Każdy, kto miał styczność z tymi dwiema wytwórniami zauważył, że postaci istniejące w uniwersum Marvela i DC Comics są w jakiś sposób do siebie podobne. Tylko podobne? Czasem niemal identyczne, a jedyną różnicę stanowi pewien człon w superbohaterskim pseudonimie lub geneza powstania mocy posiadanej przez postać. W związku z tym otwieramy nowy cykl, w którym porównamy postaci widniejące na łamach komiksów i zobaczymy ile mają wspólnego, a co je jednak różni. Na pierwszy ogień biorę moich ulubieńców – Tony’ego Starka znanego jako Iron Mana oraz Wayne’a Bruce’a, czyli Batmana. Zaczynamy.

Batman/Bruce Wayne (DC 1939)

Nie wiem czy wiecie, ale Batman był wzorowany na Zorro. Zamaskowany, odziany w czerń, bogaty przystojniak, który broni biednych i uciśnionych. Pięknie brzmi, nie? Jest to jedna z tych nielicznych postaci, która nie posiada żadnej nadnaturalnej mocy, a wszystkie swoje zdolności zawdzięcza treningowi oraz fortunie odziedziczonej po zamordowanych rodzicach (nie oszukujmy się, treningiem Batmobila nie zatankujesz). Zapewne wszyscy pamiętają w jaki sposób zginęli rodzice małego Bruce’a, jednak dla pewności przypomnę. Państwo Wayne wybierają się z synem do kina/teatru (zależnie czy skupimy się na filmie czy komiksie), a gdy z niego wychodzą zostają napadnięci, w czego wyniku umierają na oczach Bruce’a, co zostawi oczywiście rysę na jego psychice.

Przez tyle lat istnienia nasz bohater miał dużo czasu na naukę przez co zna sporo stylów walki (ponad 100, co i tak jest większą ilością, które byłabym w stanie wymienić jedynie z nazwy), kilka języków, jest doskonałym detektywem, zna techniki kryminalistyczne no i nazbierał masę kozackich gadżetów, do których z lubością dodawany jest przedrostek „bat-” (Batsuit, Batmobil, Batrangs, Batlina, Batcycle, etc., etc.).

Oczywiście, jak każdy superbohater, Batman ma swoich pomocników i przeciwników. Zacznijmy od tego, że pomimo bycia wielkim indywidualistą jest członkiem tak zwanej Trinity, czyli wielkiej trójcy DC, w skład której wchodzą także Superman i Wonder Woman. Nie zmienia to jednak faktu, że najbliższym współpracownikiem Batmana od zawsze był Alfred Pennyworth. Rozkminialiście kiedyś jego nazwisko? Alfred Warty Pensa to brzmi trochę jak imię średniowiecznego rycerza, a dla Bruce’a Albert powiedzmy sobie szczerze jest wart o wiele więcej. To właśnie on zajął się osieroconym dziedzicem i wychował go, a gdy Bruce dorósł i został Batmanem – pomagał mu niemal na każdym kroku. Od uszycia kostiumu do opatrywania ran. I znowu to podobieństwo do Zorro. On też miał wszak swojego nieodłącznego służącego Bernardo, który pomagał zarówno Diego de la Vedze jak i jego alter ego. P.S. Uwielbiam serial „Zorro” z lat 50 produkcji Disneya więc wybaczcie mi jak będę przesadzać z porównaniami. W każdym razie, jeżeli ktoś wie o Batmanie wszystko, to byłby to właśnie niezastąpiony Alfred. Mamy także kilku Robinów z bardziej lub mniej ciekawą przeszłością, Batgirl, Batwoman (nie tylko gadżety uzyskiwały przedrostek „bat-” jak widać), Huntress, komisarza policji w Gotham – Jima Gordona oraz wybitnego wynalazcę i autora większości gadżetów Batmana –  Luciusa Foxa (który od „Mrocznego Rycerza” zawsze będzie miał dla mnie twarz Morgana Freemana.)

Było o pomocnikach, to pora powiedzieć coś o przeciwnikach Mrocznego Rycerza. Lista wrogów jest bardzo długa, więc skupimy się na tych, którzy moim zdaniem są takimi bardziej wrogami niż reszta (a masło jest maślane, ale wiecie o co chodzi). Zaczynamy oczywiście od Jokera. Psychopata, socjopata, seryjny morderca, do tego dodajmy szyderczo szeroki uśmiech i trupiobladą twarz i oczywiście zielone włosy. Odpowiedzialny za kalectwo pierwszej Batgirl (strzelił jej w plecy, co uszkodziło kręgosłup i skazało ją na wózek inwalidzki) oraz śmierć drugiego Robina. Szczególnie ostatnio modny w popkulturze chyba ze względu na rozbudowanie w „Legionie Samobójców” wątku miłosnego z jego wspólniczką i byłą terapeutką Harley Quinn. Dla wszystkich uważających to za szaloną i wspaniałą miłość mówię: cholera jasna, to nie miłość, tylko syndrom sztokholmski. Jak chcecie zobaczyć prawdziwie pokręconą i brutalną odmianę miłości to obejrzyjcie lepiej „Rodzinę Addamsów”. Kolejnym dość znanym vilianem jest Two-Face znany wcześniej jako Harvey Dent. Był on prokuratorem Gotham i współpracował z Batmanem, dopóki połowa jego twarzy nie została oszpecona. Od tamtej pory zszedł na drogę zła, popadając w manię dualizmu. Jest też Pingwin, nazwany tak z powodu spiczastego nosa, sporej tuszy i niskiego wzrostu. Jego atrybuty to cylinder i parasole, w których ukrywa zazwyczaj broń. W wersji Tima Burtona dowiadujemy się nieco o jego przeszłości (na przykład, że rodzice go wyrzucili do kanałów, ponieważ urodził się z trzema palcami i został wychowany przez cyrkowców). Do tej szajki można dopisać Riddlera, czyli Człowieka-Zagadkę – niezwykle inteligentnego złoczyńcę, który jak sam przydomek mówi – lubił zostawiać na miejscu zbrodni zagadki. Bardzo ciekawy zabieg poczyniono w „Batman Forever”, gdzie Riddler (grany przez Jima Carrey’a) zaczyna naśladować Bruce’a. Jak wspominałam – lista jest długa, więc aby opisać wszystkich wrogów Batmana musiałabym stworzyć oddzielny artykuł.

Jest jednak też postać, która ani nie jest zła, ani dobra. Albo inaczej. Jest jednocześnie zła i dobra. Tak, moi mili, o niej mówię. Catwoman. Kobieta-Kot, złodziejka i dziewczyna Batmana. Z kryminalną przeszłością, groźna i kusząca. To ona jest symbolem seksu w świecie Gotham. Moim zdaniem, to jedna z najbardziej skomplikowanych postaci w DC Univers, ale nic dziwnego – przecież koty zawsze chodzą swoimi drogami.


Iron Man/Tony Stark (Marvel 1963)

Skoro już wiemy nieco o Batmanie, jego drużynie i wrogach to pora na słów kilka o jego odpowiedniku z uniwersum Marvela. Poznajcie Iron Mana.

Zanim przejdziemy do opisu samej postaci, warto wiedzieć, że Stan Lee i Larry Lieber stworzyli Iron Mana podczas trwania Zimnej Wojny. Motyw przemysłu zbrojeniowego nie jest tu więc przypadkowy, a stanowi silne nawiązanie do panującego wtedy wyścigu zbrojeń między USA a Związkiem Radzieckim. Iron Man na łamach komiksów wielokrotnie walczył z komunistami, o czym jeszcze wspomnę. Jak więc widzicie, nazwisko Stark od samego stworzenia zostało skazane na powiązanie z bronią.

Anthony Edward Stark przedstawiany jest jako właściciel wielkiego konglomeratu Stark Industies, będącego schedą po ojcu, playboy, filantrop, wynalazca oraz przede wszystkim superbohater walczący ze złem za pomocą skonstruowanych przez siebie zbroi. No właśnie zbroja. Jej powstanie zostało wyjaśnione dwukrotnie. Ten kto oglądał film z pewnością powie, że zły wspólnik Starka maczał palce w porwaniu Tony’ego porozumiewając się z terrorystami, w wyniku czego Tony został ranny i aby uciec z niewoli wraz z innym więźniem, profesorem fizyki zbudował pierwszy pancerz Iron Mana, który potem udoskonalił, bla, bla, bla… W komiksie tą sytuację przedstawiono nieco inaczej. Sytuacja miała miejsce w trakcie wojny wietnamskiej i Stark został zaatakowany przez komunistów. Reszta się zgadza. Znowu komuniści, nie? To teraz się szykujcie, bo nie każdy wie, że Czarna Wdowa (będąca sowieckim szpiegiem przecież) nie zawsze kumplowała się ze Starkiem. Dokładnie tak. We wczesnym Iron Manie byli antagonistami. „Politycznych” wrogów Iron Man miał dużo więcej, chociażby Mandaryna, z którym walka była metaforą wojny w Wietnamie. Sam Mandaryn miał być potomkiem Czyngis-chana, znawcą sztuk walki, posiadaczem pozaziemskiej technologii a także naukowcem i byłym dyplomatą. Kolejnym wrogiem Starka jest Obdaiah Stane – słowiek, który ukradł Tony’emu firmę i na podstawie jego zbroi zbudował własną. Wśród złoczyńców, którzy stanęli w szranki z Iron Manem znajdziemy też Justina Hammera, który sam nie walczy ze Starkiem lecz zatrudnia do tego najemników, organizację terrorystyczną AIM, składającą się z naukowców i ich najemników, czy Antona Vanko, któremu poświęcę trochę czasu. Fani filmu kojarzą go z kreacji Mickey’ego Rourke’a, czyli jako Whiplasha – syna zapomnianego współpracownika ojca Starka, owładniętego chęcią zemsty na Tonym. Fani komiksu znają go jako Crimson Dynamo – sowiecki odpowiednik Iron Mana, posiadający potężną zbroję (tak, tak, znowu komuniści… znowu rozbieżności…)

Tony Stark był także jednym z pierwszych Avengersów. (Avengersów początkowo tworzyli Iron Man, Wasp, Ant-Man, Hulk i Thor, a wszystko po to, aby powstrzymać nie kogo innego jak Lokiego – komiks „The Avengers vol. 1”). Przyjacielem Starka jest pilot James Rhodes, który znany jest również pod pseudonimem War Machine, gdyż posiada zbroję podobną do tej Iron Mana, jednak cięższą. Trzeba też wspomnieć o Pepper Potts sekretarce, a później partnerce Tony’ego, która występuje także pod pseudonimem Rescue, gdy dostaje własną zbroję. Ogólnie tutaj wkrada się kolejna niespójność filmów i komiksów. We wczesnych komiksach Pepper była kochanką Starka, a jednocześnie obiektem uczuć jego szofera Happy’ego Hogana. I to Happy zostaje jej mężem. (A jeśli o dysonanse chodzi to także wspomnę, że w komiksach Jarvis to lokaj Tony’ego, a nie system komputerowy. I ma na imię Edward.) Bliską postacią dla Tony’ego Starka od niedawna jest też Spider-Man. Ich relacja przypomina nie tylko tą pomiędzy uczniem a mentorem, ale wręcz wyzwala w bogatym i pyskatym kobieciarzu jakim jest Stark odruchy ojcowskie. Wracając do Pepper, to fani filmów z Iron Manem wiedzą, że urodziła Tony’emu córkę – Morgan (rozbieżności ciąg dalszy, bo w wersji komiksowej Morgan to kuzynka Starka).

Kto oglądał Avengers: Endgame, wie jak kończy się historia Starka. Kto nie oglądał, to niech zobaczy sam, bo ja się popłakałam przy scenie z hologramem i boję się zalać łzami klawiaturę na samo wspomnienie (jestem tylko człowiekiem, mam swoje słabości, a płakanie na pełnometrażowym filmie to nie jest taki wstyd jak na reklamie Allegro.)

Podsumowanie

Znacie już obie postaci, więc pora je porównać. Najłatwiej zrobić to w formie tabeli, więc tak też czynię i zamieszczam poniżej.

Jak widać, nie można stwierdzić, że Batman i Iron Man są tą samą postacią ubraną w różne szaty, aczkolwiek mają dużo wspólnego. A najlepiej określającym te podobieństwa jest taki własnie obraz:

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Dwóch Papieży - Recenzja ze spoilerami - Habemus Papam!
Następny Kuchenny Poker - Recenzja - Rodzinna gra o gotowaniu