Walking Dead Sezon 8 – Recenzja – Smaczne Zombie


Teoretycznie 8 sezon Walking Dead powinien być ostatnim. Miał bardzo fajne i spójne zakończenie. Uważam że bardzo dobrze dla serialu zrobiłoby już jego zakończenie. Nie raz i nie dwa razy widzieliśmy, kiedy dobry serial stawał się powtarzalny przez zbyt wiele sezonów. Mam wrażenie, że taka sama historia czeka także Walking Dead. Ostatni sezon bardzo mi się podobał, ale z drugiej strony czułem już zmęczenie materiału i po prostu mam dość patrzenia na te same gęby.

Recenzja jest wolna od spoilerów, miłego czytania.

Walking Dead Sezon 8 – Znowu to samo?

Mój brat skomentował ostatni sezon Walking Dead tymi słowami – las, dom, las, więzienie, las, miasto …. Chodziło o pewną prawidłowość, kiedy Rick i jego brygada znajdowali zawsze bezpieczne schronienie, które zostało prędzej czy później zniszczone przez złych ludzi lub zombie. Tym razem jest trochę inaczej, bo sezon nie kończy się wielką tragedią, mimo że w trakcie odcinków umiera parę kluczowych postaci. Tym razem nawet pożegnamy się nawet z bohaterem którego nie spodziewaliśmy się że umrze. Twórcy chyba zainspirowali się serialem Gra o Tron, gdzie ulubieni bohaterowie umierali jak muchy.

 

Tutaj znowu dojdzie do paru mniejszych i większych tragedii. Sezon zbuduje nastrój w taki sposób, że nie będziemy wiedzieć jaka będzie jego końcówka i bardzo mnie cieszy, że Walking Dead przestał być taki powtarzalny i przewidywalny. Zakończenie także było szokujące, ale akceptowalne i pozytywne. Szkoda że twórcy będą dalej rozdrapywać tą ranę. Wydaje mi się, że powinniśmy już zakończyć przygodę z Rickiem i jego drużyną, lub stworzyć fabularny spin-off od zera, na przykład w miejscu gdzie skończył się 8 sezon serialu. Rozumiecie prawda, nowa historia, bardzo luźno powiązana z poprzednim sezonem i zaprojektowana w taki sposób, że osoby nieoglądające poprzednich sezonów mogły się dobrze bawić.

Bo najczęstszym problemem wielosezonowych seriali, jest fakt że jak przestaniesz oglądać, to prawdopodobnie po powrocie będziesz miał zbyt wiele odcinków do nadrobienia i nigdy nie spróbujesz ponownie. Miałem taką sytuację z Supernatural i Dr. Who. Seriale niesamowicie mi się podobały. W pewnym momencie jednak przestałem je oglądać. Potem, jak próbowałem je nadrobić, okazało się że dzieli mnie przepaść kilku sezonów i tak naprawdę nie wiele pamiętam z poprzednich sezonów.

Zombie na drugim planie

Denerwowało mnie natomiast odstawienie na drugi plan tytułowych głównych bohaterów serialu, czyli zombie. Ludzie przeżyli już tak dużo w niegościnnym świecie, że nauczyli się wykorzystywać martwych do swoich celów. Teraz tak naprawdę tylko w dużych ilościach i w zaskoczeniu Zombie stanowią problem. Wyprani jednak z uczuć ludzie którzy przetrwali apokalipsę, bez problemu poradzą sobie z tymi potworami, nie raz wykorzystując naprawdę powalone pomysły żeby pozbyć się nawet największej hordy zombie.

Wystarczy na przykład maszyna do niszczenia silników. Szkoda że tego typu scen było mało i cały serial opierał się już nie na przetrwaniu, tylko na zwykłej wojnie. Planowaniu ataków, walce oskrzydlającej, pozycjonowaniu strzelców. Wszystko znamy już z różnych seriali wojennych, czy taki miał być Walking Dead? Nie sądzę, sezon ósmy Walking Dead podąża nieznanymi sobie ścieżkami i nie robi tego tak dobrze jak seriale wojenne.

Bardzo mi się natomiast spodobał aspekt społeczny w Walking Dead, zwłaszcza metamorfoza głównych bohaterów. Nie są już tak dobrzy jak kiedyś, doświadczenia z poprzednich sezonów spowodowały, że nie raz podejmują decyzje godne największych łotrów, sami stają się przez to w pewnym sensie łotrami i nie zdziwię się, jeżeli niektórzy z tych bohaterów będą tymi złymi w kolejnym sezonie.

Zmęczenie Materiału – Zombie się sypią

Mimo, że ciekawych scen w sezonie 8 Walking Dead znajdziemy bez liku, to większość z nich polega na potyczkach między dwoma zwaśnionymi obozami. Zabrakło tutaj natomiast zombie i szczerze mówiąc trochę się nudziłem. Między ciekawymi scenami było wiele przestojów nie tylko w akcji, ale i fabularnych, pokazując nieistotne w szerszym kontekście sceny i postacie, tak bardzo nieistotne dla całości. Człowiek się zastanawiał często, dlaczego przez całą serię obserwował mordę jakiegoś gówniarza, który chciał zemścić się za zabójstwo swojego brata. Był tak wkurzający, że bardzo chciałem by stał się obiadem nadchodzącej hordy zombie.

Inne kluczowe postacie, jak Maggie oraz Michonne, były oddalone na dalszy plan, widocznie stając się postaciami drugoplanowymi. Mimo roli jaką odegrali i odgrywają, nie zasłużyli na zbyt wiele ciekawych scen w 8 sezonie Walking Dead. Brakowało mi ich, zwłaszcza Maggie, bo Michonne już nie macha wesoło mieczem, przez co także dużo straciła ze swojego tak długo budowanego wizerunku. Teraz jest ona matką nieswojego dziecka i dba o nie, siedzi bezpiecznie w domu i czeka aż mąż wróci z wojenki. Masakra.

Podsumowanie

Wiem, że Walking Dead to ekranizacja komiksu, ale mam bardzo duże wrażenie, że twórcom kończą się pomysły. Już nie ma tutaj zombie, wkrada się zwykłe wojowanie, wymiana ognia oraz polityka. Większy nacisk na relacje między postaciami oraz kłótnie miedzy nimi powoduje, że serial przestaje być tym co pamiętamy. Nie ma już wrażenia zaszczucia, beznadziejności i ciągłych tarapatów. Bohaterowie nie zastanawiają się “co dalej” bo już się ustatkowali i mają czas na prowadzenie wojny z inny z innymi bohaterami. Nuda.

Sezon 9 Walking Dead na pewno obejrzę, ale już bez takiego zainteresowania jak przy pierwszych sezonach. Może się mylę, ale czuję że na horyzoncie pojawia się już koniec przygód Ricka i jego drużyny.