Druga Edycja gry Posiadłości Szaleństwa długi czas chodziła za nami i zachęcała do zakupu, przypominając o sobie w najmniej oczekiwanych momentach czy to podczas rozmowy ze znajomymi lub też w trakcie przeglądania facebooka lub forów tematycznych. Niczym narkomani na głodzie planszówkowym powoli wysupłaliśmy te 300 zł i zainwestowaliśmy w grze. I po kilku rozrywkach, nie jestem pewien czy to była najlepsza inwestycja.

Posiadłość Szaleństwa Druga Edycja jest reedycją gry kooperacyjnej wydanej w 2011 roku przez Fantasy Flight Games. W tej recenzji nie będę odnosić się do porównań z pierwszą edycją. Może kiedyś napiszę na ten temat oddzielny wpis, jednak teraz każdy weteran pierwszej edycji powinien sam ocenić różnice między dwiema wersjami. Jednak sądzę iż fani tej gry bez problemu zaakceptują wszystkie wprowadzone zmiany.

Założenia gry Posiadłość Szaleństwa

Gra Posiadłość Szaleństwa to pozycja kooperacyjna, czyli razem wygrywamy (przynajmniej w teorii, ale o tym za chwilę) lub razem przegrywamy. Odkrywać tajemnicę możemy zarówno samotnie jak i w 5 graczy. I tutaj pierwszy plusik dla gry, bardzo ładnie się skaluje, nawet grając w pojedynkę można czerpać bardzo dużo przyjemności.

Grę rozpoczynamy od wyboru jednego z czterech dostępnych w podstawce scenariuszy. Wybieramy także bohaterów którymi będziemy grać no i oczywiście przygotowujemy wszystkie znaczniki, plansze i figurki. Grę rozpoczyna się stosunkowo szybko, zwłaszcza ten czas przygotowania blednie przy czasie rozrywki który w najbardziej optymistycznym wariancie trwa 90 minut, a standardowo około 3 godzin grając w 4 graczy.

Aplikacja

Nie ma co ukrywać, sporą część gry spędzamy w aplikacji którą instalujemy na komputerze za pomocą Steama lub urządzeniu mobilnym. To właśnie aplikacja przejęła rolę mistrza gry i muszę przyznać że robi to znakomicie. Scenariusz wprowadza klimatyczne intro czytane przez lektora w języku polskim, dodatkowo wybiera dla nas losowo przedmioty startowe oraz pomaga ogarnąć początki.

Tak naprawdę zaczynając grę pierwszy raz nie mamy pojęcia jaki jest cel naszego scenariusza i co musimy zrobić żeby zwyciężyć. Powiem nawet więcej – cel gry jest nieznany oraz ciągle się zmienia w ramach naszych działań. Jeżeli zwlekamy, sytuacja może ulec pogorszeniu, jeżeli będziemy się spieszyć to unikną nam cenne wskazówki. Gdzie jest granica? Nie ma jej. Gra jest bardzo trudna do przejścia i nawet jeżeli uda nam się wygrać to najczęściej tylko włos będzie dzielić nas od porażki.

W trakcie gry będziemy zmuszeni wykonać wiele testów opartych o rzuty kostek i nasze umiejętności. Za każdym razem to aplikacja właśnie bezpośrednio pomaga nam w rozpatrywaniu tych testów. Działa w tym przypadku wyśmienicie. W trakcie gry znajdujemy też masę różnych zagadek do rozwiązania w postaci zgadywania numerów szyfru lub układaniu obrazka. Dzięki aplikacji możemy pograć w takie minigry na naszym urządzeniu a sukces często pomoże pchnąć fabułę do przodu.

 

Każda runda dzieli się na dwie fazy. Pierwsza faza, badaczy, polega na wykonaniu przez każdego z graczy maksymalnie dwóch akcji. Do akcji należą działania wykonywane bardzo często takie jak ruch oraz eksploracja i walka. Możemy także wykonać jedną z akcji specjalnych, czysto sytuacyjnych, takich jak podpalenie oraz kradzież. Oczywiście okradamy innych graczy oraz podpalamy posiadłość w której dzieje się akcja.

Drugą fazą jest tak zwana faza mitów, znana także jako faza wpierdolu. Otóż wtedy właśnie dzieją się złe rzeczy takie jak poruszanie się wrogów, pojawianie się wrogów, atakowanie bohaterów lub niepokojące szepty za ścianą. Każda walka, każde wystawienie na niekorzystną sytuację lub nawet sąsiedztwo potwora powoduje dodatkowy wysiłek psychiczny oraz fizyczny nakazujący graczom przeprowadzać testy oparte na umiejętnościach postaci oraz rzucie kostkami. Czyli nawet jeżeli będziemy posiadać fajne statystyki to nie mamy gwarancji że nam się uda.

Poczytalni niepoczytalni

Po co nam negatywna interakcja oparta na kradzieży i podpalaniu? Otóż każdy gracz posiada dwa mierniki jego sprawności. Pierwszym z nich są punkty życia a drugim jego poczytalność określająca jego odporność na stres. Kiedy zbierzemy liczbę kart poczytalności równą wytrzymałości psychicznej naszej postaci, zmienia się cel naszej gry stając się obłąkani i kierując się tylko tym co znajduje się na specjalnej karcie obłąkany. Nie mówimy wtedy pozostałym graczom jaki znajduje się tam cel gry.

Może dojść nawet do takiej sytuacji że nasze zwycięstwo będzie oznaczać przeszkadzanie pozostałym, kiedy na przykład w szaleństwie zdecydujemy złożyć ofiarę z naszego towarzysza. Często będzie także tak że nasze szaleństwo nie wpłynie na wykonywane zadanie. Na szczęście pozostali gracze nigdy nie wiedzą co kryje się w zakamarkach naszego umysłu i jaki szalony cel otrzymaliśmy.

Interakcja – Wygrywacie razem lub przegrywacie razem

Przynajmniej tak jest w teorii, jednak dzięki wcześniej opisanego mechanizmowi obłąkania cele gry mogą bardzo się zmienić. Przypomniała mi się jedna z naszych dwuosobowych rozgrywek gdzie Ola w panice próbowała uciec od kilku stworów, natomiast ja musiałem wykonać cel gry polegający na sprawdzeniu wszystkich zakamarków posiadłości. Przy okazji chihotałem do siebie żeby bardziej wczuć się w klimat 😉

Tak naprawdę drużyna zwycięzców to taka która ściśle ze sobą współpracuje. Wspólnie decydujecie kto powinien być narażony na najcięższe doznania, a komu należy tym razem odpuścić walkę z kultystami. Pod tym względem gra jest narażona na efekt lidera, brak pierwszego gracza dodatkowo sprzyja pojawianiu się lidera. Oczywiście w takiej sytuacji zawsze możecie prowadzić śledztwo w swoim zakresie, jednak nie liczcie na spektakularny sukces.

Wykonanie

A od tego momentu będę się pastwić. Gra Posiadłość Szaleństwa została wykonania w sposób w jaki nie wypada dla tak poważnego wydawnictwa jakim jest Fantasy Flight Games. Po pierwsze spora liczba figurek jest po prostu krzywa i nie mieści się w podstawkach. Bez kąpieli w gorącej wodzie lub suszenia suszarką dziewczyny się nie obejdzie.

Po drugie w tej grze jest pierdyliard rodzajów znaczników. Albo i więcej. I wiecie co? W pudełku nie ma ani wypraski, ani foliowych woreczków, ani nawet pocałuj mnie w d…

Jeżeli już kupujecie grę, kupcie też organizer dla wędkarzy. Bez tego szukanie żetonów będzie prawdziwą męką.

Re-Grywalność

Posiadłość Szaleństwa pod względem re-grywalności to jedna wielka porażka warta grubą część wypłaty standardowego polaka. Największym problemem z tą grą jest fakt, że za 300 zł z hakiem dostajemy tylko cztery scenariusze. Każdy scenariusz starczy średnio na 4 – 5 rozgrywek, potem tak naprawdę nudzi i nawet zmienne w postaci wydarzeń w fazie mitów oraz postępujące zmieniające się zakończenie nie doprowadzą do zwiększenia zainteresowania tymi scenariuszami. Po prostu cały układ pomieszczeń pozostaje ciągle taki sam, tak samo jest z sekretami oraz postaciami niezależnymi. Znając już te wszystkie zagadki, tracimy przyjemność z gry i nie chcemy po raz 10 uciekać z Innsmouth.

Szczerze mówiąc kupując grę za taką cenę spodziewałem się znacznie większej re-grywalności. Ba, spodziewałem się po niej takiej długo żywotności jaką posiada nasz ukochany Robinson Crusoe Przygoda na Przeklętej Wyspie. Niestety nie ma o tym mowy, bez kupowania dodatków gra po kilku rozgrywkach będzie wiać nudą.

W aplikacji zabrakło także edytora scenariuszy lub jakiegokolwiek kreatora pozwalającego fanom na tworzenie nowych przygód. Zaskakujące podejście od strony Fantasy Flight Games, taki prosty zabieg sprawiłby że gra byłaby nieśmiertelna. Chociaż wtedy gracze nie kupowaliby przecież DLC prawda?

Cena

A no dobrze słyszeliście. Posiadłość Szaleństwa jest grą nastawioną na DLC, czyli zmorę wszystkich graczy komputerowych. Nowoczesny system dystrybucji dodatków w wersji elektronicznej, skutecznie dymający graczy znalazł zastosowanie także w Posiadłości Szaleństwa. Dla osób które nie grają w gry komputerowe – DLC, czyli Downloadable Content, to specjalne mini dodatki udoskonalające grę w niewielkim stopniu przykładowo dodając nowe misje lub mapy. Obecnie na Steamie możemy kupić jeden scenariusz w cenie 5 ojro. Oczywiście nie ma wersji polskiej DLC bo polska to naród trzeciego świata.

KUPOWAĆ, KUPOWAĆ, KUPOWAĆ, KUPOWAĆ, KUPOWAĆ …..

Wiecie co, ja nawet rozumiem tych gości. Oni chcą po prostu zarobić. Biorą fajny, działający system gry, tworzą naprawdę dobrą aplikację i zacierają rączki na dojenie graczy. Tylko ja jako gracz i recenzent nie mam zamiaru pochwalać takiego działania, wiele firm została znienawidzona przez politykę DLC, wiele gier przez nie zostało zepsutych, czy Posiadłość Szaleństwa będzie do nich należeć? Nie mam pojęcia.

Podsumowanie

Pisanie recenzji do Posiadłości Szaleństwa to śmiech rozpaczy. Z jednej strony mamy świetną, klimatyczną i wciągającą grę kooperacyjną w której idealnie wprowadzono zastosowanie nowoczesnej technologii związanej z aplikacjami mobilnymi. Z drugiej natomiast wydawca nie dopracował wykonania gry która w obecnej formie jest po prostu nie w porządku za taką cenę. Dodatkowo trzeba się nastawić na płatną zawartość. Ten aspekt wykorzystania nowej technologii mi się niestety nie podoba.

Czy wiedząc to co wiem teraz po kilku rozgrywkach ponownie bym kupił Posiadłość Szaleństwa Drugą Edycję? Zdecydowanie nie. Przeznaczyłbym tą kasę na pre-order do First Martian albo kupiłbym  Mechs vs Minions. A sam bym z chęcią pograł kiedy któryś ze znajomych organizowałby seans wieczorny z Posiadłością Szaleństwa.

Posiadłość Szaleństwa Druga Edycja

Posiadłość Szaleństwa Druga Edycja
5.8

Przyjemność z grania

9/10

    Wykonanie

    5/10

      Re-Grywalność

      4/10

        Interakcja

        8/10

          Cena

          3/10

            Zalety

            • Bardzo dobre wykorzystanie aplikacji
            • Klimatyczna i wciągająca rozgrywka
            • Świetny system obłąkania
            • Wysoki poziom trudności
            • Proste, przejrzyste zasady

            Wady

            • Wysoka, nieadekwatna do zawartości cena
            • Brak wypraski oraz woreczków foliowych
            • Model dystrybucji oparty o dodatki i DLC
            • Zbyt niska re-grywalność, brak kreatora scenariuszy
            • Liczba scenariuszy jest zbyt mała w wersji podstawowej

            Podobne Wpisy

            https://bigbaddice.pl/wp-content/uploads/2017/02/IMG_20170201_170342-1024x768.jpghttps://bigbaddice.pl/wp-content/uploads/2017/02/IMG_20170201_170342-150x150.jpgAdrian AbramowiczGry PlanszoweRecenzjeRecenzje - Gry Planszowecthulhu,fantasy flight games,galakta,lovecraft,posiadłość szaleństwaDruga Edycja gry Posiadłości Szaleństwa długi czas chodziła za nami i zachęcała do zakupu, przypominając o sobie w najmniej oczekiwanych momentach czy to podczas rozmowy ze znajomymi lub też w trakcie przeglądania facebooka lub forów tematycznych. Niczym narkomani na głodzie planszówkowym powoli wysupłaliśmy te 300 zł i zainwestowaliśmy w...Wielka zła kostka czyli planszówki, gry PC oraz filmy i seriale