Mutant Year Zero: Road to Eden to stosunkowo ciepło przyjęta gra taktyczna, inspirowana kultową już serią gier Xcom. Niedawno na rynku pojawił się pierwszy dodatek DLC do tej pozycji i muszę powiedzieć, że Mutant Year Zero: Seed of Evil to DLC jakiego potrzebowała ta gra.

Zastanawiało mnie bardzo zakończenie w Mutant Year Zero: Road to Eden, było dosyć zamknięte jeżeli chodzi o kolejne wątki DLC, ale na tyle otwarte, żeby zrobić całkowicie nową kontynuację. Dlatego zostałem bardzo zaskoczony po odpaleniu dodatku i zobaczeniu, że fabuła dodatku rozpoczyna się w momencie ukończenia gry. Jeżeli jeszcze nie czytaliście mojej recenzji Mutant Year Zero: Road to Eden, to możecie ją przeczytać klikając link – Recenzja. Poniższy tekst będzie także zawierać spoilery z podstawowej wersji gry. Raczej fabuła nie jest tam odkrywcza i bardzo szybko można domyśleć się, jaki będzie jej finał, to jednak ostrzegam na wszelki wypadek.

Chrumknięcie zmutowanego dzika

Nasza drużyna herosów, a dokładnie szperaczy, bo tak się nazywa powszechnie bandę mutantów którą kierujemy, składa się dokładnie z tego samego składu co poprzednio. Dołącza do nich tajemniczy łoś, który podobnie jak to w przypadku innych postaci posiada część umiejętności wspólnych (skakanie i hakowanie) jak i absolutnie coś nowego. Tym razem łoś się pochwali wysokim poziomem zgagi, na tyle wysokim że raz na jakiś czas będzie mógł pluć ogniem podpalając sporą połać terenu przed nim oraz zadając znacznie więcej obrażeń niż standardowy koktajl Mołotowa. Nowego kolegę bardzo polubiłem, ale to nie wszystko. O to część umiejętności możemy dalej rozwijać na kolejne poziomy – przykładowo umiejętność kanibalizmu, która potrafi leczyć, po ulepszeniu daje nam także darmowy ruch do ciała. Sprawia to, że wykorzystując sprytnie tą zdolność posiadamy aż trzy ruchy na rundę, w tym jeden z leczeniem.

 

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

Jak już wspomniałem we wstępie, fabuła rozpoczyna się dokładnie od momentu w której zakończyła się fabuła podstawowej wersji gry. Szperacze dowiedzieli się kim naprawdę są oraz kim jest tajemniczy ojczulek, czyli osoba która zarządza Arką – jednym z ostatnich miejsc na świecie gdzie żyją zwykli ludzie, a którego to bronią właśnie mutanci z drużyny szperaczy. Arka zostaje zaatakowana przez tajemnicze korzenie i jest powoli pochłaniana. Sytuacja rozwija się tak szybko, że nawet ludzie w śnie mogą się już nie obudzić gdyż zostaną wchłonięci przez tajemniczą istotę. Szybko zostaje odnalezione źródło problemu – jest nim tajemniczy szperacz, który zbuntował się przeciwko Arce i uciekł z niej lata temu.

Dolina Stali, a w środku wielka tajemnica. Co się tutaj wydarzyło przed katastrofą? Świat też opowiada historie.

Fabularny wstęp nie jest niczym nadzwyczajnym, ot zwykły headhunting z teoretycznym licznikiem czasowym, którego tak naprawdę nie ma i możemy skupić się także na czynnościach dodatkowych. A no właśnie, bo o ile podstawowa wersja gry Mutant Year Zero była raczej liniowa i nie zdarzało się tam wiele questów dodatkowych, to tym razem dostaliśmy do zabawy zadania dodatkowe, o których co jakiś czas komunikuje nowy szef Arki. Nie są one odkrywcze, znowu to jest zwykły headhunting – idź do jakiejś lokacji i pokonaj grupę wrogów z bossem, który jest silniejszą wersją któregoś z pozostałych przeciwników.

Walka w Mutant Year Zero: Seed of Evil

Walka w dodatku jest zdecydowanie trudniejsza niż w podstawce. Wrogów jest najczęściej więcej i posiadają więcej silniejszych umiejętności. Dalej nie grzeszą inteligencją, o czym świadczy ostatni film z cyklu na YouTube w którym ukończyliśmy ten dodatek. Wtedy to pokonaliśmy małą armię nowych wrogów, po prostu okopując się w odpowiedniej pozycji i ostrzeliwując ich zanim do nas podejdą. Sama walka dalej polega na tym samym – najpierw wykonujemy zwiad i wybijamy pojedynczych wrogów, którzy odejdą za daleko od głównej grupy. Często tym sposobem możemy pokonać znaczną większość przeciwników. Następnie, korzystając ze skradania się oraz mechaniki zasadzki która jest jedną z głównych cech tytułu, szukamy odpowiedniego miejsca do ataku na główną grupę. Najlepiej takiego, gdzie jedna osoba (moja lisica z karabinem snajperskim) byłaby na podwyższeniu, a dwójka pozostałych szperaczy (świniak i łoś) mogliby ją osłaniać, przejmując na siebie częściowo walkę na średnim i bliskim zasięgu (lub nawet na zwarcie).

Nowy kompan jest zmutowanym łosiem i bardzo sympatycznym gościem

Kiedy już rozpoczniemy nasz atak, mamy inicjatywę, więc spokojnie możemy zadać pełne obrażenia jednemu wrogowi zanim oni nie zareagują, wtedy to wzywają następnie posiłki i zaczyna się jatka. Walki są trudniejsze niż w podstawce, ale i tym razem zawsze znajdzie się sprytny sposób na pokonanie wroga który posiada znaczną przewagę. Jednym z ostatecznych wyzwań dodatku jest np. szturm na stary posterunek policyjny, gdzie jest kilkanaście droidów. Stanowią oni olbrzymie wyzwanie i z taką grupą nie jest możliwe ich pokonanie. Posiadają też dodatkowy pancerz i dużo punktów życia, więc nie da się ich pokonać w jednej turze zasadzki (jeżeli tego nie zrobimy, natychmiast wzywają posiłki). Jak rozwiązałem ten problem? Bardzo prosto – użyłem specjalnej zdolności które posiadali łoś oraz lisica, która ma szansę przy ataku wyłączyć robota, co automatycznie da mi 3 tury na pokonanie maszyny, zamiast jednej.

Wysokość też ma znaczenie. Snajper w odpowiednim miejscu to potęga nie do zatrzymania

Spotykamy też wielu nowych przeciwników, przykładowo olbrzymie kokony z których wykluwają się wrogowie. Co ciekawe i na nich jest sposób, gdyż często możemy się do nich zakraść i ostrzelać je z cichej broni (kokon nie krzyczy, więc mamy tyle tur na zniszczenie, aż wykluje się wróg). Strategii i taktyk jest pewnie znacznie więcej i jeżeli lubicie się w ostrożnym planowaniu potyczki i przyjmowaniu wielu wrogów na klatę, ale na swoich warunkach, po uprzednim przygotowaniu, to będziecie w niebie. Aż dziwne, że twórcy nie dodali do tej gry pułapek takich jak miny czy potykacze, zwłaszcza że wrogowie poruszają się po ustalonych wcześniej ścieżkach.

Piękny post nuklearny świat

Bardzo mi się spodobały nowe mapy w dodatku. Nie ma ich dużo, jednak to co widziałem robi wrażenie. Poruszamy się po zamarzniętych obszarach oraz miastach, wszystko zostało przysypane śniegiem, tylko gdzieniegdzie wystają ruiny domów. Roślinność bierze świat we swoje władanie i wszystko jest tutaj albo zielone, albo wszędzie można znaleźć drzewa (na mapach ze śniegiem). Ogólnie całe mapy są takie pełne i żyjące, nie są to pustkowia, a świat opowiadający historie. Nie raz sami szperacze komentują to co widzą lub udaje im się znaleźć, często jest to na podstawie plotek lub zasłyszanych gdzieś legend (kostka rubika po ułożeniu wybuchnie). Często sami też próbują zrozumieć co właściwie widzą. Gdy spotykamy na zacumowanym okręcie czołgi, szperacze zastanawiają się czym one są, a my zauważamy że są w całkiem dobrym stanie i chyba nikt nie zdążył użyć ich do walki.

Niby świat jest postnuklearny, a zdaje się że żyje. Na tą grę można tylko patrzeć i podziwiać. Dobra robota!

Dialogi najczęściej mają lekkie humorystyczne zabarwienie – zwłaszcza dla nas, gdy uśmiechamy się lekko kiedy bohaterowie próbują zrozumieć to co widzą. Czasem jednak potrafią chwycić za serce, kiedy na przykład moja lisica skomentowała widok na jezioro i powiedziała coś bardzo jednocześnie smutnego, jak i pięknego. W tłumaczeniu gry znajdzie się parę błędów, jednak finalnie wszystko tutaj jest na miejscu.

Podsumowanie

Mutant Year Zero: Seed of Evil to fantastyczne DLC do gry, która wcześniej nie przypadła mi tak bardzo do gustu. Tym razem fabuła posiada parę zwrotów akcji, walka nie jest dziwnie zaprojektowana i nie ma pudła na 100% szansy trafienia. Wszystkie elementy które wcześniej jakoś mnie uwierały, zostały poprawione, a gra została gdzieniegdzie udoskonalona. Sprawia to, że obecnie Seed of Evil jest napawdę solidnym dodatkiem, do tego za śmieszne pieniądze. DLC kupicie na steam za 50 złotych. Zdecydowanie warto, a jeżeli nie graliście w Mutant Year Zero, to gorąco polecam. To jest dobry moment by zacząć przygodę z grą. Jedyna wada DLC jest taka, że jest stosunkowo krótkie – główny wątek fabularny to zabawa na max 5 godzin gry. Czynności dodatkowe oraz dwie wyjątkowo trudne lokacje poboczne sprawią jednak, że Mutant Year Zero długo zostanie w pamięci.

The Breakdown

Idealne DLC. Mogłoby być jednak troszkę dłuższe.
Ocena Końcowa 9.0
Pros
- wreszcie ciekawy wątek fabularny
- czynności poboczne
- cudowny świat gry i nowe lokacje
- bohaterowie, których nie da się nie polubić
Cons
- czuć niedosyt na koniec, szkoda że takie krótkie

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Podwodne Miasta - recenzja - suche granie na dnie morza
Następny Monster Hunter: World - Jak łapać potwory? - Poradnik dla początkujących