Na platformie Netflix pojawił się nowy pełnometrażowy film – Trauma. Film opowiada historię człowieka, któremu w szpitalu uprowadzono rodzinę.

Problem jednak jest taki, że nikt nie wierzy głównemu bohaterowie że posiada jakąkolwiek rodzinę. Film więc od samego początku jest thrillerem psychologicznym, który w nieudolny sposób będzie próbował bawić się nami sugerując co jest prawdziwe, a co nie. Recenzja będzie zawierać spoilery.

Trauma – fakt czy fikcja?

Cała …. zabawa …. zaczyna się w momencie, kiedy to w podróży z rodziną, główny bohater Ray Monroe grany przez Sama Worthingtona zatrzymuje się na stacji benzynowej by kupić bateryjki do walkmana swojej córki. Szybko dochodzi do katastrofy, kiedy to dziecko przestraszone przez psa wpada do dziury fundamentów budowy. Pierwsze co wydaje się bohaterowi, to że mała rozbiła sobie głowę o beton, okazuje się że tylko jednak na szczęście (a może i nie do końca) że tylko rękę.

Ojciec więc z rodzinką zasuwa do pobliskiego szpitala by załatali małą. Szybko się jednak okazuje, że coś jest nie tak. I właśnie w ten sposób zaczyna się niemiła przygoda głównego bohatera. Film próbuje bawić się naszą percepcją i od samego początku będzie pokazywać sygnały, że w szpitalu dzieje się coś złego, a dokładnie chodzi o nielegalny handel organami. Jak zapewne wiecie, jest to dosyć poważny problem, może w Polsce nie jest tak mocny jak w USA, ale jednak występuje. Za rogówkę w Polsce można otrzymać około 84 tysięcy złotych. Nerka jest warta 500 tysięcy. Płuca to fajna sprawa, bo ponad 100 tysięcy złotych. Nie pytajcie skąd wiem.

Nie pytajcie.

W każdym bądź razie bohater od samego początku dostrzega sygnały świadczące, że szpital uczestniczy w takim nielegalnym procederze. Jest on umiejscowiony gdzieś na uboczu (naprawdę to na totalnym zadupiu) więc mało osób by szukało zaginionych ludzi, których już przedsiębiorcza dyrekcja uśmierciła i wymieniła na części zamienne. Żona bohatera oraz jego córka prowadzone są przez pielęgniarza do podziemi na prześwietlenie. Bohater więc czeka na nich i się już nie doczekał.

Tyle fabularnego wstępu – o ile sama fabuła była bardzo interesująca, a tempo akcji bardzo dobre i trzymające w napięciu od początku do samego końca, to już przedstawienie fabuły było bardzo chaotyczne. Rozumiem tutaj zamiar twórców – chciano przedstawić punkt widzenia głównego bohatera, który to przeżył tragedię i w jaki sposób mózg broni się przed prawdą. Szybko się też okazuje, że główny bohater miał spore problemy z alkoholem, więc w szpitalu nikt nie wierzy bohaterowi, że przyszedł tutaj z jakąś rodziną, zwłaszcza że była zmiana obsługi szpitala i wszyscy nad ranem widzą go pierwszy raz.

Chaotyczny zamęt

Jak już wspomniałem, kolejne sceny mają tworzyć pytania, nie odpowiedzi i tutaj zamiar twórców się spełnił. Do tego nawet stopnia, że po około godzinie filmu zacząłem czuć irytację z tego, że najpierw są przedstawione sceny sugerujące, że bohater oszalał, a zaraz potem na odwrót. Okazało się finalnie, że bohater wszystko sobie wymyślił i całość widzieliśmy z jego perspektywy – w feralnym dole córka rozbiła sobie głowę, a kiedy jej matka wołała męża który był w szoku, ten ją popchnął, upadła i też rozbiła sobie głowę. Normalnie byłby to koniec filmu, tutaj był to początek aby widzowie zastanawiali się, jak było faktycznie.

Takich filmów bawiących się naszą percepcją jest wiele – są ich setki, np. fenomenalny Prestiż, gdzie dwóch iluzjonistów konkuruje ze sobą do tego stopnia, że poświęcają nie tylko swoje szczęście ale i nawet życie. Tam jednak rozwiązanie akcji było na samym końcu, film dorzucał nam do garnka niepewności kolejne sceny, ale w żadnym wypadku nie sugerował nam zakończenia. Podobało mi się to, było super, nasz mózg szukał logicznych rozwiązań, ale z każdą kolejną sceną mieliśmy coraz mniejsze pole do popisu, by właśnie w Grande Finale zostały odsłonięte wszystkie karty. To samo zresztą było w jednym z najbardziej niesamowitych filmów o iluzjonistach ever – Now You See Me. Gorąco polecam, oglądałem obie części dziesiątki razy i po prostu kocham te filmy.

W Netflixowej Traumie jest inaczej – film od początku do końca będzie nam sugerować odpowiedzi i zaraz zadawać kolejne pytania. Sprawiało to bardzo męczące wrażenie i prowokowało moją irytację – nie mogłem się bawić obrazem i przekazem, nie mogłem zgadywać, film robił to za mnie. Źle, bardzo źle. Nie chciałem ciągle podawanych odpowiedzi – o teraz jest świrem, a jednak nie, teraz mówi prawdę, albo jednak to świr, ale ten pies jest prawdziwy. Wiecie, takie przeciąganie liny. Gdyby film Trauma od początku sugerował że bohater ma rację, a szpital i policjanci mu nie wierzą i są umoczeni w handel organami, to byłoby lepiej, a na końcu przedstawiono to inaczej, to by było lepiej.

Podsumowanie

Mimo chaotycznego przedstawienia jednak finalnie całkiem dobrze bawiłem się na filmie. Mimo że już na początku wiedziałem jakie będzie zakończenie, wiecie szara atmosfera, mgła, brudna kolorystyka sugerowała że nie będzie happy endu i tak też było finalnie. Film można obejrzeć, ale raczej szybko odejdzie w zapomnienie, zwłaszcza że jest dużo lepszych filmów bawiących się naszą percepcją.


The Breakdown

Przyzwoity ale zbyt chaotyczny i męczący.
Ocena Końcowa 6.0

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni The Surge 2 - Poradnik strategii na wszystkich bossów
Następny Ostatnie Chwile - Burzliwe Życie Billy'ego Kerra - recenzja - podam ci leki jak tylko odpowiesz na to pytanie...