiało piszcie w komentarzach swoje przemyślenia na ten temat.

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Asterix & Obelix XXL 3: The Crystal Menhir - Recenzja - Jak byłem mały, to wpadłem do kociołka ...
Następny Zona Sekret Czernobyla - recenzja - Szperacz szperaczowi duchem.