Zrobienie dobrego horroru nie jest proste. Z moich ulubionych na pewno wymienię obie części Obecności czy też pierwszą część Obcego. Zdecydowana większość tego typu filmów jest co najmniej średnia, Eli jednak pokazał że sprawni twórcy dalej potrafią wiele wycisnąć z gatunku.

Mam brzydką przywarę. Jeżeli film mi się nie spodoba na samym początku, to kończę jego oglądanie. Prawie tak samo się skończyło z filmem Eli, gdyż po pierwszych 30 minutach seansu bardziej ziewałem niż byłem zainteresowany. Po prostu już do samego końca wiedziałem, że w szpitalu dla chorych dzieci mordują. Moje zaskoczenie na koniec filmu osiągnęło coś, czego dawno nie czułem – naprawdę bardzo miłe zaskoczenie które zmieniło moje postrzeganie filmu Eli. Ta recenzja będzie zawierała spoilery, jednak z uwagi na fakt że wyjątkowo esencją tego filmu jest zakończenie, a nie całość, to nie zdradzę tego zakończenia żebyście przeżyli to samo co ja.

Eli to film o chorym dziecku

Eli, główny bohater filmu jest chory. Ma uszkodzony system autoimmunologiczny i każde wystawienie jego na czynniki zewnętrzne powoduje, że na ciele pojawiają się bardzo brzydkie krosty, a samo dziecko przeżywa straszny ból. Musi więc żyć w izolacji – w specjalnie przygotowanym do tego namiocie, a każde wyjście na zewnątrz musi się odbywać w skafandrze ochronnym. Paskudna sprawa, potraficie to sobie wyobrazić?

Rodzice dziecka odnajdują szpital gdzieś na krańcu świata który zajmuje się takimi chorobami, wydają na niego fortunę i zabierają tam chłopczyka. Po drodze pojawia się krótka scena, właściwie jedna z pierwszych, kiedy to zanim rodzina wyjedzie z postoju do szpitala, to zostaje zaczepiona przez grupę biednych amerykańskich idiotów (wiecie, mieszkają w campingu, piją całymi dniami piwsko i zaczepiają ludzi bez powodu). Wzięli sobie na cel biednego Eliego, który to upada na ziemię i niszczy sobie skafander, przez co dochodzi do pojawienia się objawów choroby. Po naprawie Eli mówi dla matki że chciałby ich pobić gdyby był zdrowy. Na początku sobie pomyślałem że to tylko takie gadanie dziecka, jednak po epilogu zrozumiałem, że to była całkowicie zamierzona scena będąca fragmentem całości, naprawdę dobrze napisanego scenariusza.

Bo oglądając film Eli ciągle miałem wrażenie że widziałem to już wcześniej tysiąc razy – tajemniczy szpital z tajemniczą lekarką oraz tajemniczymi położnymi, skrywa w sobie wiele tajemnic oraz nawiedzają go duchy. No to już gdzieś wcześniej zawsze było. Twórcy tutaj sprytnie zagrali na mojej chorej fascynacji horrorami i thrillerami zapożyczając różne elementy z różnych wcześniejszych dzieł popkultury, grając nam na nosie by finalnie pokazać że całkowicie się myliliśmy. Dopiero pod sam koniec filmu można było zobaczyć, że jednak było inaczej niż nam się wydawało i twórcy ciągle grali nam na nosie podrzucając tropy i finalnie rozwiązując akcję w sposób inny niż już sami to zrobiliśmy w naszej głowie. To trudna sztuka, zaskoczyć Adixa, a twórcy filmu Eli to zrobili.

Scenariusz oraz wykonanie jest pierwszorzędnych lotów. Zdecydowana większość filmu dzieje się w tajemniczymi ośrodku, starym domu będącym szpitalem zajmującym się przypadłościami na które cierpi główny bohater. Dom jest sporych rozmiarów, ma wiele zamkniętych drzwi oraz parę ukrytych pokojów. Wielka chata z historią. Oczywiście dom jest też nawiedzony. Eliego od początku nawiedzają duchy i znowu twórcy zagrali na naszych nosach ponieważ najpierw wydaje nam się, że duchy chcą zaszkodzić dla chłopca, a potem że chcą pomóc (podobny zabieg był już we wcześniej wspomnianej Obecności).


Najbardziej mnie irytował w filmie sam Eli i chodzi mi tutaj o grę aktorską. Zarówno kreacja dziecka, jak i jego gra jest po prostu do bani. Wiem że to dziecko, ale kurde dzieciaki też mogą dobrze grać (Stranger Things) i to nikogo nie tłumaczy żeby się nie starać. Dzieciak zachowywał się sztucznie, źle przedstawiał emocje, nie raz w sposób nieadekwatny do sytuacji. I znowu, niezrozumiały i niesłuchany przez nikogo, nawet rodzice mu nie wierzą, Eli próbuje sam uratować swoje życie (bo szpital jest ZŁY!), ale robi to w sposób nieprzemyślany i po prostu mierny.

Pozostali aktorzy także nie zachwycili swoją grą, ale nie było tak źle. Pamiętajmy też, że nie mamy do czynienia z blockbusterem, więc film nie miał potężnego budżetu. Aktorów widzieliśmy już wcześniej w serialach np. Kelly Reilly która grała wcześniej w Detektywie oraz Yellowstone oraz Max Martini grający wcześniej głównie drugoplanowe lub trzecioplanowe role w filmach akcji. Nie można powiedzieć, że Eli może się pochwalić śmietanką wśród aktorstwa grającego w tym filmie

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Solenia - recenzja - płaska ziemia naprawdę istnieje
Następny Code Vein - Recenzja - Dark Souls dla Otaku