Gloomhaven Szczęki Lwa – recenzja – lwiątko szczerzy zęby na mamusie



Gloomhaven piastuje miano najlepszej planszówki wg portalu Board Game Geek, wielu ludzi bardzo lubi tę grę, ale jednak jej gabaryty i długość kampanii przerasta możliwości sporej grupy graczy. Isaac Childres – autor gry pędzi z pomocą i proponuje Gloomhaven Szczęki Lwa. Destylat dużej gry z taką samą dozą zabawy i kombinowania.

Gloomhaven Szczęki Lwa to kooperacyjna gra, w której od 1 do 4 graczy będzie zmagać się z podziemiami pełnymi potworów i skarbów. Grę napędzamy taliami kart, gracze mają swoje, potwory swoje, wydarzenia swoje itd. Puki co normalka, wchodzisz do lochów, klepiesz niemilucha, zgarniasz złoto i lecisz dalej. Więc gdzie ta innowacja, skąd to pierwsze miejsce dużego Gloomhaven? W dużym skrócie, z mechanik Euro i synergii jakie powstają między kartami, postaciami i potworami. Nie uświadczysz tutaj wiadra kości, ataków na pałę czy lekkiej gierki do piwa. Gloomhaven Szczęki Lwa to taktyczna łamigłówka, gdzie Ty, jako bohater musisz nawigować pomiędzy wrogami, zadaniem scenariusza i prywatnymi celami niczym wytrawny żeglarz. A wszystko to pod presją czasu i ciągłym uszczuplaniem naszej talii przy każdym jej odświeżeniu.

Samouczek

Duże Gloomhaven miało pewien problem: mnogość zasad do opanowania przed pierwszą rozgrywka. Szczęki Lwa bardzo zacnie omijają tę pułapkę. Idąc przykładem gier komputerowych pierwsze 5 misji gry to swego rodzaju samouczek, gdzie z zadania na zadanie wprowadza się więcej reguł i mechanik urozmaicając tym samym rozgrywkę i przygotowując gracza do właściwej przygody. Mało tego, w pudle znajdziemy specjalne talie kart przeznaczone tylko do samouczka, które po spełnieniu swojej funkcji nigdy nie wracają na stół.
Jestem pod mega wrażeniem wysiłku włożonego w przybliżenie gry nawet najbardziej opornym graczom. Wystarczy grać regularnie, np. raz w tygodniu, a zasady zostaną w łatwy i przemyślany sposób zaimplementowane w naszej podświadomości.

Skrót zasad

W Gloomhaven Szczęki Lwa każdy gracz dostaje pod opiekę jednego bohatera, jego talie kart oraz kilka żetonów. Plansze misji przygotowuje się poprzez otworzenie książki misji na odpowiedniej stronie i postępowaniu zgodnie z poleceniami przygody. Gracze wystawiają niemiluchów, dobierają poziom, przygotowują ich talię i już można startować.
Podczas gry wszystkie niezagrane karty postaci są od początku dostępne. Każda karta jest podzielona na akcje górną i dolną oraz posiada wartość inicjatywy. Gracze wybierają dwie karty tak, aby proponowane przez nie akcje najlepiej spisały się obecnej sytuacji na planszy. Następnie odwracamy kartę aktywacji wroga i już znamy jego inicjatywę. Porównujemy to z wartościami na naszych kartach i w taki oto sposób powstaje kolejność aktywacji w danej rundzie.




Gracz wybiera akcję dolną z jednej karty a górną z drugiej. Wykonuje ich polecenia i przekazuje pałeczkę dalej. Karty najczęściej pozwalają na atak, ruch, przesunięcie, skok czy inną manipulację wrogiem, sojusznikiem lub terenem. Każdy bohater posiada asymetryczne talie, więc gracze muszą niekiedy nieźle kombinować, aby wyciągnąć maksimum ze swoich kart. Ponadto nie można bezpośrednio komunikować co chcemy zrobić. Informacje typu ruszę się 3 pola i postaram się klepnąć za 6 są niedozwolone, ale już zdania takie jak „podejdę szybko i wywalę mu pełną mocą w mazak” mieszczą się w kanonie dopuszczalnego słownictwa. Jak już mówiłem, gra nie posiada kości; ich funkcję przejęły talie modyfikatorów. Potwory mają swoją, a gracze swoją. W jej czeluściach znajdziemy wartości od -2 do +2 które modyfikują siłę ataku widniejącą na kartach akcji. Podczas kampanii będziemy mieli możliwość ulepszania naszej talii walki poprzez usunięcie słabych kart i dodanie lepszych. Otwiera to bardzo ciekawe punkty decyzyjne – czy usuwamy 3x 0, czy dodajemy 1x +2. Talia będzie się zachowywać inaczej, w zależności co poczniemy. Poza modyfikacjami cyfrowymi znajdziemy tam również mnożnik x2 oraz pudło. Przy wyciągnięciu tych kart należy je zaaplikować i przetasować resztę talii, zwracając już użyte modyfikacje do karcianej macierzy. Czyli jeśli pamiętamy, ile mniej więcej czego mamy, możemy się nastawić na mocne albo słabe ataki. Jednak nie ma nic bardziej wkurzającego niż napakowanie mega silnego ciosu i wyciągnięcie pudła.

Misje posiadają dość zróżnicowane cele, a po ich wykonaniu wracamy do miasta na drobne zakupy i niekiedy ulepszenie postaci. Doświadczenie zdobywamy poprzez zagrywanie kart, a nie mordowanie wroga. O pieniądze też trzeba się postarać, bo z automatu się nie podnoszą.

Sama kampania zawiera kilka rozwidleń i wykonanie jednego zadania może uniemożliwić nam podejście do innego.

Przygotowanie do gry

Duży Gloomhaven miał problem z długością przygotowywania każdej partii. Tutaj tego problemu już nie ma. Scenariusze mamy opisane w książce, znajdziemy tam mapę spotkania, specjalne zasady i potrzebne potwory. Teraz z 30 min grzebania w pudle robimy to raptem w 5 do 10. Wspomniany wcześniej samouczek wprowadza nas w meandry zasad bardzo płynnie, a zmieniające się karty i ekwipunek znajdzie swoje miejsce w pudełkach dedykowanych dla każdego z graczy. Nic tylko siadać i grać.

Wrażenia z gry

Gloomhaven Szczęki Lwa to bardzo dobra taktyczna łamigłówka z przystępnym przygotowaniem do gry oraz samouczkiem. Bardzo podobają mi się karty, jakimi przyszło mi walczyć, a wynajdywanie synergii daje wiele radochy. Taki na przykład Topór – postać przeznaczona do zadawania wysokich obrażeń ze słabą obroną. Jedna z kart nazywa się Ulubieniec. Co taki mordulec jak Topór może lubić? Oczywiście swoje toporki, a ma ich całe mnóstwo na modelu. Użycie karty ulubieniec powoduje wbicie jednego z nich w łokieć wroga z dodatkowym +3 obrażeń. Mega mocny klapsik z tego wychodzi, ale powoduje utknięcie ukochanej metalowej rąbaczki w ledwo żywym niemiluchu. Jest kilka kart, które pozwolą wyciągnąć maleństwo z wierzgającego złola, ale częściej niż rzadziej po odbiór zguby trzeba zgłosić się do zwłok potwora. Znaczy to tyle, że jeśli nie uda się odzyskać toporka z karty, to będziemy zmuszeni poświęcić kolejną akcje aby stanąć na polu uprzednio zajmowanym przez nasz cel.  Niby nic wielkiego, ale wartka akcja i wymogi taktyczne nie zawsze uczynią to łatwym i oczywistym.
Inna postać, Czerwony Strażnik to waćpan specjalizujący się przestawianiu wrogów, wpychaniu ich na pułapki, odciąganiu od sojuszników i braniu ciosów na pancerz. Strażnik może nie ma silnych ataków, ale kontrola jaką ma nad polem bitwy jest godna podziwu. Szczurek stoi koło pułapki – szturch. Łucznik odsuwa się dla większej celności – ciąg. Sojusznika oblazły mamuty – pych. Oczywiście pomiędzy tym krzątaniem się co jakiś czas padnie też bęc i łup, coby wróg wiedział, że to nie tylko pan porządkowy.

Dwie pozostałe postacie są też ciekawe, ale odkrycie ich pozostawię wam.

Do Gloomhaven Szczęki Lwa siadam z przyjemnością, różnorodność wrogów, umiejętności, zastosowań tych samych kart w innych sytuacjach jest super. Kiedy już ogarniesz zasady, co nie powinno być trudne po bardzo dobrym samouczku i zapamiętasz kilka podstawowych kombosów z kart zaczniesz bawić się innymi mechanika i doznasz głębi gry. Szczęki oferują to, co gracze lubią najbardziej – decyzyjność. Na każdym kroku o czymś decydujemy, którą kartę zagrać, kogo zaatakować, czy użyć ekwipunku, czy iść po skarby czy ratować przyjaciół, którą odpowiedź wybrać w wydarzeniu. Cały czas coś się dzieje. Różnorodne scenariusze już nie każą nam tylko mordować wszystkiego co się rusza i iść dalej, teraz trzeba eskortować cywili, niszczyć ołtarze, zabić bossa. Trochę tego jest.



Wykonanie

Gloomhaven Szczęki Lwa jest grą dużą, ale mniejszą niż swój pierwowzór. Zawiera kilka zbindowanych książek misji, zasad, aneksów i samouczka. Papier błyszczący, dobra jakość, długo posłuży. Tak samo rzecz się z ma z kartami rozmaitych wielkości. Są one wykonane w sposób staranny i nie pozostawiają pola na wątpliwości. Kartoniki potworów też są pikne oraz czytelne. Dodatkowo zmieniono podstawki w porównaniu z poprzednikiem i teraz nie zdzierają nadruku. Same plastikowe postacie są OK. Gloomhaven nie słyną z jakości modeli, Szczęki Lwa tego nie zmieniają. Malowałem cały zestaw i musze z przykrością stwierdzić, że brakuje im głębi i szczegółów.

Gloomhaven Szczęki Lwa

Podsumowanie

Gloomhaven Szczęki Lwa to świetna pozycja dla zaawansowanych graczy z niesamowitym samouczkiem wprowadzającym łagodnie do gry. Mechaniki są soczyste, walki pozostają w pamięci, decyzji jest cała mnogość, a łatwość rozłożenia gry również przyczynia się do częstszego jej wystawiania na stół. Jak dla mnie bomba.

Grę można kupić tutaj

Brak komentrarzy

Zostaw komentarz

Poprzednio Najlepsze rozwiązania gamingowe w sieci
Następny Lost Ark Online - Klasy Postaci - Jaką klasę wybrać?