Ghost of Tsushima to ostatnia gra będąca zwieńczeniem generacji Playstation 4. Jako epilog tej fantastycznej przygody, jaką gracze z całego świata mieli z konsolą Sony, gra stała przed niesamowicie trudnym wyzwaniem.

Czy da się godnie pożegnać generację konsol? Wydać taki tytuł, od którego nawet najtwardsi gracze będą mieli łezkę w oku wspominając spędzony z tą grą czas? Ghost of Tsushima ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia, zwłaszcza, jeżeli spojrzymy na wydane do tej pory tytuły na Playstation 4. The Last of Us 2, Final Fantasy VII czy też Horizon Zero Dawn na długo ustawiły nowe trendy i zmieniły elektroniczną rozgrywkę pokazując że to właśnie Playstation 4 dostarcza po prostu najlepsze jakościowo gry o których pamięta się przez lata. Czy Ghost of Tsushima będzie kontynuować to dziedzictwo, a może pójdzie swoją, jeszcze bardziej unikalną drogą, niczym Jin Sakai? Recenzja może zawierać spoilery fabularne.

 

Bo to właśnie Jin Sakai jest głównym bohaterem gry Ghost of Tsushima. Poznajemy go w pierwszym dniu inwazji Mongołów na wyspę Cuszima, kiedy wraz ze swoim wujem, dowódcą samurajów broniących wyspy, będzie próbował zepchnąć mongołów do morza zanim Ci rozejdą się po całej wyspie. Niestety, mimo tego, że samurajowie są mistrzami walki i sztuki wojennej, to niecnych mongołów jest znacznie więcej i jednocześnie korzystają z brudnych sztuczek. Armia samurajów zostaje rozbita w pył i jedynie Jin Sakai cudem przeżywa, zostając krytycznie rannym. Ratuje go pewna złodziejka, która od tego momentu pokaże mu inną drogę walki z przeważającym, brutalnym wrogiem. Tak rozpoczyna się historia o Duchu Cuszimy.

Historię zaczynamy z grubej rury – pod ostrzałem atakując przeważające siły wroga.

Fabuła gry Ghost of Tsushima, to tak naprawdę historia samuraja, który poświęca swój honorowy kodeks by walczyć z liczniejszym i lepiej uzbrojonym wrogiem (Mongołowie wykorzystują np. proch). Fabuła Ghost of Tsushima jest liniowa, co w tym przypadku sprawdza się wyśmienicie, gdyż otrzymujemy spójną historię upadku samuraja, który staje się po prostu kimś innym przez potrzebę sytuacji oraz miłość do ojczyzny. W pewnym momencie będzie musiał walczyć nie tylko z mongołami, ale także straci zaufanie swojej rodziny oraz innych samurajów, którzy przybędą na pomoc. Jin Sakai straci wszystko, ale to dzięki jemu uda się odepchnąć mongołów z wyspy. Jemu, oraz jego towarzyszom, którzy zostali połączeni losem: starego mistrza łucznictwa, wdowy po dzielnym samuraju, wojowniczego mnicha, czy też cwanego sprzedawcy sake. Historia w Ghost of Tsushima jest urzekająca, wzruszająca, a nawet w pewnych momentach magiczna i hipnotyzująca.

Przedmiotów jest wiele i pozwalają nam wzmacniać postać na różne sposoby.

Oczywiście metody walki Jina są bezpośrednio wykorzystywane w grze. Będziemy wykorzystywać postawy walki mieczem, każda służąca do pojedynku z innym rodzajem przeciwników. Możemy zmieniać je płynnie w walce i bardzo szybko się nauczymy robić to błyskawicznie, w zależności od przeciwnika który stanie naprzeciwko nam. Oprócz tego Jin posiada wiele brudnych sztuczek, pomocnych w walce i z których nie może korzystać honorowy samuraj. Jin nauczy się zabijać po cichu wrogów w seriach, czy też używać zatruwających strzałek, które wzbudzą szał we wrogu. Kiedy dojdzie do walki będzie używać kunai do szybkiego ogłuszania grup przeciwników czy też bomb dymnych, które ukryją Jina i pozwolą mu wykonać ciche zabójstwa nawet w środku walki. A to wszystko jest tak nieprawdopodobnie intuicyjne i dające tak cudowną satysfakcję, że ciężko mi porównać system walki do jakiejkolwiek innej gry. Widać to było na moich Let’s playach, zwłaszcza tych z drugiej połowy, gdzie opanowałem walkę oraz wszystkie umiejętności. Kiedy biegła w moją stronę grupa mongołów, częstowałem ich kunaiami lub wybuchową strzałą, by zaraz wbiec w rozbity oddział i wybić jak najwięcej zanim się pozbierają, kiedy zacznie Ciebie atakować brutal z dużą bronią, zmienisz płynnie postawę i za pomocą kombinacji go ogłuszysz i dobijesz, ale z drugiej strony biegnie dowódca z tarczą, twardy przeciwnik, do tego dwa psy obok. Rzucę granat, zmienię postawę i przebiję gardę wojownika. Psy zostały zabite przez broń z rękawa. Brudna sztuczka, ale skuteczna. Koniec walki, na około mnie leży spora grupa martwych wrogów. Część z nich dobijam. Czujecie tą moc? Ta gra w rzeczywistości daje takie możliwości. A do tego mamy liczne pancerze, które każdy daje nam inne bonusy zmieniające styl gry. Pancerz rodowy Sakaiów ulepsza nasze umiejętności honorowego samuraja: atak oraz pozwala pokonać więcej wrogów za pomocą prowokacji, natomiast pancerz ronina sprzyja skradaniu się, ale także walce jeden na jednego.

Pojedynki to nieodłączny element gry. Podczas nich Jin Sakai nie zapomina o kodeksie samuraja i nie możemy korzystać ze sztuczek Ducha.

Prowokacja to też poezja, jakby żywcem wyjęta z japońskich filmów. Jin Sakai podchodzi do obozu lub grupy wrogów wyzywa ich od tchórzy i Ci go okrążają. Kładzie rękę na mieczu. Teraz Ty drogi graczu musisz puścić przycisk w momencie, kiedy wróg zaatakuje, ale uważaj bo może Ciebie zmylić i jeżeli zaatakujesz za wcześnie, to zostaniesz krytycznie ranny. Udało się Tobie? To patrz, obok biegnie drugi wróg, podejmij szybką decyzję. Możesz tak pokonać nawet pięciu wrogów (ze zbroją rodową), a najlepsze jest to, że kiedy przetniesz ostatniego, to pierwszy jeszcze nie zdążył upaść. To nigdy mi się nie znudzi. Prowokacja oprócz wybijania wrogów i masy satysfakcji, ładuje także nam pasek hartu ducha, który ładuje się także w trakcie walki. Służy on nam do wykorzystywania specjalnych, mitycznych umiejętności oraz leczenia. Podobnie jak w The Surge 2, agresywna postawa popłaca, bo zadając obrażenia, łatwiej nam się leczyć, a perfekcyjne blokowanie, uniki i inne widowiskowe akcje dają nam więcej punktów hartu ducha. Umiejętności mityczne za to zdobywa się wykonując specjalne zadania dla muzyków wędrujących po Cuszimie. Ci opowiedzą nam legendę, zaczynającą się od pięknego (każdy kolejny coraz lepszy) przerywnika. Jin wtedy będzie próbował ustalić czy jest prawdziwa czy też nie. Pójdzie więc śladem samuraja, który zna niesamowity atak, tak szybki, że niemożliwy do zablokowania, albo też zapoluje na roninów, którzy rzucili mu wyzwanie grożąc muzykowi. Ich dowódca podobno nosi niezniszczalną zbroję demona. Podążanie szlakiem legend w tych zadań to kolejny aspekt Ghost of Tsushima, który niesamowicie przypadł mi do gustu.

Gra wygląda obłędnie i miejscami trzeba zbierać szczękę z podłogi.

Jedyne co mnie męczyło w Ghost of Tsushima to tak naprawdę nieliczne misje, w których będziemy musieli się skradać, a odkrycie będzie powodowało zakończenie zadania. Były także wyzwania, gdzie skradanie było zalecane, ale nieobowiązkowe. Po prostu, jeżeli Mongołowie by nas odkryli, Ci mogliby zacząć mordować więźniów których mamy uratować. Ale też nie ma nic straconego, gdyż wróg, który ma zamiar zabić więźnia posiada specjalne oznaczenie, a przed wykonaniem wyroku mija chwila pozwalająca nam na reakcję (strzał z łuku lub rzut kunaiem skutecznie przerwie egzekucję).

Prowokacja w późniejszej części gry jest trudna, bo wrogowie są szybsi i silniejsi, ale dalej daje nam niesamowitą przewagę oraz satysfakcję.

To, jak wygląda Ghost of Tsushima jest niewiarygodne. Nie było chyba jeszcze tak pięknie zrobionej gry o Japonii. Przemierzać będziemy zróżnicowane tereny: od spalonych przez mongołów ziem, poprzez niesamowite pola białych pól uprawnych albo czerwonych niczym krew kwiatów. Trafimy nawet  do prowincji, gdzie panuje zima, gdzie na olbrzymich połaciach śniegu widać wystające spod niego tu i tam trupy czy też inne pozostałości po wojnie. Postacie są zrobione z duża starannością, z olbrzymim naciskiem na mimikę, ale także szczegóły ubioru. Wiecznie dumny stary nauczyciel łucznictwa będzie odnosić się do nas zupełnie inaczej, niż pogrążona w żałobie i chęci zemsty żona zmarłego samuraja. Ostatnią wisienką na torcie jest oczywiście soundtrack, z tym swoim typowym, japońskim klimatem. Ciężko tutaj więcej powiedzieć, jest fenomenalny i możecie go obsłuchać na Spotify.

Trochę głupio dawać drugą dziesiątkę, w tak krótkim czasie, ale nic nie mogę poradzić, że Ghost of Tsushima jest dla mnie takim dobrym tytułem. Jedyna wada, którą w tej grze znalazłem jest troszkę wpisana tutaj na siłę i nie rzutuje finalnie na samą grę. Ukończyłem ją, splatynowałem i prawdopodobnie kiedyś do niej wrócę i może nawet zagram w specjalnym, czarno białym trybie gry, z oddzielnym soundtrackiem. Całe szczęście, że zostało zapowiedziane darmowe rozszerzenie dodające kooperację sieciową oraz specjalne, wyjątkowe misje dla nawet czterech graczy jednocześnie. Będzie to oddzielny tryb sieciowy udostępniony za darmo wszystkim posiadaczom Ghost of Tsushima. Czekam z niecierpliwością.

 

Podsumowanie

Piękna, klimatyczna, wciągająca. Ideałów nie ma? Jest Ghost of Tsushima.
Ocena Końcowa 10.0
Pros
- Przepiękna i klimatyczna Japonia
- Niesamowity, epicki i ciężki moralnie główny wątek fabularny
- Wspaniały soundtrack
- Intuicyjny i dający niewiarygodną satysfakcję system walki
- Zadania mityczne są absolutnie wyjątkowe
- Zróżnicowany sprzęt, zbroje oraz sztuczki dające przewagę nad znacznie liczniejszym wrogiem
- Prowokowanie wrogów nigdy mi się nie znudzi
Cons
- Nieliczne misje skradania

Brak komentarzy

Zostaw Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzednio Power - Recenzja ze spoilerami - Pigułka mocy
Następny Frostpunk On the Edge / Na krawędzi - Recenzja - Epilog?