The Devil Within: Satgat – Wrażenia ze wczesnego dostępu!


The Devil Within: Satgat to jedna z tych gier, które nie odkrywają koła na nowo. Sporo elementów tutaj pojawiało się już w innych produkcjach, jednak jest też parę elementów, które wyróżniają się i rzeczywiście dają nadzieję na coś ciekawego przy premierze.

The Devil Within: Satgat opowiada historie alternatywnej rzeczywistości, gdzie większość ludzi została opętana przez paskudnego rodzaju demony i duchy. My wcielamy się w tajemniczego samuraja, który za pomocą katany oraz broni palnej będzie się przedzierał przez kolejne hordy wrogów. Więcej o fabule nie powiem, bo gra została napisana w sposób raczej zły i wybijający nas z rozgrywki, o czym większy wywód dałem w poniższym nagraniu. Ogólnie męczą mnie już gry, gdzie co chwile jesteśmy blokowani ścianami tekstów, animacjami czy durnymi poradami. The Devil Within: Satgat jest tym przesiąknięte i zaawansowana grafomania godna samego Chata GPT połączona z dziesiątkami porad w stylu „użyj potężnego ataku by szybciej zdjąć punkty życia dla opancerzonego wroga” sprawiały, że w pewnym momencie gry zacząłem po prostu krzyczeć, bo zamiast grać musiałem czytać te wszystkie nieistotne dymki, ramki i nienagrane dialogi, które oczywiście nawet nie dostały polskiej wersji językowej. Jakbym chciał poczytać to bym przeczytał książkę, a grając w grę chcę grać, a nie co 30 sekund przerywać akcję na kolejny marny wypocin.

Nie bądź elf, dej suba!

Po tym gorzkim wstępie przejdźmy do samej gry. Kiedy już przebijemy się przez wybitnie słaby i napakowany bezsensownymi radami wstęp The Devil Within: Satgat okazuje się całkiem przyjemną platformówką. Jak już wspomniałem, mamy tutaj mieszankę różnych gatunków. Oczywiście jest to souls, bo teraz każda gra musi być soulsem – parowanie, uniki, silny i słaby atak, parę umiejętności, leczonko i odradzanie się przy ognisku. Standard. The Devil Within jest też trochę Darksiders, bo sam świat to futurystyczna wersja Tokio, gdzie wszyscy nie żyją, a po świecie chodzą nieumarli i potwory z piekieł. Brzmi znajomo? Diabeł jednak tkwi w szczegółach i The Devil Within: Satgat posiada na przykład bardzo sympatyczne drzewka rozwoju postaci. Co poziom dostaniemy różnego rodzaju kryształki, które mogą nam pozwolić rozwijać różne umiejętności kosztujące określone kryształy. Od nas zależy które umiejętności chcemy rozwijać najpierw i czy może nie wolimy poczekać i wykorzystać punktów później, kiedy zdobędziemy lepszy pakiet.

Graficznie The Devil Within: Satgat wygląda nieźle. Design potworów jest prosty, jednak spełniają swoją rolę, a tokio które widzimy w tle zdaje swój rezultat i wygląda naprawdę nieźle. Udźwiękowienie też jest niczego sobie, z wyjątkiem tego, że nie zostały nagrane dialogi, więc czasami dymki pojawiają się w trakcie walki i nawet nie wiemy, że ktoś coś mówi. Swoją drogą, co to za kolejna durna moda, by umieszczać rozpisane dialogi w trakcie potyczek z wrogami? Strasznie mnie to wkurzało w Armored Core 6, mam nadzieję, że tutaj będzie inaczej. Co ciekawe, pomimo wczesnego dostępu nie trafiłem na żadnego buga. Gra wygląda bardzo ładnie i chodzi stabilnie, nic nie chrupie, żadne zwłoki nie wpadają pod tekstury, jednym słowem jest git.

The Devil Within: Satgat jest grą, w którą na pewno zagram na premierę i którą będę obserwować. Wkurzające elementy o których pisałem, nie negują całości, które na obecną chwilę prezentują po prostu przyzwoitą grę z nadzieją na coś więcej. Mam nadzieję, że twórcy zmienią trochę sposób narracji i dadzą nam naprawdę solidny i trudny tytuł. I bardzo też proszę o polską wersję językową.

Poprzednio Jak aktywować klucze na Steam? - Poradnik
Następny Fabuła filmów James Bond - krótkie omówienie!